PB: Psychoterapia jeszcze niedawno była tematem tabu. Dziś można odnieść wrażenie, że stała się receptą niemal na wszystko. Poszliśmy za daleko?
Prof. Przemysław Bąbel: Kultura terapeutyczna ma ogromną zaletę: ludzie przestali wstydzić się problemów ze zdrowiem psychicznym i korzystania z pomocy. Coraz częściej otwarcie mówią, że chodzą do psychoterapeuty i polecają sobie specjalistów. To wielka zmiana na lepsze. Kłopot w tym, że wraz z popularyzacją psychoterapii pojawiło się przekonanie, że potrzebuje jej niemal każdy. A to nieprawda. Psychoterapia jest przede wszystkim metodą leczenia zaburzeń zdrowia psychicznego za pomocą metod psychologicznych. Tymczasem trafiają do niej także osoby przeżywające zwykłe życiowe trudności, którym bardziej przydałaby się inna forma pomocy, np. poradnictwo psychologiczne, psychoedukacja, coaching albo po prostu wsparcie bliskich.
Czyli ze złym dniem albo kryzysem w pracy nie trzeba od razu iść na terapię?
Nie każdy kryzys jest zaburzeniem psychicznym. Psycholog może pomóc ocenić, czego dana osoba rzeczywiście potrzebuje. Dawniej część problemów przegadywaliśmy z rodziną, przyjaciółmi, sąsiadami czy księdzem. Dzisiaj więzi społeczne są słabsze, a to, co kiedyś było naturalnym wsparciem, częściowo się sprofesjonalizowało. Płacimy komuś za rozmowę, ponieważ nie mamy z kim porozmawiać. Tyle że psychoterapia nie jest po prostu wygadaniem się.
Czym więc różni się od dobrej rozmowy z bliskim człowiekiem?
Jest profesjonalnym oddziaływaniem wykorzystującym konkretne metody i mającym określony cel. Pacjent powinien coś zauważyć, nauczyć się nowych sposobów działania, czasem przećwiczyć je podczas sesji, a później stosować w codziennym życiu. Najbardziej widać to w psychoterapii poznawczo-behawioralnej, gdzie często pojawiają się zadania wykonywane między sesjami. Ale również w innych podejściach psychoterapia nie powinna sprowadzać się do swobodnej rozmowy.
Wiele osób jest przekonanych, że tylko terapia poznawczo-behawioralna ma potwierdzoną naukowo skuteczność.
To nieprawda. Nie powinniśmy zresztą mówić, że cały nurt psychoterapeutyczny jest skuteczny. Oceniamy konkretne metody stosowane w leczeniu konkretnych zaburzeń.
Na czym polega dowiedziona naukowo skuteczność?
Na tym, że dysponujemy wieloma dobrej jakości badaniami, metaanalizami i zaleceniami klinicznymi. W przypadku najlepiej przebadanych metod wiemy nie tylko, że pomagają, lecz także że ich efekty są trwałe i że są bezpieczne. Metody o potwierdzonej naukowo skuteczności w leczeniu określonych zaburzeń są dostępne m.in. w nurcie poznawczo-behawioralnym, psychodynamicznym i systemowym.
Nie należy więc pytać, jaki nurt jest najlepszy, lecz co działa w moim przypadku?
Dokładnie. Ta sama metoda może działać w jednym zaburzeniu, a w innym nie mieć wystarczających dowodów skuteczności. Dlatego punktem wyjścia powinna być diagnoza. Dopiero później należy dobierać metodę leczenia.
Napisał pan książkę „Wojna o psychoterapię” – kto z kim walczy i o co naprawdę chodzi w tym sporze?
Wszyscy odwołują się do dobra pacjenta, ale spór dotyczy także wpływów, pieniędzy, zasad kształcenia psychoterapeutów i tego, kto będzie mógł wykonywać ten zawód. Rynek psychoterapii bardzo się w Polsce rozwinął, a duże pieniądze są związane zwłaszcza z kształceniem psychoterapeutów.
O jakich kwotach mówimy?
Czteroletnie szkolenie kosztuje dziś około 100 tys. zł. Na tym wydatki się nie kończą – dochodzą superwizja i dalsza edukacja. Nic dziwnego, że jednym z głównych punktów sporu jest to, kto może rozpocząć szkolenie i uzyskać certyfikat. Im szerszy krąg kandydatów, tym większy rynek dla szkół psychoterapii.
Biznes zaczął mieć zbyt duży wpływ na standardy zawodu?
To jeden z głównych problemów. Psychoterapia prowadzona przez kompetentne osoby z wykorzystaniem metod o potwierdzonej naukowo skuteczności może być niezwykle efektywną pomocą dla ludzi cierpiących na zaburzenia zdrowia psychicznego. Chodzi jednak o to, by zagwarantować jakość pracy psychoterapeutów, a nie tylko zwiększać ich liczbę. Sama liczba nie gwarantuje jakości.
Rynek wymaga więc regulacji?
