Gdzie podział się Gustaw Groth, do niedawna prezes giełdowego dewelopera Platinum Properties Group (PPG), garniturowiec, człowiek zajmujący się finansami i kontrolingiem? Odwiesił marynarkę, zrezygnował z pewnej, nie najniższej pensji i zaszył się w Dolinie Krzemowej. Co tam robi? Start-upy. — Dopiero teraz poznaję, czym są stres i wyzwania. W poprzednich firmach na każdą okazję były gotowe rozwiązania, tu przed rozwiązaniem nowego problemu trzeba jeszcze wymyślić narzędzia — mówi Gustaw Groth.

W byłym prezesie górę wzięło to, co od zawsze wzbierało pod korporacyjną skórą: rozwiązywanie problemów przez programowanie. Nawet kiedy pod koniec lat 90. zajmował się analizami sprzedaży i audytem w PepsiCo., zdarzało mu się wspierać programistów.
W Kalifornii nie jest prezesem, tylko CEO spółeczki Frugoton. To start-upowe dziecko, które jeszcze na siebie nie zarabia, ale będzie, w co wierzy założyciel, choć powtarza, że start-up to inwestycje bardzo wysokiego ryzyka.
Od dzieci do rodziców
Frugoton nie rzuca rękawicy Facebookowi czy Google’owi, bo przełamać ich hegemonię byłoby bardziej niż trudno. To nie jest przypowieść o Dawidzie i Goliacie — Frugoton działa w niszy. Na początku miał być aplikacją z edukacyjnymi grami offline dla dzieci, ale ewoluował i stał się serwisem on-line dla amerykańskich rodziców, który podpowiada, co robić, by pociechy były mądrzejsze i osiągnęły sukces.
— Zaufanie do systemu szkolnego w USA jest stosunkowo niskie. Każdy Amerykanin wie, że musi zadbać o rozwój własnego dziecka samodzielnie, by zapewnić mu dobry start. Od kilku lat promuje to nawet amerykański rząd, przeznaczając na ten cel 16 mld USD rocznie. Jednocześnie w sieci brakuje praktycznych wiadomości o tym, jak rozwijać umiejętności dzieci i jak one same powinny się rozwijać od pierwszych urodzin aż do pójścia do szkoły. Rocznie w USA rodzi się 1,8 mln pierworodnych dzieci. Jeśli 3,6 mln ludzi musi nauczyć się czegoś nowego, to już są odpowiednim rynkiem. W dodatku odnawialnym — mówi szef Frugotona.
O słuszności obranego kierunku przekonuje go też strategia edukacyjna Apple’a. Jeszcze kilka lat temu Steve Jobs skupiał się na studentach, ale jego następcy każdego roku schylają się coraz niżej i powoli zahaczają o pierwszoklasistów.
Wędka na matki
Frugoton jeszcze nie wszedł na masowy rynek, ale jest testowany przez kilka tysięcy użytkowników. Na jego sukces codziennie pracuje dziesięć osób. W marcu pojawi się kolejna wersja jego produktu: przewodnika dla rodziców przedszkolaków — z zadaniami, grami, filmami i nowymi pomysłami.
Założyciele przyjmują, że serwis będzie się rozwijał w modelu freemium: najpierw zachęci użytkowników otwartą częścią, by przekonali się, że warto zapłacić kilka dolarów za zamknięte treści. Edukacyjny start-up mozolnie pokonuje kolejne etapy rozwoju.
Już teraz do spółki dorzucili się inwestorzy zewnętrzni (W Investments, które jest głównym właścicielem PPG), a niedługo Frugoton będzie mógł zacząć prognozować przychody, choć jeszcze nie zyski.
— Po dwóch latach pracy mamy mnóstwo danych o zachowaniach użytkowników. Nie musimy już działać „na czuja”, co daje przewagę nad rodzącą się konkurencją. Nasz kierunek jest jasny: pracujemy na to, żeby dać się zauważyć inwestorom. W Dolinie Krzemowej nie ma „american dream”. Trzeba poświęcić mnóstwo czasu i wysiłku, żeby chociaż przedstawić komuś swój projekt — mówi Gustaw Groth.
Worek pomysłów
Frugoton jest jeszcze w fazie rozwojowej, ale już ma młodszych braci. Gustaw Groth szykuje kolejne start-upy — po obu stronach oceanu. W Polsce powstanie Get Funded, który ma łączyć dwa światy: start-upowców i inwestorów. Jego start jest zaplanowany za dwa miesiące. Gustaw Groth zamierza także zaangażować się w projekty związane z drukiem 3D, na którym Polacy całkiem nieźle się znają. Pierwszy produkt może się pojawić już w drugiej połowie roku. Jest także pomysł dotyczący rynku zdrowia.
— Chcę stworzyć w Stanach akcelerator dla polskich start-upów, które mają potencjał i determinację, żeby zaistnieć na tamtejszym rynku. To projekt długoterminowy, nastawiony na budowanie firm, które mają szansę osiągnąć dużą skalę. Potrzebują wskazówek, by popełniać jak najmniej błędów. Dla przykładu: rewolucyjne pomysły, z którymi spotykam się w Polsce, często są już opracowane albo nawet działają w USA. Wtedy doradzam, żeby ich właściciele zarzucili prace i poszukali czegoś innego — mówi Gustaw Groth.
Cel: własny biznes
Praca w korporacji czy „na swoim”? Na nowy biznes, budowany z wykorzystaniem wcześniejszych, dość bogatych, doświadczeń zawodowych, niedawno postawili współwłaściciele Autenti — platformy do autoryzacji dokumentów i podpisywania umów online. Grzegorz Wójcik, prezes Autenti, wciąż kojarzony jest jako menedżer działający w obszarze mediów cyfrowych oraz e-commerce. Odpowiadał m.in. za tworzenie portali internetowych dla Grupy RMF, Grupy Onet, TVN, Grupy Interia.pl.
Do dziś współpracuje, bardziej jako konsultant, z Grupą Naspers (Allegro). Tomasz Plata natomiast na rzecz Autenti i innych, równolegle prowadzonych, biznesów zrezygnował z „korporacyjnej aktywności”. Przez wiele lat związany był z krajowym rynkiem mediów, sprawował m.in. funkcję dyrektora działu online w TVN i był twórcą platformy TVN Player. Podobną drogę, choć na dużo wcześniejszym etapie kariery zawodowej, wybrali założyciele start-upowej spółki Fun in Design i e-platformy do projektowania butów: Aleksandra Jarośkiewicz (przez kilka lat pracowała jako specjalista ds. marketingu w L'Oreal) i Paweł Kocon (zatrudniony przez Pracuj.pl, a także Wartę czy Kredyt Bank; odpowiadał za komunikacją wewnętrzną).
W ich przypadku przejście „na swoje” też się opłacało. Fun in Design triumfował na konkursach start-upowych. Zdobył też inwestora — fundusz Skyline Venture. [Anna Bełcik]