Podwyższenie przez Apatora prognoz finansowych na 2005 r. nie mogło być dla inwestorów zaskoczeniem. Spółka zapowiadała korektę już w lipcu. Mimo to kurs akcji Apatora po takiej wiadomości rósł nawet o ponad 4 proc. To jednak raczej efekt tego, że nie ma chętnych do pozbywania się walorów toruńskiej spółki. Zleceń sprzedaży było niewiele, więc właściciela zmieniło zaledwie 1,3 tys. papierów.
Zarząd producenta aparatury łącznikowej i pomiarowej podwyższył prognozę przychodów z 260 do 276 mln zł i zysku netto z 28-30 do 42-44 mln zł. O tym, że wyniki będą lepsze oficjalnie mówiono już dwa miesiące temu. W tym czasie kurs skoczył o blisko 40 proc. Wzrost wspierały dobre wyniki po dwóch kwartałach. Nawet jeśli wyłączymy z nich konsolidowane od początku roku rezultaty Metriksa, przychody grupy w I półroczu i tak zwiększyły się o 25 proc. Uwzględniając założenia nowej prognozy, w pierwszych sześciu miesiącach roku udało się ją zrealizować w 43 proc. w odniesieniu do przychodów i w 61-64 proc. w przypadku zysku.
Obecna wycena akcji spółki implikuje na koniec roku wskaźnik P/E (cena do zysku) na poziomie 8,1- -8,5. Na tle innych giełdowych przedstawicieli branży elektromaszynowej wskaźnik prezentuje się więc atrakcyjnie — dla Amiki wynosi on 9,8, dla Hydrotoru 7,8, a dla Zrewu 11,5. Wydaje się jednak, że cena uwzględniła już wszystkie dobre informacje (rekordową wartość kontraktów, podwyższenie prognoz, spodziewane efekty restrukturyzacji podmiotów zależnych) i w krótkim terminie trudno liczyć na zdecydowany marsz w górę. Niewiadomą są bowiem rezultaty ewentualnego przejęcia jednej z niemieckich firm, o czym zarząd spółki mówił pod koniec lipca (inwestorzy nie przyjęli tego dobrze). Znalezienie przyczółka za granicą miałoby pomóc w zdobywaniu takich kontraktów, jak ten z niemieckim E.ON, wart 22 mln zł. Jednak nie bez znaczenia jest ryzyko kursowe, bo coraz większa część przychodów Apatora realizowana jest za granicą.