Akrobata w krawacie i emeryt w trampkach

opublikowano: 16-08-2012, 00:00

Nabitych w Finroyal zgubiła chciwość. Teraz opanowała ich złość. Nie tylko na założyciela, ale też wątły system spod flagi biało-czerwonej

Monotonnym głosem prawnik tłumaczy zawiłości związane ze strukturą właścicielską Finroyala. Dwieście par oczu śledzi każdy ruch jego warg. Tłum to inwestorzy parabanku, którego właściciel rozpłynął się we mgle. Prowadzący rzuca mimochodem: — Wiemy, gdzie mieszka Andrzej Korytkowski, twórca Finroyala. Niedaleko stąd. Bomba eksploduje. — Gdzie? No gdzie?! Dorwiemy drania!

Premiera brak

Ostatnie tygodnie w mediach to głównie festiwal „złotego chłopaka” z Gdańska, czyli Marcina Plichty, i jego firmy Amber Gold — że ma wyroki, że nie płaci, że kłamie, że tysiące ludzi oszukał, że 50 mln zł zniknęło. Problem w tym, że Amber Gold nie jest jedyny. Finroyal, który przez lata marketingowo dorównywał biznesowi Plichty, też ma 50 mln zł zobowiązań, tysiące klientów i wyroki na karku. „Laur Klienta” też miał. — Tylko pecha ma, że Tusk junior dla nich nie pracował — komentuje Tobiasz, czekający na swoje 140 tysięcy „złotówek”, które zostawił na tym samym piętrze, na którym odbywa się spotkanie poszkodowanych przez Finroyala.

Spotkanie zorganizowała spółka Butterfly, zajmująca się na co dzień konsultingiem biznesowym, kontrolowana przez Jana Wojciechowskiego. Wojciechowski to twórca sukcesu, jak też porażki Internet Group, która upadła z wielkim hukiem kilkanaście miesięcy temu. Butterfly postanowił wykorzystać szansę, jaką stworzyły kłopoty sąsiada z piętra. Zdesperowani klienci Finroyala i tak przychodzą tu codziennie, licząc, że może jednak coś się otworzy, ruszy, pieniędzmi sypną albo chociaż kartkę wywieszą. I nie interesuje ich to, czy motyl (z ang. butterfly) leci na skrzydłach bankruta. Interesuje ich to, że ktoś chce pomóc. — Wyzbądźcie się wszelkich nadziei, że pan Korytkowski wypłaci wam pieniądze z własnej woli. Nie dajcie mu się mamić. Idźcie do prokuratury. Sprawa potrwa długo — mówi na wstępie Tomasz Nowak, szef działu konsultingu w Butterfly. Zawiesza głos. W tłumie jęk zawodu — wiara umiera ostatnia, szczególnie w ludziach, którzy zbliżają się do śmierci.

Tabloidowa prawda

Jak pachnie 50 mln zł? Farbą drukarską? Nie — jeśli rozłoży się tę sumę na kilka tysięcy osób i doda zniknięcie faceta, który trzyma klucz do skarbca. Wtedy miliony mają zapach starości. To jest nieszczęście w nieszczęściu. Na Amber Gold dało się złapać wielu młodych ludzi, natomiast w Finroyalu zakotwiczyli głównie emeryci — w taką grupę celowała reklama. To osoby nierzadko z dużym doświadczaniem i dobrym wykształceniem, osobistymi osiągnięciami, bo przecież nie każdy w ich wieku ma nawet po kilkaset tysięcy złotych oszczędności. Ale emeryci nie narobią rabanu na Facebooku, nie wysmarują mejla do „Wyborczej”. Napiszą tępym ołówkiem na pożółkłej kartce zawiadomienie do organów ścigania. Pojadą z nim autobusem do prokuratury na Chocimską w Warszawie, zaciskając kciuki, żeby nie przegapić przystanku. Dlatego w przypadku Finroyala liderami walki o swoje jest kilka młodszych osób, którym spółka jest winna łącznie około 5 mln zł. — Prokurator powiedział, że dziennie spływa nawet 30 zawiadomień o popełnieniu przestępstwa przez Finroyala i Andrzeja Korytkowskiego. Podstawa prawna to artykuł 286 kodeksu karnego:

oszustwo — mówi Barbara, księgowa, której wyparowało 110 tys. zł. Na Chocimskiej była wczoraj. Podobnie zrobił pan Jerzy, który w pomysł Korytkowskiego włożył „poważną sumę”. Jest emerytem, od niedawna. Chodzi w trampkach, śledzi rynki finansowe, rozpiera go energia, nie żyje za 900 zł co miesiąc. Denerwuje go, gdy w mediach sprawę stawia się na tabloidowej osi: naiwni, gamoniowaci emeryci kontra przebiegły oszust. Bo gdzie jest państwo? — Oczywiście, zgubiła mnie chciwość. Tu pośrodku jest jednak coś, o czym nikt nie mówi. Chodzi mi o sądy, urzędników, policję. Jak to jest możliwe, że facet po wyrokach zakłada firmy i nikt nie sprawdza jego przeszłości? Państwo powinno chronić swoich obywateli, a nie pomagać ich łupić, jak w przypadku np. OFE czy parapodatków — twierdzi Jerzy.

Gimnastyczka w krawacie

„To było proste i piękne, jak w przypadku wszystkich wielkich oszustów” — tak ponad 100 lat temu pewien amerykański nowelista opisywał szwindle Charlesa Ponziego, budowniczego potężnej piramidy finansowej w Bostonie.

