Amerykański sen bez podatku

opublikowano: 04-04-2016, 22:00

Ustawa o innowacji postawi na kulturę ryzyka. Zniesie podwójne, międzyoceaniczne opodatkowanie opcji dla kluczowych pracowników.

Zdarzyło się w 2007 r. w Krakowie — mieszkający w Polsce znany menedżer Google’a dostał informację o możliwości objęcia opcji na akcje amerykańskiego giganta. Google (dzisiejszy Alphabet) oferował opcje po preferencyjnej cenie, będącej ułamkiem rynkowej wartości spółki. Krakowianin zrealizował opcje w 2013 r., obejmując i od razu sprzedając każdą z akcji wartych na rynku ponad 500 USD za sztukę. O krezusie nie zapomniał jednak urząd skarbowy, upominając się nie tylko o standardowy podatek PIT od przychodu powstałego ze sprzedaży akcji, ale także o daninę z nadwyżki między wartością rynkową akcji objętych a wydatkami poniesionymi na ich objęcie. Tu menedżer się zdziwił, ale — po kilku kwartałach prawnych wybiegów — podwójny podatek uiścił.

Otwarta dolina

Dlaczego o tym piszemy? Bo tego typu międzyoceaniczne zgrzyty z akcjami pracowniczymi mają zostać przestarzałymi kazusami. Jak dowiedział się „PB”, zespół prawników pracuje bowiem nad jednym małym, ale istotnym elementem tzw. specustawy wspierającej innowacyjność.

W tym roku mają zostać przyjęte przepisy zwalniające z podatku PIT osoby, które w ramach opcji objęły (i nie sprzedały) akcje amerykańskich spółek (także nienotowanych na giełdzie). Tym samym droga do programów opcyjnych dla kluczowych pracowników w polskich start-upach robiących karierę w Krzemowej Dolinie stanęłaby otworem. A tych przybywa i coraz więcej polskich młodych, innowacyjnych spółek, takich jak np. Estimote, Silvair, Kontakt.io czy Base, działa na dwa fronty. Robiąc ukłon w stronę amerykańskiego rynku inwestorów, ustanawia holdingową spółkę matkę w USA, jednocześnie w Polsce zostawiając spółkę zależną (obecnie to spółka z o.o., w przyszłości także PSA) z całym zapleczem technologicznym i zespołem.

— Obecnie programy opcyjne w spółkach mających struktury w USA nie funkcjonują w przypadku ich polskich pracowników właśnie ze względu na niekorzystne interpretacje urzędów skarbowych. Na podstawie ustawy o PIT zwolnione z podatku są jedynie osoby obejmujące akcje spółek mających siedzibę na terenie UE lub Europejskiego Obszaru Gospodarczego — mówi Tytus Cytowski, partner zarządzający Cytowski & Partners, kancelarii prawnej obsługującej rynek start-upów na linii Polska —USA.

Śladem Muska

W USA opcje na akcje start- -upów to standard i nagroda dla pracowników za to, że zgodzili się nieraz porzucić ciepłe posady w korporacjach i pracować dla spółki o dużych ambicjach, małych budżetach i z niepewną przyszłością. Nieraz zdarza się, że takie akcje — wobec upadłości spółki — zostają pustą obietnicą zysku.

— Opcje pracownicze? Właśnie dojrzewamy do tego. Temat pojawi się lada kwartał przy rundzie A finansowania — przyznaje Marek Wierzbicki, menedżer z firmy Silvair wyspecjalizowanej w rozwiązaniach do inteligentnego oświetlenia. Silvair, z siedzibą i finansowaniem w Kalifornii, inżynierów i informatyków trzyma w spółce w Krakowie.

— Opcje na akcje pracownicze uznawane są za jeden z ważnych elementów kultury ryzyka i przedsiębiorczości stworzonej przez Amerykanów — twierdzi Tytus Cytowski, na co dzień mieszkający za oceanem.

Maciej Hazubski, prezes funduszu IQ Partners, przyznaje, że w USA nie brakuje przykładów, że to marchewka w postaci akcji zamiast wyższych wynagrodzeń działa.

— W biografii Elona Muska z Tesli jest scena, w której informuje on zespół, że co prawda SpaceX nie wejdzie na razie na giełdę, ale spółka i tak wykupi od nich akcje objęte w ramach opcji. I zachęca pracowników do tego, by choć część pieniędzy, które dostaną z akcji, przeznaczyli na dobra doczesne dla siebie — mówi Maciej Hazubski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane