Pytanie o wpływ akcesji do Unii Europejskiej na rynek hotelowy jest jednym z najważniejszych, jakie zadają sobie przedstawiciele tej branży.
Hotelarstwo światowe od dwóch lat nękane jest kryzysem. Frekwencja w hotelach systematycznie spada, a wraz z nią dochodowość tej branży. Kłopoty nie ominęły również polskich hotelarzy, jednak nie mają oni wątpliwości, że rozszerzenie UE będzie nowym impulsem do rozwoju gospodarczego w zjednoczonej Europie, a więc i w Polsce.
— Przyszłość rynku hotelarskiego wiążę bezpośrednio z zainteresowaniem funduszy zagranicznych inwestowaniem w Polsce oraz wciąż jeszcze nie dokończoną prywatyzacją dużych krajowych przedsiębiorstw, np. z sektora naftowego. Procesy prywatyzacyjne oraz poczucie większego bezpieczeństwa inwestowania w Polsce spowodują wzrost zapotrzebowania na wielogwiazdkowe pokoje hotelowe ze strony osób podróżujących w interesach — przewiduje Marek Dąbrowski, szef działu hotelowego agencji nieruchomości Colliers International.
Alex Kloszewski, szef InterContinental Hotels Group na Europę Środkową, uważa, że wszystkie procesy gospodarcze wymagają bezpośrednich spotkań.
— Internet czy telekonferencje nie zaspokajają ludzkiej potrzeby poznania się oraz ciekawości, jak wygląda nowa, dla wielu osób, część Europy. Nowoczesne formy komunikacji zapoczątkują kontakty biznesowe, ich finalizacja możliwa jest tylko na żywo — wyjaśnia Alex Kloszewski.
Do zwiększenia ruchu w hotelach przyczyni się także polityka otwartego nieba, którą Polska będzie musiała wprowadzić po 1 maja 2004 r. Zaowocuje to tańszymi połączeniami lotniczymi, a w konsekwencji większym ruchem turystycznym.
— Nie bez wpływu na frekwencję w luksusowych hotelach biznesowych będzie również unijna biurokracja. Kontrole i wizytacje urzędników znaczenie się do niej przyczynią — dodaje Marek Dąbrowski.
Alex Kloszewski zwraca uwagę, że nowoczesne miasta potrzebują całego wachlarza oferty hotelowej, od przyzwoitych, ale tanich obiektów dla turystów, po luksusowe hotele przeznaczone dla wyższej administracji i bogatych korporacji.
W wielu Polskich miastach hotelarstwo jest obecnie znacznie przeinwestowane.
— W całym kraju podaż pokoi znacznie przewyższa popyt. Jednak boom ten właściwie się kończy. Wprawdzie oddawanych jest wiele nowych hoteli, ale znacznie zmniejszyła się liczba zapowiadanych inwestycji — mówi Simon Hudsepth, analityk z HVS International.
Jego zdaniem, miastami, które mają szanse na stabilizację, są Warszawa i Wrocław, Poznań oraz być może Łódź. Zaznacza też, że może ona nastąpić w Szczecinie i Krakowie. Jednak miasta te uzależnione są silnie od ruchu turystycznego, a większość turystów korzysta z hoteli w sezonie wakacyjnym.
— Dla InterContinental Hotels Group najważniejszym miastem w Europie Środkowej jest Warszawa. Tu mamy największą w regionie inwestycję spółki. Odpowiednie wypromowanie stolicy może przynieść jej status nie tylko miasta konferencyjnego, ale także atrakcyjnego celu dla turystów indywidualnych — mówi Alex Kloszewski.
Podkreśla on także, że w porównaniu z Berlinem, gdzie jest sześć razy więcej pokoi hotelowych niż w stolicy Polski, można jeszcze budować w nowe obiekty, ale liczba nowych inwestycji będzie wprost proporcjonalna do poziomu dochodu uzyskiwanego z już istniejących hoteli.
— Bez akcesji do UE nie mamy szans rozwoju. Trzeba tylko umiejętnie wykorzystać fundusze i możliwości nowej Europy — podsumowuje Marek Dąbrowski.