Posłowie zmyli głowę wiceministrowi skarbu za umowę z UCI, a musi ich jeszcze przekonać do zmiany prawa, by można było ją skonsumować.
Posłowie z sejmowej komisji skarbu wysłuchali sprawozdania Pawła Szałamachy, wiceszefa resortu skarbu, na temat umowy, jaką polski rząd podpisał z Unicredit (UCI) w sprawie podziału Banku BPH. Byli dalecy od zachwytu. Przede wszystkim posłów rozczarowało to, że Paweł Szałamacha nie podał szczegółów umowy.
— Oczekiwaliśmy, że resort przedstawi jakąś pogłębioną informację, a nie komunikat, który już kilka dni temu mogliśmy przeczytać w prasie. Nadal nie wiemy, co zawiera ta umowa. Myśleliśmy, że posłowie mają prawo do większej liczby szczegółów — twierdzi Krystian Łuczak z SLD.
Poparli go inni parlamentarzyści.
— Interesuje nas: co pozostanie z Bankiem BPH, kto o tym zdecyduje, co weźmie Pekao, i jak ma przebiegać podział — mówi Jan Wyrowiński z PO.
Przekonywali też ministra, że ich zdaniem, UCI zrobi, co zechce.
— Mówi się o zostawieniu marki i placówek BPH, a nie mówi o tym, że UCI przejmie od BPH udział w rynku. Tymczasem co jest wart bank bez udziałów w rynku? — zastanawia się Andrzej Czerwiński z PO.
A to był jeszcze delikatny zarzut.
— Rząd odtrąbił sukces. Jaki sukces? Włosi będą mogli wybrać rodzynki z tortu, czyli najlepsze placówki i najlepszych menedżerów. Zostawią to, co nierentowne, i z czym i tak mieliby problem. Ciekawi jesteśmy też, na podstawie jakiego prawa polski rząd dzieli niepolski bank — grzmiał Zygmunt Wrzodak, niezrzeszony.
Przepisy umożliwiające podział dopiero wejdą w życie — o ile MSP uda się przekonać do tego posłów. Resort proponuje nowelizację prawa bankowego, aby dopuszczało nie tylko zrzeszanie i fuzje banków, ale też podział.
— Zakaz podziału banków w formie spółki akcyjnej został zakreślony nazbyt szeroko i może okazać się rozwiązaniem utrudniającym dokonywanie koniecznych zmian restrukturyzacyjnych w sektorze — uzasadnia resort skarbu.



