Jak wyglądały początki Agro Kompani i które momenty uważa pan za przełomowe?
Pomysł na własną działalność wyrósł z doświadczenia, które zdobywałem wcześniej w firmie Raitech. Tam wszedłem w branżę maszyn rolniczych i po raz pierwszy zetknąłem się z rolnikami jako klientami. To było miejsce, które pozwoliło mi się rozwinąć i dodało odwagi, żeby założyć własny biznes.
W naszej firmie opieramy się na trzech filarach: administracji i księgowości, sprzedaży oraz serwisie z częściami zamiennymi. Zawsze podkreślamy, że żadna z tych „nóg” nie będzie działać dobrze, jeśli któraś z pozostałych zacznie szwankować, dlatego wszyscy muszą iść w jednym kierunku.
Na początku próbowaliśmy różnych kierunków – od sprzedaży maszyn nowych i używanych, po usługi czy wynajem. Później stopniowo porządkowaliśmy działalność, zawężając ofertę do kilku wybranych producentów. Przełomem okazała się umowa z firmą Horsch, podpisana w piątym roku działalności. Pozyskanie silnego partnera technologicznego pozwoliło nam wejść na zupełnie inną dynamikę rozwoju. Do tego momentu obroty utrzymywały się na poziomie około 20 mln zł, a później zaczęły rosnąć skokowo – najpierw do ponad 30 i 40 milionów, a w ubiegłym roku sięgnęły blisko 70 mln.
Co dziś znajduje się w centrum waszego biznesu i w jakiej skali działacie?
Działamy na północy kraju, na styku województw pomorskiego i warmińsko-mazurskiego. Skupiamy się na sprzedaży nowych maszyn rolniczych, ich serwisie oraz dostawie części zamiennych. Naszym głównym partnerem pozostaje Horsch, a od początku tego roku rozpoczęliśmy współpracę z firmą JCB, producentem ładowarek teleskopowych. Traktujemy to jako kolejny ważny impuls rozwojowy.
Równolegle rozbudowujemy zaplecze. W Markusach zaczynaliśmy od wynajmowanego placu, później kupiliśmy pierwszy grunt i halę, które stopniowo modernizowaliśmy. Z czasem powstał dzisiejszy trzon: plac, biuro i hala serwisowa w jednym miejscu. W marcu rozpoczynamy budowę nowego budynku biurowego, który stanie się wizytówką firmy.
Firma Agro Kompani ma już ugruntowaną pozycję wśród rolników w północno-wschodniej Polsce. Czemu zawdzięczacie tę rozpoznawalność?
Nasze portfolio opiera się głównie na markach premium. Ten region ma specyficzną strukturę rolnictwa – działa tu sporo dużych, dobrze prosperujących gospodarstw, które właśnie takiego sprzętu szukają. My odpowiadamy na te potrzeby i oferujemy producentów z najwyższej półki. Kluczowe było to, że dość wcześnie znaleźliśmy swoją niszę i konsekwentnie ją rozwijaliśmy. Na północy bardzo dobrze przyjęły się opryskiwacze firmy Horsch. Klienci szybko je docenili, a my dopilnowaliśmy, żeby za maszyną stało solidne zaplecze części i serwisu. Dziś możemy powiedzieć, że jesteśmy jednym z liderów w kraju, jeśli chodzi o sprzedaż opryskiwaczy tej marki.
Naszą przewagą jest też sposób działania. Jesteśmy mniejsi niż duże, wielooddziałowe firmy, więc decyzje zapadają na miejscu, bez długich procedur. Ta elastyczność i szybkie reagowanie to coś, co rolnicy naprawdę doceniają.
Rynek rolniczy bywa dziś dość nieprzewidywalny. Czy to widać w decyzjach zakupowych klientów?
Oczywiście, że tak. Na decyzje rolników wpływa dziś wiele czynników – od pogody po sytuację geopolityczną. W naszym regionie sporą część klientów stanowią jednak duże gospodarstwa, często powyżej 700 hektarów, i to w dużej mierze stabilizuje sprzedaż.
W latach, kiedy pojawiają się programy wsparcia, aktywizują się mniejsze i średnie gospodarstwa. Sprzedaje się wtedy więcej maszyn, ale zazwyczaj tańszych. Z kolei w okresach słabszej koniunktury sprzedaż opiera się głównie na największych klientach, którzy realizują swoje plany inwestycyjne niezależnie od bieżącej sytuacji. Dlatego struktura sprzedaży zmienia się z roku na rok, ale jako całość rozwijamy się konsekwentnie. To w dużej mierze zasługa naszych klientów, którzy od lat nam ufają i wracają po kolejne maszyny. Bez nich tej firmy w obecnym miejscu po prostu by nie było.
A jak w ostatnich latach zmieniają się potrzeby rolników?
Rolnictwo coraz wyraźniej idzie w stronę cyfryzacji i automatyzacji pracy. Klienci interesują się systemami jazdy równoległej, technologią RTK i rozwiązaniami, które pozwalają precyzyjnie prowadzić maszyny. Nie każdego stać dziś na nowy ciągnik z pełnym wyposażeniem, ale są też prostsze rozwiązania: coraz częściej montujemy zestawy nawigacji w starszych maszynach. To wydatek rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych, który realnie poprawia komfort i dokładność pracy.
