Analitycy boją się o losy prywatyzacji
Opinie Wiesława Kaczmarka, posła SLD, na temat prywatyzacji, zaskoczyły świat biznesu. Choć część analityków przyznaje, że rząd mógłby rzeczywiście zwolnić tempo przekształceń PKN Orlen, to już w żadnym wypadku nie powinien rezygnować z upublicznienia PZU.
We wczorajszym wywiadzie dla „PB” Wiesław Kaczmarek, poseł SLD typowany na przyszłego ministra skarbu, stwierdził, że należy wstrzymać przekształcenia PZU i PKN Orlen.
— Prywatyzacje nie uratują tego budżetu. A wykorzystanie prywatyzacji jako narzędzia do gaszenia pożaru w finansach publicznych jest krótkowzroczne — przekonywał Wiesław Kaczmarek.
Wczoraj przed południem osłabił się kurs złotego, co analitycy interpretowali jako obawy przed realizacją przez nowy rząd planów Wiesława Kaczmarka.
Wolniej z Orlenem
W przypadku PKN Orlen, analitycy rynku i branży podzielają opinię posła SLD.
— Z jednej strony jestem skrajnym zwolennikiem prywatyzacji i uważam, że powinna ona objąć PKN Orlen. Z drugiej jednak strony myślę, że nie ma co się śpieszyć. W tym przypadku prywatyzacja jest napędzana przez zarząd PKN Orlen, który chce zapobiec zmianom personalnym w firmie w przypadku wyborczej wygranej SLD. Reasumując, jestem przeciwny wstrzymywaniu prywatyzacji. Trzeba ją jednak prowadzić nieco wolniej — mówi Andrzej Szczęśniak, prezes Polskiej Izby Paliw Płynnych.
— Z wypowiedzią, że na prywatyzacji PKN Orlen straci nasz potencjał produkcyjny w branży chemii ciężkiej, muszę się zgodzić. Nowi inwestorzy nie będą skłonni rozwijać tego sektora. Sądzę, że po prywatyzacji, PKN Orlen nie będzie chciał w niego inwestować, a jedynie rozwinie działalność dystrybucyjną. Jeśli akcje pozostaną w rękach resortu, to firma będzie musiała postawić na współpracę z ciężką chemią — mówi Jacek Wróblewski z Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego.
Skandal i wiarygodność
Wiesława Kaczmarka i analityków rynku dzieli jednak kwestia prywatyzacji PZU, którą poseł określa jako „przeprowadzoną w atmosferze skandalu”. Jednak specjaliści zauważają, że zahamowanie upublicznienia mogłoby wręcz obniżyć wiarygodność Polski. Tym bardziej że na wiosnę — po kilkunastu miesiącach konfliktu — wreszcie osiągnięto porozumienie z Eureko, zagranicznym inwestorem towarzystwa.
— Prywatyzacja PZU jest istotnym elementem finansowania deficytu budżetowego. Trudno będzie komukolwiek z tych pieniędzy zrezygnować, chyba że ma się inną koncepcję. W przeciwnym razie nie wolno zwlekać — twierdzi Artur Szeski, analityk CDM Pekao SA.
— To nie jest tak, że rząd, sprzedając duże firmy, gasi pożar w budżecie. Już w 2000 r. znane były założenia, które mówiły o 18 mld zł z prywatyzacji. Tak więc sprzedaż PZU czy TP SA jest po prostu realizacją tych projektów. Propozycje SLD nie są dobrymi informacjami dla inwestorów zagranicznych. Mogą ich zniechęcić do lokowania pieniędzy w Polsce — obawia się Krzysztof Misiak, kierownik zespołu analiz DM BZ WBK.
Z nie najlepszym przyjęciem spotkała się też propozycja połączenia PKO BP, PZU i Banku Pocztowego.
— To gra pod wyborców. Koncepcja połączenia PKO BP, PZU i Banku Pocztowego w jedną grupę jest próbą udowodnienia, że możemy mieć silną, równie dużą jak zachodnie, instytucję i że nie potrzebujemy zagranicy do prywatyzacji. To niezłe hasło w kampanii. Fakt, że sam pomysł połączenia trzech spó-łek jest do przeprowadzenia. Pytanie tylko, po co? Ile to będzie kosztowało i co w zamian uzyskamy? Wszystkie trzy firmy potrzebują głębokiej restrukturyzacji, a tego nie przeprowadzą obecne zarządy. Swoją bezsilność udowadniają już obecnie — wyjaśnia Jacek Lichota, doradca inwestycyjny ING BSK.
Natomiast pomysł Wiesława Kaczmarka zawieszenia działalności OFE zgodnie potępili przedstawiciele funduszy emerytalnych.