Alkohol procentuje — mimo problemów małego handlu wywołanych przyspieszającą ekspansją dużych sieci dyskontowych i hipermarketowych od trzech lat nad Wisłą systematycznie przybywa sklepów wyspecjalizowanych w sprzedaży mocnych trunków. Jak wynika z danych wywiadowni gospodarczej Bisnode Polska, tylko w ciągu ubiegłego roku ich liczba zwiększyła się o 5 proc., a od 2009 r. — o prawie 30 proc. Część z nich to ekskluzywne salony z szeroką ofertą zagranicznych win, część — klasyczne „monopolki”, w których ze sprzedażą piwa rywalizuje tylko sprzedaż wódki. Wszystkich jednak przybywa — i wszystkie są na celowniku firm, tworzących alkoholowe sieci franczyzowe.



Alkohol na ratunek
Najwięcej placówek ma zorganizowana na zasadach lekkiej franczyzy (wspólny szyld i wspólne negocjacje z dostawcami) krakowska sieć Planeta. Zdaniem Grzegorza Batki, wiceprezesa sieci, dynamiczny wzrost liczby sklepów z alkoholami to reakcja obronna małego handlu na ekspansję dyskontów.
— Rozwój potężnych ogólnospożywczych sieci — takich jak Biedronka — sprawia, że małe sklepy nie są w stanie utrzymać się na rynku z dotychczasową ofertą. Rozwiązaniem jest specjalizacja — dzięki skupieniu się wyłącznie na alkoholu sprzedawca może znacznie ograniczyć koszty, utrzymując obroty na satysfakcjonującym poziomie — mówi Grzegorz Batko. W sieci jest dziś 66 placówek.
— Zdecydowana większość z nich działa w Krakowie. Na tamtejszym rynku robi się już ciasno, dlatego teraz będziemy chcieli rozwijać się na Śląsku i w Kielcach — stawiamy na duże miasta, bo tam taka działalność się opłaca — mówi Grzegorz Batko.
Na polu walki o franczyzobiorców z pociągiem do alkoholu Planeta nie jest sama — sieć Alkohole Winoteka, należąca do olsztyńskiego Win-Cin, importującego i dystrybuującego mocne trunki, ma już prawie 30 placówek. — Plan na ten rok zakłada otwarcie sześciu nowych sklepów. Nie szukamy bardzo eksponowanych lokalizacji w rodzaju galerii handlowych — bardzo atrakcyjne są np. placówki na nowo budowanych osiedlach, gdzie szybko można zwiększać obroty — mówi Zbigniew Brzyski, dyrektor ds. detalu i sieci firmowej w Win-Cin.
Regionalne picie
Na warszawskim rynku przybywa sklepów z alkoholem pod aż trzema franczyzowymi szyldami. Importująca wina spółka Grand Cru ma tu ponad połowę swoich sklepów pod szyldem Dobrewina.pl, natomiast niestroniąca od mocniejszych trunków sieć MSC Alkohole — wszystkich osiem istniejących punktów. O alkoholowe pieniądze w stolicy walczy też wywodząca się z Tomaszowa Mazowieckiego sieć Zagłoba, której właściciel próbuje zamieszać na rynku napojów energetycznych marką Las Vegas, reklamowaną przez Tomasza Adamka. Pod szyldem Zagłoba działa dziś 14 placówek, z czego 5 — w Warszawie — na zasadzie franczyzy. Wkrótce jednak franczyzowe lokale mają być wykupione przez prowadzącą sieć spółkę.
— Na koniec tego roku chcemy mieć w sieci minimum 20 placówek własnych, do tego dojdą sklepy franczyzowe, które pozwalają na stworzenie silniejszej grupy zakupowej. Podstawą dla sieci są dobre ceny na masowy asortyment, ale staramy się też przyciągnąć klientów regionalnymi piwami i — zwłaszcza — wódkami — mówi Przemysław Kaczmarek, kierownik sieci Zagłoba.
Sieć z sienkiewiczowskim szlachcicem w szyldzie ma rozwijać się głównie w Polsce centralnej, wokół magazynu centralnego w Tomaszowie. Z regionalnej mapy alkoholowej franczyzy powoli znikają białe plamy — ostatnio poszukiwania franczyzobiorców rozpoczęła m.in. wywodząca się z Trójmiasta Winoteka.pl.
OKIEM EKSPERTA
Trudno zyskać, łatwo stracić
MACIEJ PTASZYŃSKI
dyrektor generalny Polskiej Izby Handlu
Sklepów wyspecjalizowanych w sprzedaży alkoholu przybywa, ale w skali kraju nie jest to duże zjawisko. Sądzę, że drobny handel, broniąc się przed ekspansją sieci wielkopowierzchniowych, będzie stawiał raczej na różnorodność asortymentu. Specjalizacja bowiem — zwłaszcza skupienie się wyłącznie na sprzedaży alkoholu — może okazać się dla właścicieli małych sklepów ślepą uliczką. Koncesję na sprzedaż alkoholu trudno uzyskać, a łatwo stracić — a wtedy zostaje się z niczym, bo klienci nie wrócą do sklepu, by kupować np. asortyment spożywczy, którego w nim w czasie „specjalizacji” nie było.