Alpejski rachunek (sumienia)

opublikowano: 27-02-2020, 22:00

Elektromobilność ma coś z wegetarianizmu. Bywa obiektem kpin i wymaga planowania. Nie, nie rezygnuję z mięsa. Tylko ograniczam.

Tegoroczne wakacje spędziłem w Bośni. Ot, podróż autem przez kilka krajów z finałem w górskiej osadzie — Jahorinie. Kilkanaście dni. Trochę zwiedzania, trochę aktywnego wypoczynku (jeśli rafting się do takiego zalicza) i kilka dni nicnierobienia. Po co te wspominki? Skłoniło mnie do nich… karmienie. Aut elektrycznych i siebie. Kilka tygodni temu, gdy przemierzałem alpejskie trasy za kierownicą elektrycznego Audi e-tron, gdzieś między Davos a Arosą dopadła mnie myśl: co ja, do cholery, bym jadł w tej Bośni, gdybym był stuprocentowym wegetarianinem (wiecie, takim, co to nie je niczego, co przed wylądowaniem na talerzu miało oczy). Serio byłby z tym problem. Gdybym podczas tych wakacji przeszedł na wegetarianizm (znaczy nie jadł niczego, co miało oczy), skazałbym się na grillowaną paprykę z serem. Ewentualnie kluski. Bośniacka oferta dla wegetarian jest mniej więcej tak bogata, jak ichniejsza infrastruktura ładowania aut elektrycznych. Znaczy jest. Ale daleko na niej nie zajedziesz.

Wyświetl galerię [1/8]

FOT. GRZEGORZ KAWECKI, MATERIAŁY PRASOWE

Po co o tym piszę? Ponieważ od dobrych kilku godzin jechałem sobie elektrykiem. Po górach. Zimą. Wysoko. W śniegu. I w ogóle się nie martwiłem o to, co będę jadł… czyli gdzie będę ładował baterie mojego „wegetariańskiego auta”.

Szybki prąd

Tak jak punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, tak zadowolenie z użytkowania auta na prąd zależy od miejsca, w którym owo użytkowanie się odbywa. Moja trasa wiedzie przez Szwajcarię, Austrię, Liechtenstein i Niemcy. Czyli miejsca, które dla elektromobilnych są tym, czym Tajlandia lub Indie dla wegetarian. Rajem. Trasa? Zurych — Arosa — Monachium, około 550 km. Prądu mam na 350 km, a przed sobą perspektywę długiej prostej bez ograniczeń prędkości, ostre podjazdy. W głowie tę samą co w Polsce obawę. Dojadę? Ale zanim zacząłem sprawdzać w internecie rozmieszczenie punktów ładowania przy mojej trasie, wyręczyła mnie nawigacja w Audi. Do najbliższego około 30 km (ładowarka 150 kW, dwa punkty wolne). Kolejna za 50 km… i tak do samej Arosy. O prąd łatwo jak o benzynę.

Ten problem z głowy. Pojawia się inny. Koszty. Kilka dni przed wyjazdem przeczytałem w polskiej prasie tekst, z którego wynikało, że cała ta elektromobilność to bzdura. I to arcydroga bzdura. Korzystając z polskich cenników Ionity (sieć szybkich ładowarek), autor poinformował, że przejechanie 100 km elektrykiem będzie kosztowało… 100 zł, czyli więcej niż autem spalinowym (i to takim ze słuszną mocą). Uwierzyłem i teraz trzęsę portfelem. Ujechałem dobre 100 km. Zasięg spada i nieuchronnie zbliża się moment podłączenia do szybkiej — i drogiej — ładowarki. Chciał, nie chciał, trzeba zjeżdżać. Choć nawigacja twierdzi, że do Arosy dotrę na jednym ładowaniu, to ja nie ufam. Zaraz będzie pod górę. A poza tym chcę sprawdzić te ceny. W chwili podpięcia do szybkiej (150 kW) ładowarki mam 43 proc. baterii. Zatem w moim przypadku „zatankowanie” do pełna oznacza, że potrzebuję jakieś 54 kWh (bateria w e-tronie ma 95 kWh). Jedno ciastko, jedną kawę i jedno pójście piechotą tam, gdzie… się chodzi piechotą, e-tron znów komunikuje, że z chęcią pokona kolejne 350 km. Ile minęło? Maksymalnie 25 minut. Teraz droga pod górę, hotel (z ładowarką) i spać. Rano droga do Monachium. Z górki. Jedno ładowanie po drodze (znowu około 20 minut i 50 kWh). Niemiecka autostrada (jeszcze nigdy nie jechałem tak szybko i tak ekologicznie) i lotniskowy parking z ładowarką. To co, liczymy? Wspomniany polski cennik szybkich ładowarek Ionity zakłada, że jedna kilowatogodzina kosztować będzie (będzie, bo sieć jeszcze w Polsce nie działa) 3,5 zł. Ja zużyłem około 68 kWh „szybkiego” prądu. Zapłaciłem… 210 zł? Nie! To może równowartość w euro? Też nie.

Szybki prąd kosztował mnie 21 euro, czyli około 90 zł. I był to jedyny koszt paliwa. Na całej trasie pod górę z Zurychu do Arosy, z górki na pazurki z Arosy do Monachium i miejscami z prędkością 201 km/h tam, gdzie pozwalały na to przepisy. 90 zł na 550 km to jakieś 16 zł na 100 km. Jak? Po pierwsze, gdy podróżowałem do Zurychu, „mój” e-tron czekał na mnie na lotniskowym parkingu. Podpięty do ładowarki? Prąd w cenie parkowania (jak przyjedziesz dieslem, parking kosztuje tyle samo). Gdy w Arosie przewracałem się w nocy z boku na bok, e-tron czerpał energię z hotelowej ładowarki (prąd w cenie noclegu). Innymi słowy, na paliwo wydałem 90 zł. W spalinowym odpowiedniku wydałbym tyle, jeśli samochód zużywałby jakieś 3,3 l paliwa na 100 km lub gdyby w hotelu uzupełniali bak (i dawali kanister na drogę). Cena auta? 307 tys. zł. Przeraża? Polecam sprawdzić cenę spalinowych odpowiedników. Nawet w Audi dużo taniej nie będzie.

1646e18c-8c31-11e9-bc42-526af7764f64
Puls Biznesu po godzinach
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE
Puls Biznesu po godzinach
autor: Marcin Goralewski
Wysyłany raz w tygodniu
Marcin Goralewski
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Koszt wyżywienia

No dobrze. Skąd zatem wyliczenie, że 100 km kosztuje 100 zł? Z prostego błędu. Stawka 3,50 zł (lub 0,79 euro) za godzinę prądu dotyczy wyłącznie klientów niezarejestrowanych w Ionity. Firmy zrzeszone w konsorcjum oferują pakiety znacznie obniżające koszty ładowania, np. użytkownicy Audi e-tron w pakiecie Tariff za każdą pobraną kilowatogodzinę na stacjach Ionity płacą 0,31 euro. Klienci Mercedesa mniej. Każda zrzeszona firma ma swoje stawki.

Ponadto ultraszybkie stacje ładowania wykorzystujemy przede wszystkim w podróżach długodystansowych, kiedy krótki czas uzupełniania energii ma niebagatelne znaczenie. W mieście, gdy kładziemy się spać lub zostawiamy pojazd na parkingu w drodze do pracy, korzystamy ze znacznie tańszych usług ładowania, często z domowego gniazdka lub nawet ogólnodostępnych, nieodpłatnych stacji, których w Polsce funkcjonuje jeszcze sporo. Za załadowanie Audi e-tron od 10 do 100 proc. z gniazdka w taryfie nocnej zapłacimy zaledwie około 38 zł, co oznacza, że za 100 km zapłacimy mniej więcej 10 zł.

Niezależnie od tego użytkownicy samochodów elektrycznych płacą znacznie mniej za serwis i przeglądy. Choć przyznaję, że dużo zależy od podejścia kierowcy. Pomyślcie. Średnia zużycia energii z całej trasy wyniosła jakieś 25 kWh na 100 km, czyli poszło mniej więcej 140 kWh. Gdybym tankował po 3,5 zł i tylko w szybkich ładowarkach, wydałbym około 500 zł. Ale wystarczyłoby raz naładować auto w nocy (np. w domu) po 0,50 zł za kWh (do pełna to około 40 zł), by szybkie ładowanie kosztowało mnie już nieco ponad 200 zł. Ale jeśli dodatkowo byłbym w „klubie” Ionity, cena spadłaby do nieco ponad 120 zł. W przypadku skorzystania z darmowego punktu (lub w cenie jakiejś innej usługi) byłoby to 90 zł.

To oczywiście mocno zgrubne wyliczenia i oparte na cenniku jednego dostawcy „szybkiego” prądu, a tylko w Niemczech działa przynajmniej kilkunastu operatorów ładowarek. Nie mówiąc o innych krajach. Różnice są spore i nie dotyczą wyłącznie stawek, lecz także sposobu ich naliczania. Innymi słowy, 100 zł za 100 km jest tak samo prawdziwą informacją, jak wyliczenie dziennego wyżywienia, dajmy na to w Warszawie, na podstawie menu jednej z najdroższych restauracji. Prawdziwe, ale mało życiowe.

Wegekonieczność

Ludzie przechodzą na wegetarianizm z różnych powodów. Miłości do zwierząt, chęci dbania o środowisko, przekonań, wiary. Każdy się wiąże z wyrzeczeniem — rezygnacją z mięsa. Trzeba się do tego przyzwyczaić, inaczej planować zakupy czy nawet podróże (patrz Bośnia). W jednym miejscu jest łatwiej, w innym… naleśniki. Co więcej, nierzadko trzeba dać odpór kpinom czy naukowym faktom, mówiącym o konieczności pochłaniania mięsa. Na każdy argument za byciem wege będą trzy przeciw, a na te trzy — kolejnych osiem. Tak samo z elektromobilnością. Jest eko? To zależy, w jaki raport akurat zerkniesz. Tak czy inaczej motoryzacja będzie wege. Limity emisji dwutlenku węgla w Europie są tak wyśrubowane (a będą jeszcze bardziej), że bez aktywnej sprzedaży aut na prąd nie uda się zapewnić tego samego poziomu mobilności.

Mówiąc krótko, (w przyszłości) żeby jeździć po Europie tak intensywnie jak dziś, będziemy zmuszeni do jeżdżenia na prądzie. Sama grupa VW zainwestuje do 2024 r. 60 mld euro w elektromobilność. Umówmy się, to musi się zwrócić. Prośbą, groźbą czy przymusem. Lubię jeździć elektrykami — zwłaszcza tam, gdzie nie mam problemu z ich ładowaniem. Ale lubię też sposób, w jaki rozwijają moc duże, wolnossące silniki V8, uwielbiam ryk sześciocylindrowego boksera od Porsche i tego czterocylindrowego z Imprezy GT. A już pełnia euforii jest, gdy po zabawie na torze mogę wciągnąć steka z dobrej wołowiny. Dopóki mam dostęp do aut spalinowych (i steków), będę z niego korzystał. Ale rzadziej. Mniej intensywnie. Dziś pewnie wybiorę klasyczną hybrydę. Wegeauto? Może jeszcze nie. Nawet w Szwajcarii. Ale ten kierunek wcale mi nie przeszkadza. Wiem, łatwo się zachłysnąć obiecującymi elektrorealiami w jednym z najbogatszych rejonów Europy, ale skąd czerpać doświadczenia?

Z zaścianków naszego kontynentu. Przed nami długa droga. Konieczność rozwiązania wielu legislacyjnych i infrastrukturalnych problemów, inwestycji, a także zmiany podejścia do mobilności. Jestem jednak pewien, że to wyzwanie nie jest większe niż ograniczenie jedzenia kiełbasy. Taki mój ekogest. Nie ma znaczenia? Część z was mówiła tak o oddaniu głosu w minionych wyborach. I co się porobiło?

Marcin Bołtryk

Dziennikarz „Pulsu Biznesu”, od 20 lat specjalizuje się w motoryzacji.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu