Akcje banków niczym ruletka

Jacek Iskra
opublikowano: 2011-11-29 00:00

Dziś inwestycja w akcje instytucji finansowych jest jak zakład. Kupując je, obstawiamy szczęśliwe zakończenie kryzysu w Europie

Na giełdach europejskich główną ofiarą kryzysu zadłużeniowego peryferyjnych państw strefy euro (Grecji, Włoch czy Portugalii) są właśnie banki. To one są bowiem posiadaczami wartymi dziesiątki miliardów euro obligacji zagrożonych państw. W przypadku niewypłacalności Grecji czy Portugalii banki pozostałyby ze stratami idącymi w miliardy euro.

Banki notowane na warszawskiej giełdzie nie mają w portfelach obligacji Grecji czy Włoch (poza włoskim UniCredit, którego akcje notowane są na GPW na zasadzie dual listingu). Kryzys trafił je rykoszetem. Wyniki polskich spółek się nie pogorszyły, ale w dół poszły notowania.

Wybuchowa mieszanka

Informacje o kłopotach kolejnych państw potrafią w ciągu jednej giełdowej sesji zepchnąć w dół kurs nawet największych banków o kilka procent. Sytuacja się zmienia, gdy na rynek płyną dobre wieści. Każda plotka czy sygnał, że europejscy politycy znaleźli rozwiązanie dające nadzieję na poprawę sytuacji, automatycznie winduje kursy banków.

— Rynki starają się wycenić wpływ problemów kapitałowych banków europejskich na sferę realną gospodarek regionu. Inwestorzy obawiają się osłabienia wyników banków i ich płynności w związku z osłabieniem złotego do franka szwajcarskiego.Po trzecie — banki to płynne papiery. Jeśli inwestorzy zagraniczni chcą szybko sprzedać polskie akcje, wyceny banków na tym cierpią — mówi Tomasz Bursa, analityk Ipopemy Securities.

Od początku sierpnia branżowy indeks WIG-Banki spadł o ponad 18 proc., a wartość rynkowa PKO BP, Pekao stopniała o 13- 15 proc., a BRE Banku nawet o jedną czwartą. W tym też czasie spadki przerywały kilkuprocentowe odbicia. Dlatego wykresy banków wyglądają jak elektrokardiogram.

— Wyniki za III kwartał pokazały, że kondycja polskich banków jest stabilna. Spadki to efekt wydarzeń poza Polską — mówi Sobiesław Kozłowski, szef działu analiz Bura Maklerskiego Banku BPS. Dodaje, że część graczy czeka na okazje, dlatego notowania tak mocno się wahają.

— Spadki wycen skłaniają niektórych inwestorów do przyjęcia swego rodzaju zakładu i zakupu akcji, by w razie poprawy koniunktury zgarnąć odpowiednią premię — mówi Sobiesław Kozłowski, szef działu analiz Bura Maklerskiego Banku BPS.

Inwestorzy kupujący akcje banków na spadkach traktują je jako okazję. — Pod względem fundamentalnych polski sektor bankowy odznacza się wysoką wypłacalnością, solidną rentownością biznesu i bardzo dobrą kontrolą kosztów — mówi Tomasz Bursa.

Teraz wygrywa zielone

Wczorajsza sesja przyniosła zyski tym, którzy w ubiegłym tygodniu polowali na okazje. Poprawiła też nastroje inwestorom, którzy nie ulegli panice i nie pozbyli się akcji podczas ostatniej serii spadków.

W weekend inwestorzy dowiedzieli się, że niemiecka kanclerz Angela Merkel i prezydent Francji Nicolas Sarkozy chcą w ekspresowym tempie przeforsować nowy pakt stabilności euro, by przerwać spadki na giełdach. Humory poprawiła też plotka, że MFW ma pożyczyć Włochom aż 600 mld EUR. To wystarczyło, by kursy banków poszły mocno w górę.

Notowania BRE Banku rosły w poniedziałek nawet o 7 proc., Pekao o 5 proc., a PKO BP drożały o 4 proc. Ci, którzy kupili te akcje w piątek i pozbyli się ich wczoraj, zarobili więcej lub podobnie jak na rocznej lokacie. Dobre nastroje inwestorów powinny się utrzymać, jeśli pomogą im politycy. Dziś zaczyna się szczyt ministrów finansów strefy euro, a dzień później całej Unii Europejskiej. Ustalenia polityków wskażą kierunek bankowej ruletce.