Zdaniem Mirosława, pięćdziesięciokilkulatka z Łodzi, Andrzej Korytkowski w te klocki grał estetycznie, z wdziękiem gimnastyczki na równoważni. Rozmowę kleił z łatwością. Aparycję też miał. To już nie czasy Bagsika, a więc metody też są inne. Żadne tam klapki, pasiaste koszule, wąsy, sygnety czy amerykański akcent.

— Z pozoru cichutki, dobrze ubrany, swobodnie operujący terminami finansowymi. Mimochodem wspominał o własnym samolocie, interesach w Szwajcarii. Podpisywał dokumenty osobiście, przyjeżdżał do mnie — do Łodzi.

W końcu byłem jednym z najcenniejszych klientów — mówi mieszkaniec tego miasta. Janusz był jednym z dwóch-trzech największych inwestorów w Finroyalu. W sumie przekazał parabankowi 3,1 mln zł, 1 mln zł udało mu się odzyskać, zanim system runął. Ekonomista, uczeń prof. Marka Belki, spotykał się z Andrzejem Korytkowskim kilkakrotnie — ostatnio całkiem niedawno, gdy ten opóźniał wypłatę pieniędzy.

— Finroyal nie jest mniejszy niż Amber Gold, a na pewno Korytkowski jest większy niż Plichta vel Stefański. Większy cynik, przebijający go inteligencją — twierdzi Mirosław, zapowiadając ostrą walkę o dwie trzecie oszczędności życia.

Na co dzień para się biznesem opartym na pośrednictwie w handlu zagranicznym. Nie ma wielkich potrzeb, jeździ kilkuletnim passatem. Prowadził spokojne życie. Do maja. Co go podkusiło? Opakowanie. Pisali, że mają milionowy kapitał własny i ubezpieczenie, reklamy dawali w poważnej prasie. Rosło złoto, waluty dawały zarobić. Finroyal był ładny, lśniący, podświetlane billboardy z kapitanem boeinga. Cacko, nie? Noty za styl zbierali wysokie: żadna tam chamówa ą la uzdrowiciel z Filipin, tylko białe rękawiczki i krawat. A że procenty podejrzanie okazałe?

— Do niedawna procenty były głównym elementem graficznym kampanii wszystkich banków. To był wyścig — kto da więcej. Skoro bank dawał 8 proc. na lokacie i zarabiał na tym kolejnych kilka procent, to może po prostu Finroyal chciał zarobić mniej, dając wyższy procent? Tak kombinowałem. Nie odpuszczę facetowi. Prywatni detektywi będą go śledzić. Dopadną moje pieniądze. A nasze państewko? Słabiutkie — przyznaje Mirosław. Adwokatka, koleżanka Mirosława z liceum, skasowała 15 tys. zł. Ot, na dobry początek.

Łzawy epilog

Ci, którzy czują się oszukani przez Korytkowskiego i spółkę, noszą w sobie setki mniej lub bardziej łzawych historii. Ktoś miał właśnie oglądać piramidy w Egipcie, a teraz w czasie kanikuły próbuje odnaleźć okruchy z rozsypanej piramidy finansowej. Ktoś dorzuca, że polubił się z Biedronką. Inny pożycza pieniądze na lekarstwa. Trzeciemu bank chce zabierać mieszkanie na kredyt. Czują się tak, jak powinni się czuć — głupio im, wstydzą się, a jednocześnie złość na sprawcę nieszczęścia nakręca ich do działania. Statystycznie przeciętny klient powierzał Finroyalowi 60 tys. zł — więc ból jest. Wanda, właścicielka księgarni, zaczęła właśnie czytać biografię Charlesa Ponziego.

— Facet powiedział: „przyjechałem do USA z 2,5 USD w gotówce i 1 mln USD w nadziejach. I te nadzieje nigdy mnie nie opuściły”. Mam nadzieję, że dopadną Korytkowskiego. I że skończy jak poprzednicy — podkreśla Wanda. Po 14 latach odsiadki, samotny i dotknięty ślepotą Charles Ponzi, zmarł w biedzie.

Upadki i wzloty Andrzeja Korytkowskiego

Finroyal otworzył pierwsze biuro w 2007 r. w Warszawie, do 2010 r. sieć agentów oplotła już całą Polskę. Właścicielem marki był FRL Capital z Londynu. Tylko w zeszłym roku spółka wydała kilka milionów złotych na reklamę, jej prezes, Andrzej Korytkowski, (wyraził zgodę na opublikowanie danych osobowych) publicznie chwalił się, że klienci powierzyli Finroyalowi kilkadziesiąt milionów złotych. Burza wokół parabanku, oferującego nawet kilkanaście procent zysku rocznie, rozpętała się pod koniec maja. Wtedy to TVN wyemitował reportaż o przeszłości Andrzeja Korytkowskiego, karanego m.in. za oszustwa finansowe. Za nie trafił nawet do więzienia. Klienci zaczęli masowo składać wnioski o wycofanie pieniędzy z Finroyala, jednak do dziś spółka nie uregulowała wielomilionowych należności wobec kilku tysięcy osób. Ostatnio więc obudziła się warszawska prokuratura. Postawiła twórcy Finroyala zarzut prowadzenia działalności polegającej na gromadzeniu pieniędzy bez zezwolenia. Wobec podejrzanego zastosowała dozór policyjny i zakaz opuszczenia kraju. Klienci spółki złożyli też już ponad setkę zawiadomień do prokuratury o podejrzeniu oszustwa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy