Analiza nowego Portfela Lucy

Marcin Przasnyski
opublikowano: 2010-07-23 00:00

W ubiegłym tygodniu, niczym rasowy inwestor długoterminowy, szympansica Lucy wybrała spółki o niedużym ryzyku, wysokim potencjale fundamentalnego wzrostu oraz regularnie płacące sowitą dywidendę. Chodzi o: CEZ, KGHM, PGE, PGNiG i TP. Przyjrzyjmy się każdej z nich pod kątem perspektyw na przyszłość.

Wszystkie spółki dobrane do portfela mają wysoki rating kredytowy, a więc są stabilne, trwałe i fundamentalnie bezpieczne. Nie ma żadnych obaw o problemy płynnościowe, a zaciągane kredyty są nisko oprocentowane. Z takim portfelem można spać spokojnie i nie sprawdzać zbyt często notowań.

W większości wypadków kursy też zachowywały się w ostatnich dwóch latach łagodnie. Z wyjątkiem KGHM, pozostałe spółki portfela są o wiele bezpieczniejsze niż rynek, a więc zachowują się defensywnie: wolniej rosną przy wzrostach i słabiej spadają przy spadkach, w proporcji określonej współczynnikiem beta. KGHM odwrotnie, jest o wiele bardziej reaktywny niż rynek, przynosząc statystycznie średnio o 60 proc. silniejszy zwrot niż WIG na przestrzeni ostatnich dwóch lat. Obecność tej spółki w portfelu sprawia, że całościowe ryzyko inwestycji jest bliskie ryzyku rynkowemu z blisko 15-procentowym marginesem awersji. A więc podejście zachowawcze.

Nietrudno zauważyć, iż każda spółka wybrana przez Lucy dzieli się zyskiem z akcjonariuszami. I to nie jednorazowo, lecz regularnie. Średnia dywidenda z całego portfela za 2009 rok sięga prawie 5 proc., a więc konkuruje atrakcyjnością z lokatą bankową. Na dobrą sprawę Lucy mogłaby się pokusić o zbudowanie na tej podstawie lokaty strukturyzowanej, tj. zainwestować spekulacyjnie zlewarowaną równowartość dywidendy netto w kontrakt na wysoce ryzykowny instrument, na przykład na spadek cen złota. Lub też wykorzystać kwotę depozytu do hedgingu pozycji i kupić kontrakt na spadek WIG20, redukując w ten sposób ryzyko portfela. To jednak wymaga większej wiedzy i doświadczenia, być może przydałaby się pomoc maklera w doborze odpowiedniego instrumentu.

Zajmijmy się przez chwilę wycenami fundamentalnymi. Nasza inwestorka wybrała jedną spółkę telekomunikacyjną, jedną surowcową i trzy energetyczne (na dobrą sprawę też związane blisko z branżą wydobycia i przetwarzania surowców naturalnych). Stawia więc na stabilny, organiczny wzrost w branży o stałym popycie i ochronie regulacyjnej państwa. Skarb państwa jest zresztą obecny w akcjonariacie każdej wybranej spółki. Tylko TP działa na rynku niedawno zdemonopolizowanym, o dobrych perspektywach, lecz niepewnych zyskach. Średnioterminowo na pewno będzie zarabiać i płaci najwyższą dywidendę, co uzasadnia jej obecność w portfelu.

Zestawiliśmy dwie z trzynastu metod wycen obliczanych codziennie przez serwis StockWatch.pl według dwóch wskaźników. Od strony mnożnikowej, z wyjątkiem CEZ, pozostałe spółki są na tle swoich sektorów wyraźnie niedowartościowane. To znaczy, notowane są ze wskaźnikami C/WK i EV/EBITDA niższymi niż średnia w sektorze. Takie dyskonto pojawia się zwykle w trzech wypadkach: podczas bessy (która jest już dawno za nami), gdy kończy się ożywienie i historyczne wyniki nie są do powtórzenia w najbliższej przyszłości, oraz gdy spółki są wyraźnie mniej efektywne niż liderzy (z tym na pewno mamy tutaj do czynienia z racji struktury właścicielskiej).

Na wskaźniki trzeba patrzeć z rezerwą, szczególnie tam, gdzie ma miejsce znaczny rozrzut. Potencjalnie najbardziej wzrostowe są PGNiG i TP. W wypadku pierwszej rynek boi się wysypu niedawno dopuszczonych do obrotu akcji pracowniczych, druga jest dojną krową, tj. osiąga wysokie zyski, nie inwestując i większą ich część przeznacza na dywidendę, przez co można mieć obawy o trwałość takiego modelu. Cena rynkowa już wyprzedza ewentualne pogorszenie wyników, być może nadmiernie. Wysoki potencjał ma też PGE, ale ta spółka z kolei jest świeżo po debiucie i nie wiemy, jak dobrze upora się z transformacją w kapitalistyczne przedsiębiorstwo. Ponadto ma duże potrzeby inwestycyjne, które mogą na jakiś czas zmniejszyć jej zyski. Na pewno nie ma jednak obawy o popyt, konkurencję i ceny: energia i gaz są rynkami regulowanymi, a ich produkty zaspokajają stałe, ciągle rosnące potrzeby społeczeństwa. Trudniej w KGHM, gdyż jego zyski są uzależnione od koniunktury na rynku miedzi, z kolei pozycja TP wydaje się w dłuższej perspektywie schyłkowa, ale o tym mówi się od lat, a tymczasem spółka ciągle się trzyma i przynosi niepogorszone zyski.