Apartament na trzecim piętrze

Kamil Kosiński
opublikowano: 12-02-2007, 00:00

REPORTAŻ Kameralny hostel w XIV-wiecznej kamienicy Hetmańskiej w Krakowie zdobył po raz drugi branżowego Oscara i zachwyca gości z całego świata. Gości nieszablonowych.

Wystarczy wysiąść z pociągu na dworcu Kraków Główny. Sforsować przejście podziemne prowadzące do Rynku Głównego. Kilka kroków do Bramy Floriańskiej. Skręt w lewo. Po chwili przed oczami staje kościół Mariacki. Lekko na skos przez rynek i prosto w ulicę Bracką. Tam pod numerem 4. mieści się Mama’s Hostel. Spacerkiem z dworca około 15 minut.

Przychodzą na noc

Wchodzimy w podwórze. Schodami na trzecie piętro. Dzwonek do drzwi. Otwierają się, choć nie te, przed którymi stoimy, lecz sąsiednie. Jesteśmy w hostelu. Na ścianie za recepcją kilkanaście portretów fotograficznych. Goście? A może wystawa z cyklu: „Tych państwa nie obsługujemy”, znana z „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz” Stanisława Barei? Nie. To byli i obecni pracownicy hostelu.

— Tylko proszę nie używać słowa „schronisko”. Kojarzy się z miejscem, gdzie po podłodze biegają karaluchy — zastrzega Anna Tabaczkiewicz, współwłaścicielka Mama’s Hostel z Krakowa.

W środku spotykamy zrozpaczoną Niemkę. Najpierw przestała jej działać karta płatnicza, a potem zapodział się paszport. Ale wszystko dobrze się skończyło. Pomogli pracownicy. Może dlatego klienci docenili to miejsce i ich głosy dały mu czwartą lokatę wśród prawie 13 tys. hosteli, schronisk i innych tanich kwater z całego świata, w których można rezerwować noclegi przez serwis Hostelworld.com.

— U nas nie ma turystyki biznesowej, wyjazdów firmowych itp. Życie w hostelu toczy się głównie rano i wieczorem. Wtedy wszyscy sobie opowiadają, co widzieli, gdzie jadą. W dzień jest cicho. Goście są na wycieczkach. Jadą do Wieliczki, Oświęcimia czy do Zakopanego — kanon wynikający z tego, co polecają w przewodnikach — wyjaśnia Anna Tabaczkiewicz.

Nawet gdyby wszyscy goście akurat przebywali w hostelu, nie byłby to wielki tłum. Gabarytami hostel przypomina apartament. Ma zaledwie 260 mkw. i 46 miejsc noclegowych na piętrowych łóżkach, w pokojach 4-, 6-, 8- i 10-osobowych. Poza dwojgiem właścicieli pracuje tu menedżerka, sześcioro recepcjonistów i dwie sprzątaczki. Kameralność typowa dla polskich przedstawicieli branży. Za granicą zdarzają się hostele kilkusetosobowe.

Goście z całego świata

Dla personelu hostel ma być czymś więcej niż miejscem pracy.

— Jako recepcjonistów zatrudniamy studentów, którzy mają jakieś swoje zainteresowania. Staramy się te wszystkie małe talenty znaleźć. Niedługo mamy zamiar zrobić wernisaż fotografii jednego z pracowników — zapowiada Anna Kościółek, menedżerka w Mama’s Hostel.

— Drugi ma niedługo wystąpić w roli DJ-a. Może więc połączymy te wydarzenia i zrobimy wernisaż w oprawie muzycznej — zastanawia się jej szefowa.

Kim są goście? Czy to japońscy emeryci czy niemieccy studenci?

— Nie klasyfikujemy ich w taki sposób. To turyści podróżujący po całym świecie. Biorą na przykład rok wolnego od życia zawodowego i zwyczajnie jeżdżą po całym świecie bez żadnych zobowiązań. Często jest tak, że robią rezerwację na 2-3 dni, a zostają ponad tydzień, bo są albo zauroczeni miejscem, albo nie mają jeszcze skonkretyzowanych dalszych planów — mówi Anna Kościółek.

Ten sposób podejścia do życia przez gości jest właściwie jedynym, co wyraźnie różni hostele od hoteli.

— Od strony formalno-technicznej formuła hostelu jest bardzo otwarta. To mogą być zarówno pokoje dwuosobowe z własną łazienką, jak i pokoje dziesięcioosobowe ze wspólnym węzłem sanitarnym. Najważniejsza jest atmosfera. W hotelu gość dostaje klucz i idzie do pokoju. Jest zdany sam na siebie, na swoją prywatność i do pewnego stopnia samotność. W hostelu duży nacisk jest położony na części wspólne. Chodzi o to, by turyści mieli możliwość spotykania się, nawiązywania kontaktów, wymieniania wrażeń i doświadczeń — tłumaczy Anna Tabaczkiewicz.