Drugim trendem jest wzrost rozmiarów maszyn. Pogoda bywa coraz bardziej nieprzewidywalna, a okienka na siew czy opryski są krótsze niż kiedyś. Rolnicy muszą wykonać tę samą pracę szybciej, dlatego sięgają po większy sprzęt. Technologia jest ważna także dla nas: rolnicy pytają o nią już na początku rozmów o produkcie, nawet jeśli finalnie jej nie kupują. Musimy być na bieżąco, szkolić się i umieć doradzić tak, żeby zostawić klientowi możliwość doposażenia maszyny później.
Grono klientów Agro Kompani ciągle rośnie, a rolnicy chętnie wracają na kolejne zakupy. Z czego to wynika?
W rolnictwie świetnie działa marketing szeptany. Rolnicy ze sobą rozmawiają, wymieniają się doświadczeniami i jeśli ktoś jest dobrze obsłużony, ta informacja szybko się rozchodzi. Dobre opinie budują zaufanie i motywują nas do utrzymywania najwyższej jakości obsługi. Obszarem, który w dużym stopniu decyduje o lojalności klientów, jest serwis. W naszej branży funkcjonuje proste powiedzenie: pierwszą maszynę sprzedaje handlowiec, a wszystkie kolejne – serwis. I jest w tym sporo prawdy. Jeśli maszyna działa bez przestojów, a serwis reaguje szybko i skutecznie, decyzja o kolejnym zakupie staje się naturalna. Co istotne - budowanie relacji z rolnikami nie kończy się u nas w momencie sprzedaży. Pozostajemy z nimi w stałym kontakcie, odwiedzamy gospodarstwa, rozmawiamy o planach, organizujemy wyjazdy do fabryk naszych partnerów czy spotkania integracyjne. Chcemy, żeby wiedzieli, że doceniamy ich zaufanie. Dzięki temu mamy wielu kontrahentów, którzy kupowali u nas maszyny po raz siódmy, ósmy, a nawet dziewiąty.
Gazele Biznesu wyróżniają przedsiębiorstwa, które rosną szybko i konsekwentnie. Co pana zdaniem najbardziej napędza wzrost Agro Kompani?
Przede wszystkim ludzie i ich zaangażowanie. W zespole mamy osoby z okolicznych miejscowości, często takie, które znały się już wcześniej. Przy budowaniu składu zależało nam na ludziach stąd, związanych z tym miejscem i lokalną społecznością. Wielu z nich ceni to, że pracują w firmie, która się rozwija, a jednocześnie działa na rzecz okolicznych gmin – wspiera lokalne inicjatywy, kluby sportowe, koła gospodyń czy OSP. To buduje poczucie wspólnoty i sprawia, że ludzie naprawdę utożsamiają się z tym, co robimy.
Drugim ważnym elementem są decyzje dotyczące partnerów i dostawców. Współpraca z firmą Horsch była dla nas dużym krokiem naprzód, bo to marka, którą klienci znają i cenią. Dziś podobną rolę odgrywają umowy z kolejnymi producentami z segmentu premium. To połączenie ludzi i dobrych decyzji biznesowych sprawia, że firma dynamicznie rośnie.
Jak w praktyce budujecie zaangażowanie w zespole?
W naszej firmie opieramy się na trzech filarach: administracji i księgowości, sprzedaży oraz serwisie z częściami zamiennymi. Zawsze podkreślamy, że żadna z tych „nóg” nie będzie działać dobrze, jeśli któraś z pozostałych zacznie szwankować, dlatego wszyscy muszą iść w jednym kierunku. To system naczyń połączonych, w którym liczy się komunikacja i wzajemne wsparcie. Ważne jest dla nas to, że można otwarcie mówić o błędach, ale też doceniać dobrą pracę. Staramy się dbać o atmosferę – organizujemy wspólne spotkania, wyjazdy integracyjne, a czasem po prostu siadamy razem przy pizzy. To buduje zaufanie i sprawia, że ludzie chcą zostać z firmą na dłużej.
Jakie macie plany na najbliższe lata?
Chcemy przede wszystkim być jeszcze bliżej klientów i wzmocnić zaplecze serwisowe. Wkrótce uruchamiamy nowy oddział w Strzeszewie, w okolicach Lęborka, właśnie z myślą o tym, żeby skrócić czas reakcji i zwiększyć dostępność części. To naturalnie oznacza także rozwój zespołu – przede wszystkim w serwisie, ale planujemy też stopniowe wzmocnienie działu handlowego. Równolegle przyglądamy się nowym partnerstwom. Spotykamy się z producentami zainteresowanymi współpracą i sprawdzamy, czy ich produkty pasują do naszego modelu i do potrzeb klientów. Coraz częściej to oni sami wychodzą z taką inicjatywą, co pokazuje, że firma jest już rozpoznawalna na rynku i postrzegana jako solidny partner.
Kierunek na najbliższe lata pozostaje ten sam: sprawdzone marki, elastyczność i zespół, który potrafi dobrze obsłużyć klientów. To dla nas najważniejsze.