Zdecydowanie. Dziś napis „psychoterapeuta” na drzwiach gabinetu nie gwarantuje jeszcze odpowiednich kwalifikacji. Pacjent często zakłada, że działa to tak jak w medycynie: skoro ktoś jest kardiologiem, musiał skończyć studia i zdobyć specjalizację. W przypadku psychoterapeutów system nie daje takiej pewności.
A projekt ustawy o zawodzie psychoterapeuty tego problemu nie rozwiązuje?
Regulacja jest konieczna, ale projekt będący obecnie przedmiotem debaty nie daje pacjentowi wystarczającej gwarancji, że trafi do odpowiednio przygotowanej osoby i będzie leczony metodą o potwierdzonej naukowo skuteczności. To jeden z powodów, dla których napisałem książkę. Chciałem zebrać argumenty dotyczące jakości psychoterapii i pokazać je z perspektywy pacjenta.
Wyobraźmy sobie, że szukam psychoterapeuty. Widzę dyplomy na ścianie, rozmowa jest przyjemna, człowiek wzbudza zaufanie. Jak sprawdzić, czy naprawdę wie, co robi?
To nie jest łatwe, zwłaszcza gdy ktoś jest w kryzysie i nie ma siły sprawdzać specjalisty. Mimo to warto zwrócić uwagę na kilka rzeczy. Najpierw na wykształcenie – najlepiej, żeby psychoterapeuta był psychologiem albo lekarzem psychiatrą. Potem na to, gdzie ukończył lub odbywa szkolenie, czy ma certyfikat i czy regularnie korzysta z superwizji. I wreszcie na to, czy stosuje metody o potwierdzonej naukowo skuteczności w leczeniu problemu, z którym do niego przychodzimy.
Skąd pacjent ma to wiedzieć?
Można korzystać z zagranicznych zaleceń klinicznych, np. brytyjskiego NICE. Po wpisaniu konkretnego zaburzenia można sprawdzić, jakie sposoby leczenia są rekomendowane jako metody pierwszego czy kolejnego wyboru. Ale sam fakt, że pacjent musi wykonywać taką pracę, pokazuje słabość systemu. W przypadku medycyny somatycznej państwo w dużej mierze robi to za niego.
Firmy coraz częściej kupują pracownikom kilka sesji z psychologiem lub psychoterapeutą. Dobry benefit?
Sam pomysł jest bardzo dobry. Zdrowie psychiczne pracownika ma znaczenie zarówno dla niego, jak i dla pracodawcy. Zaburzenia przekładają się przecież na absencję i gorsze funkcjonowanie w pracy. Problem polega na jakości. Firma powinna sprawdzić, jakie kwalifikacje mają psychoterapeuci i według jakich standardów pracują.
Co pracodawca mógłby zrobić lepiej?
Zacząłbym nie od psychoterapii, lecz od zapewnienia pracownikom dostępu do psychologa lub psychiatry. Taki specjalista może rozpoznać problem, postawić diagnozę i wskazać, co robić dalej, a w razie potrzeby skierować na odpowiednią psychoterapię. Równie ważna jest edukacja: pracownicy powinni wiedzieć, jak rozpoznać pierwsze sygnały problemów psychicznych, gdzie szukać pomocy i jak ocenić kwalifikacje specjalisty. Dla firmy taka profilaktyka może być bardziej wartościowa niż kolejny benefit wpisany do katalogu.
Czyli firma powinna uważać, żeby nie terapeutyzować każdego problemu pracownika?
Tak. Jeżeli ktoś ma trudności, nie oznacza to automatycznie, że potrzebuje psychoterapii. Najpierw trzeba ustalić, z czym mamy do czynienia. Psychoterapia jest jedną z form pomocy psychologicznej. Może być bardzo wartościowa, kiedy jest potrzebna, ale nie jest odpowiedzią na wszystko.
Co powinien zrobić człowiek, który czuje, że coś złego dzieje się z jego psychiką, ale nie wie, do kogo pójść?
Zacząłbym od psychologa albo psychiatry. Najważniejsza jest diagnoza. Dopiero później należy zdecydować, jaka pomoc jest potrzebna. Jeżeli będzie nią psychoterapia, warto sprawdzić, jakie metody mają potwierdzoną naukowo skuteczność w przypadku konkretnego problemu, a następnie wybrać odpowiednio przygotowanego psychoterapeutę.
Gdy przytłaczają nas emocje, stres lub kryzysy życiowe, pytamy znajomych o najlepszych psychoterapeutów.
Odwróciłbym tę kolejność. Nie zaczynajmy od pytania: do jakiego psychoterapeuty mam pójść? Najpierw zapytajmy: co mi właściwie jest i jakiej pomocy potrzebuję?
Jest psychologiem i profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie kieruje Zespołem Badania Bólu. Bada m.in. mechanizmy działania placebo, pamięć bólu i psychologiczne uwarunkowania jego odczuwania. Dwukrotnie znalazł się w rankingu Stanford–Elsevier top 2 proc. najczęściej cytowanych naukowców na świecie. Jest autorem ponad 160 publikacji naukowych i 10 książek, laureatem grantu Maestro NCN oraz prezesem Polskiego Towarzystwa Psychologii Behawioralnej.