Wśród klientów Mama’s Hostel byli zarówno Norwegowie, którzy pół roku pracują na platformach wiertniczych, a drugie pół podróżują po świecie, bawiąc się nieustannie i imprezując, jak i grupa szkockich chamów wypinających w miejscach publicznych to, co mają pod kiltami.

— Traktowali to jako świetny żart, a nie coś obscenicznego — usprawiedliwia ich współwłaścicielka Mama’s Hostel.

Inni nocujący w hostelu też nie należą do najlepiej poukładanych.

— Jeden z gości wrócił o 5 rano z miasta w świetnym nastroju. Przyszedł na recepcję i pyta, czy mamy sznur. Nie, nie mamy sznura. Poszedł do pokoju, ale jego pytania wzbudziły zainteresowanie recepcjonisty. Znalazł gościa, jak linę sporządzoną z wygrzebanych z kosza na brudną bieliznę prześcieradeł przywiązywał do barierki na balkonie. Szykował się do skoku na sąsiedni dach po piłkę, która wpadła tam w trakcie wcześniejszej zabawy. Poprzedniego dnia obejrzał jakiś film o przygodach Jamesa Bonda i to go zainspirowało do takiego sposobu odzyskania piłki — opowiada Anna Tabaczkiewicz.

Polak to rzadkość

Cudzoziemcy to większość klientów. Polacy stanowią około 15 proc.

— Krakowskie hostele współpracują przy tworzeniu tzw. czarnej listy gości. Trafiają na nią osoby, które nie chcą płacić rachunków albo próbują okradać innych gości — twierdzi Anna Tabaczkiewicz.

Z wykształcenia jest historykiem sztuki. Przed uruchomieniem własnego biznesu pracowała w antykwariacie. Jej wspólnik — Przemysław Śmigiel jest teatrologiem. Hostel uruchomili w 2004 r. Wcześniej nie mieli doświadczenia w tym biznesie. W sierpniu 2004 r. ich firmę sklasyfikowano w miesięcznym zestawieniu 10 najlepiej ocenianych hosteli świata, z których korzystają klienci serwisu Hostelworld.com. Głównie wyróżnienia przypadały Mama’s Hostel w 2005 r. Zajął wtedy trzecie miejsce wśród najlepszych na świecie. Renomę utrzymał także w zeszłym roku. Był czwarty. A zatem, chcieć to móc. n

Hoscar, czyli hostelowy Oscar

Serwis internetowy Hostelworld.com jest potentatem w rezerwacji tanich kwater na całym świecie. Każdy, kto za pośrednictwem serwisu zarezerwuje miejsce w którymś z prawie 13 tys. współpracujących z nim hosteli, schronisk i innych tanich noclegowni, otrzymuje ankietę, w której może ocenić lokal w sześciu kategoriach: charakter miejsca, czystość, lokalizacja, bezpieczeństwo, personel i rozrywka. Dziesięć hosteli o najwyższych ocenach łącznych oraz liderzy regionalni i poszczególnych podkategorii otrzymują co roku nagrody nie przez przypadek zwane Hoscarami. W rankingu za 2006 r. Mama’s Hostel z Krakowa zajął czwarte miejsce w rankingu globalnym. Na dziesiątym miejscu znalazł się warszawski hostel Oki Doki. Jako hostel z najlepszą lokalizacją wyróżniono krakowski Flamingo.

Sztuka wymaga cierpliwości

Gości witają zdjęcia pracowników robione przez Karola Hordzieja staroświeckim aparatem. Taką drewnianą skrzynką, do której negatyw wkłada się w specjalnej ramce. I choć fotograf nie strzela po oczach „magnezją”, ale używa współczesnej lampy błyskowej, czas naświetlania kliszy wymaga, by obiekt pozostał w bezruchu przez 20 sekund.

Propozycja dla turystów

12876

W tylu hostelach, schroniskach i innych typach tanich kwater można zarezerwować miejsce za pośrednictwem serwisu Hostelworld.com.

110

Tyle z tych noclegowni jest w Polsce…

64

...a tyle w Krakowie.

Została, bo nie miała pieniędzy

Udało nam się zastać na miejscu młodą Niemkę o imieniu Anita. Większość czasu spędziła, wisząc na telefonie i próbując załatwić swoje problemy. A te nie były wcale małe. Najpierw została bez grosza, bo przestała działać jej karta płatnicza. Potem zniknął paszport. Ten ostatni odnalazł się w końcu w torbie swojej właścicielki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu