Polska jest jeszcze w tyle za krajami starej Unii, jeśli porównać liczbę pasażerów linii lotniczych. Rok 2004 przyniósł jednak impuls, który pozwoli to zmienić.
Ubiegły rok był wyjątkowy w historii polskiego lotnictwa. Przystąpienie Polski do UE spowodowało pełne otwarcie polskiego nieba dla europejskich przewoźników. Polski nadzór lotniczy podporządkowano instytucjom unijnym, w tym przede wszystkim Europejskiej Agencji ds. Bezpieczeństwa Lotniczego. Opracowano także projekt Jednolitej Europejskiej Przestrzeni Powietrznej (Single European Sky — SES). Wszystkie te zmiany wyznaczają ramy, w których polskie lotnictwo cywilne będzie działać w najbliższej przyszłości.
Konkurencja i zmiany
Otwarcie polskiego nieba dla zagranicznych przewoźników zaowocowało m.in. pojawieniem się na naszym rynku tanich linii lotniczych. Wywołało to niespotykaną dotąd na polskim podwórku konkurencję. Tradycyjni przewoźnicy zapewniają, że konkurencja z low costami ich nie przeraża.
— Pojawienie się tanich linii jest szansą na zdobycie nowych klientów. Pasażerowie przewoźników niskokosztowych to zazwyczaj ludzie, którzy wcześniej podróżowali samochodami, pociągami lub autobusami. Z czasem wykształci się u nich potrzeba podróżowania w bardziej komfortowych warunkach — mówi Christopher Zimmer, dyrektor Lufthansy na Polskę.
Mimo tych deklaracji tradycyjni przewoźnicy dość szybko zareagowali na ekspansję low costów.
— Dokonali oni zmian w polityce handlowej. Warto zwrócić uwagę, jakie kroki podjęli tacy przewoźnicy, jak British Airways, Air France, KLM, Sabena. Te kompanie lotnicze nie zamierzają dać się z niego usunąć. Poszerzają w związku z tym ofertę połączeń do Polski i to o kilkanaście do kilkudziesięciu procent. Tradycyjne linie lotnicze przechodzą przemiany strukturalne, redukują koszty, ograniczają zatrudnienie, wdrażają programy oszczędnościowe. Dokonują też rewolucyjnych zmian w taryfach, których wysokość i logika systemowa przez wiele lat pozostawały niezmienione — mówi Krzysztof Kapis, prezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego.
Na razie wzrost
— Przewiduję, że w przyszłym roku ruch pasażerski z Polski wzrośnie o 10-15 proc. i będzie na pewno największym wzrostem w tej części Europy. Wszystkie strony zaangażowane w rynek lotniczy w Polsce powinny w 2005 r. razem pracować nad ulepszeniami, które pozwolą, by Polska stała się konkurencyjnym centrum przesiadkowym w Europie Środkowej i Wschodniej. Dotyczy to nie tylko Warszawy, ale także regionalnych lotnisk, które charakteryzują się olbrzymim potencjałem — mówi Christopher Zimmer.
Analitycy przewidują w ciągu najbliższych lat nawet kilkunastoprocentowy przyrost rocznie. W ubiegłym roku wyniósł on około 20 proc., w porównaniu z rokiem 2003.
— Perspektywy są naprawdę optymistyczne. Tym bardziej że zarówno w istniejących, jak i projektowanych regulacjach prawnych w europejskim lotnictwie, jednym z priorytetów jest swobodny przepływ osób, towarów i usług przy jednoczesnym zachowaniu i rozwoju wysokiego, ujednoliconego poziomu bezpieczeństwa w lotnictwie cywilnym w Europie — mówi Krzysztof Kapis.