Wzrost cen ropy nie grozi wzrostowi gospodarczemu, a inflacja pozostanie pod kontrolą — zapowiadają przedstawiciele NBP.
Leszek Balcerowicz, prezes Narodowego Banku Polskiego (NBP), uważa, że wejście do Unii Europejskiej będzie mieć w tym roku mniejszy wpływ na inflację niż oczekiwano.
Wskaźnik cen towarów i usług (CPI) może przez to wzrosnąć najwyżej o 0,9 proc. Według NBP, w marcu ceny wzrosły o 1,7 proc., a w kwietniu inflacja ma wynieść 2,2 proc.
— To i tak konserwatywne założenie. Nie dostrzegamy powodów, by taki scenariusz miał się w pełni zrealizować — mówi szef NBP.
Zdaniem przedstawicieli banku centralnego, podwyżki cen związane z akcesją już nastąpiły. Na obniżki trzeba jednak poczekać przynajmniej do jesieni.
— W dłuższym okresie niektóre towary i usługi powinny tanieć ze względu na otwarcie rynków i konkurencję. Chodzi przede wszystkim o rynek usług telekomunikacyjnych i energię elektryczną — uważają analitycy NBP.
Powodów do niepokoju, ale dopiero w dłuższej perspektywie, dostarczyć mogą za to utrzymujące się wysokie ceny ropy naftowej.
— Jeśli cena ropy nadal będą rosły, to cel inflacyjny na 2005 r. może być zagrożony — zaznacza Krzysztof Rybiński, wiceprezes NBP.
Cel inflacyjny Rady Polityki Pieniężnej (RPP) zarówno na 2004 r., jak i na 2005 r. to 1,5-3,5 proc.
Wiceprezes banku centralnego podkreśla, że rosnące ceny surowca nie powinny jednak mieć wpływu na prognozowane tempo wzrostu gospodarczego w tym roku.
— W I kwartale PKB wzrósł ponad 6 proc. W skali całego roku powinno to być ponad 5 proc. — podsumowuje wiceprezes NBP.