ANIMEX UDŁAWIŁBY SIĘ MORLINAMI

Choiński Witold
02-02-1999, 00:00

ANIMEX UDŁAWIŁBY SIĘ MORLINAMI

Szefowie polskiego holdingu mięsnego wdali się w potyczkę, której wynik był przesądzony

Hubert J. Gierowski jest przekonany, że sprzedając swój pakiet akcji Morlin hiszpańskiej grupie Campofrio, uratował Animex od poważnych kłopotów finansowych, a jego zarząd od kompromitacji.

„Puls Biznesu”: Dlaczego zdecydował się Pan odsprzedać swój 5-proc. pakiet Morlin hiszpańskiemu Campofrio? Jest Pan przecież jednocześnie znaczącym udziałowcem Animexu, który także zabiegał o przejęcie tej spółki. Zdecydował się Pan jednak na ruch, który w Animexie odczytano jako zdradę. Czy słusznie?

Hubert J. Gierowski: Nie czuję się zdrajcą. Moim zdaniem, Animexu nie było stać na rywalizowanie z Hiszpanami. Animex musiałby zaciągnąć kredyt na zakup Morlin, ale jego obsługa przerastała możliwości tej spółki. Animex zarobił w 1998 roku netto 6 mln zł. A tylko spłata odsetek od tego kredytu kosztowałaby rocznie około 25 mln zł. To jednak byłby dopiero początek wydatków w przypadku przejęcia Morlin, które wymagają solidnego wsparcia kapitałowego. Animex nie byłby w stanie im tego zapewnić, powinien natomiast natychmiast zabrać się do restrukturyzacji innych swoich zakładów. Holding ten wykorzystuje obecnie zaledwie około jednej trzeciej swoich mocy produkcyjnych, wymaga pilnej, głębokiej restrukturyzacji. Animex po prostu udławiłby się Morlinami.

Najgorsze jednak, że zarząd Animexu nie był w stanie zaakceptować faktu, że tylko do pewnej ceny można było starać się o kupno Morlin.

— Na ile było stać Animex?

— Pomysł przejęcia Morlin nie jest nowy. Sam zresztą byłem jego inicjatorem, ale wtedy, gdy akcje tej spółki notowano na poziomie 10-12 zł. Po prostu nie można było ich nie kupować. Warto także dodać, że Morliny mają potężne aktywa w postaci zarządu. To jest najlepsze kierownictwo spółki w branży mięsnej w Polsce. I miałem nadzieję, że jeżeli Animexowi udałoby się przejąć ostródzką firmę, to zarząd Morlin mógłby wzmocnić Animex, który — niestety — takim zarządem nie może się poszczycić.

— Stało się jednak inaczej...

— Animex wdał się w licytację o pakiet Skarbu Państwa, a był to krok przegrany już na wstępie. Wynik był z góry przesądzony.

— Zarząd tej spółki zdawał się jednak bardzo pewny swego. Może miał w rękawie asy, o jakich Hiszpanie nie mogli nawet marzyć?

— Tego nie wiem. Dla mnie wszystko było jasne w momencie, gdy NFI Hetman sprzedał swój pakiet Hiszpanom.

— Dlaczego?

— To dość proste. Głównym akcjonariuszem tego funduszu jest Skarb Państwa i zawsze było tak, że inwestorzy, którzy nabywali pakiet akcji spółki należącej do Narodowego Funduszu Inwestycyjnego, jednocześnie otrzymywali nieformalną promesę, że będą mogli także kupić pakiet należący do Skarbu. Nikt rozsądny nie zadowoli się 30 proc. akcji spółki, na której mu bardzo zależy, ale zawsze będzie zabiegać o pakiet kontrolny.

— Co się jednak takiego stało, co zakłóciło ten porządek?

— To jest właśnie ten paradoks, który zafundował nam zarząd Animexu. Prezes spółki ogłosił publicznie, że Animex już ma Morliny, a potem okazało się, że to właśnie Hiszpanie podpisali umowę z NFI Hetman. Kilka dni później okazało się zaś, że minister skarbu zaproponował konkurującym inwestorom licytację.

— Ciągle jednak nie możemy zrozumieć, dlaczego Animex był tak uparty, gotowy walczyć o Morliny do upadłego, za wszelką cenę. Skąd ten upór?

— Nie wiem. Hiszpanie także nie zamierzali odpuścić. I nie mogli ustąpić, bo mieli już 30 proc. Morlin i tyle samo Ostrołęki. Zapłacili za te akcje ponad 50 mln zł. I bez dodatkowego pakietu SP byłyby to pieniądze wyrzucone w błoto. I wtedy właśnie zaproponowali, że dadzą nam premię wysokości 10 mln zł, jeżeli Animex zrezygnuje z dalszej licytacji. Szefowie Animexu poprosili mnie jednak, żebym odstąpił od umowy, którą wstępnie zawarłem z Hiszpanami. Okazało się potem, że zarząd Animexu był absolutnie pewien, że dostanie ten pakiet Morlin. Grał więc na zwłokę. Wtedy Hiszpanie zapowiedzieli wyraźnie, że jeżeli licytacja się nie zakończy, to i tak przebiją każdą kolejną ofertę polskiego inwestora. Rozmawialiśmy już nawet o 28 zł za akcję.

Wtedy już nie było na co czekać. Postanowiłem zmusić Animex do racjonalnego zachowania i sprzedałem swój pakiet Morlin.

— Zarząd był tym zaskoczony?

— Raczej tak, bo przekonywano mnie, że sprawa jest już załatwiona. Tłumaczono mi nawet, że jest poparcie załogi dla oferty Animexu. Co nie było prawdą, bo lokalna Solidarność wolała Hiszpanów, a trudno było podejrzewać, że solidarnościowy rząd nie poprze swoich związkowców.

— I co dalej?

— Nie jestem zbyt wielkim optymistą. Wzrost gospodarczy na pewno w Polsce zostanie spowolniony. Spadnie konsumpcja i marże spadną, a konkurencja będzie bardzo ostra. Utrzymają się tylko najlepsi, najlepiej zarządzani. Mówię to wszystko po to, żeby uświadomić zarządowi Animexu, że przystępując do takiej wojny z tak wielkim obciążeniem finansowym nie miałby wielkich szans.

— Czy zarząd Animexu powinien zapłacić za swoje błędy?

— Nie chcę wypowiadać się na ten temat, bo mam około 30 proc. akcji Animexu. Jedno jest pewne: warszawską firmę na pewno czeka bardzo trudny okres. Spółka będzie potrzebować wsparcia merytorycznego i kapitałowego.

— Z zagranicy?

— Niekoniecznie. Do takiej transformacji musi dojść najdalej w ciągu pół roku.

— Czy może jej w tym pomóc wsparcie inwestora zagranicznego, np. amerykańskiego koncernu Smithfield?

— Niczego nie można wykluczyć. Wierzę jednak głęboko, że Animex zdoła się zreformować, bo dysponuje ogromnym potencjałem. W ciągu kilku lat jego kapitalizacja powinna sięgnąć 450- -500 mln dolarów, a zysk netto powinien przekraczać 100 mln zł.

— Wracając do Morlin. Czy Campofrio wycofa spółkę z GPW?

— Nie wiem. Warto jednak pamiętać, że Campofrio jest spółką publiczną, więc jej podmioty zależne nie muszą być notowane. Dla mniejszościowych akcjonariuszy nie jest to jednak łatwa sytuacja.

— Pan jednak znowu kupił swoje 5 proc. Morlin. Po co?

— Wierzę w przyszłość tej spółki. A tak na marginesie, to więcej sensu ma posiadanie udziałów w Campofrio niż w Morlinach.

SYN MARNOTRAWNY

Hubert Józef Gierowski, architekt, w latach 70. wyemigrował do Stanów Zjednoczonych. Obecnie mieszka we Francji oraz Polsce.

Na warszawskiej giełdzie inwestuje od początku jej istnienia. Nie chce ujawnić, w ilu spółkach jest zaangażowany kapitałowo. Korzysta z usług doradców zarządzających portfelem. Stanowczo zaprzecza pogłoskom, że skupuje lub sprzedaje akcje na zlecenie anonimowych zachodnich inwestorów. Poza Warszawą inwestuje także w Nowym Jorku i Paryżu. Wycofał się z giełdy tokijskiej, bo nie mógł jej poświęcić zbyt wiele czasu.

Witold Choiński

Jarosław Sroka

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Choiński Witold

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / ANIMEX UDŁAWIŁBY SIĘ MORLINAMI