Administracja nie nadąża za branżą

Karolina Guzińska
28-09-1999, 00:00

Administracja nie nadąża za branżą

Rynek tzw. przemysłu spotkań jest wart 8 mld zł

Krajowa oferta obiektów konferencyjnych nie jest odpowiednio prezentowana za granicą. Za mało prowadzi się także planowych działań w celu budowy wizerunku Polski jako kraju spotkań.

Turystyka biznesowa staje się w Polsce przemysłem. Dane Światowej Organizacji Turystyki wskazują, że 25 proc. z 90 milionów obcokrajowców, którzy w 1998 roku odwiedzili Polskę, przyjechało załatwiać tu interesy, w tym wziąć udział w konferencjach i targach.

Nie ma normy

W kraju nie przeprowadzono jeszcze badań w celu rozeznania potrzeb rynku. Nie ma też norm regulujących tę sferę usług.

— Większość sal konferencyjnych znajduje się w hotelach. Te mają tyle gwiazdek, ile hotel. Nie istnieje system klasyfikacji pozostałych sal — sygnalizuje Sławomir Wróblewski, prezes stowarzyszenia Konferencje i Kongresy w Polsce.

Najbardziej zaawansowani w tworzeniu norm są Niemcy, którzy uwzględniają komfort uczestnika konferencji, np. jednakowo dobrą widoczność ekranu z pierwszego i ostatniego rzędu. Normy określają także parametry sali, poziom szumów, oświetlenie. Istnieją zalecenia dla sprzętu technicznego. Niezbędny jest mikrofon bezprzewodowy, rzutnik ciekłokrystaliczny współpracujący z wideo i komputerem, wskaźnik laserowy, tablica do suchopisów.

— Na razie generalne normy zastępuje w Polsce prezentacja ofert w katalogu obiektów konferencyjnych. Przed podjęciem decyzji o wynajęciu sali, klienci z reguły dokonują wizji lokalnej. Umożliwia to dostosowanie sali do życzeń klienta — opowiada Sławomir Wróblewski.

40 proc. nakładu katalogu jest rozprowadzane za granicą. Zdaniem Sławomira Wróblewskiego, mimo że zainteresowanie Polską wzrasta, nie jest ona jeszcze dostatecznie rozreklamowana jako kraj konferencyjno-kongresowy.

Potrzebne wsparcie

— Potencjał kraju nie jest w pełni wykorzystywany. Gdyby na terenach najbardziej zagrożonych bezrobociem, np. w Katowicach czy Chorzowie, przerabiać istniejące obiekty na sale konferencyjne, to np. elektryk, który traci pracę w kopalni, mógłby nadal pracować w swoim zawodzie — dowodzi Sławomir Wróblewski.

Według niego, administracja nie nadąża za rozwojem sektora spotkań. Znowelizowana ustawa o świadczeniu usług turystycznych nie objęła obiektów konferencyjnych. Sławomir Wróblewski uważa, że wsparcie ze strony administracji państwowej i samorządowej — która powinna być zainteresowana rozwojem dziedziny przynoszącej pięciokrotnie wyższe dochody niż przyjazdy w celach typowo turystycznych — jest niewystarczające. Zwłaszcza popieranie inwestycji branżowych, marketingu i tworzenie norm np. klasyfikujących obiekty konferencyjne.

— Zdaniem administracji, branża powinna finansować się sama. Tymczasem dane Światowego Stowarzyszenia Kongresów Międzynarodowych ICCA wskazują, że z każdego dolara wydanego na zorganizowanie konferencji, tylko 10 centów trafia do hotelarza. Pozostałe 90 centów pochłania transport, programy towarzyszące itp. ICCA poprosiła nasze stowarzyszenie o wyszukanie specjalisty, który na kongresie w Lizbonie wygłosi wykład: Polska jako nowa destynacja kongresowa. Osoba, która tam pojedzie, będzie promować Polskę za składkowe pieniądze, bo nie istnieje odpowiedni rządowy fundusz promocyjny — ubolewa Sławomir Wróblewski.

BĘDZIE INACZEJ: Obecnie mogą jeszcze funkcjonować na rynku nieprofesjonalne sale. Jednak z chwilą jego nasycenia, zacznie się przebieranie w ofertach — przestrzega Sławomir Wróblewski, prezes stowarzyszenia Konferencje i Kongresy w Polsce i szef marketingu sieci Hotele 500. fot. MP

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karolina Guzińska

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Administracja nie nadąża za branżą