Arytmetyka wyborcza jest prosta i nieugięta

Kazimierz Krupa
25-09-2001, 00:00

Arytmetyka wyborcza jest prosta i nieugięta

Rząd większościowy, mniejszościowy czy koalicyjny? Wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. Już pierwsze wyniki, w niedzielny wieczór wyborczy, zapowiadały niezłe emocje. Wszystko odbywało się jak u Hitchcocka: najpierw trzęsienie ziemi, a później napięcie stopniowo rosło... wraz z tym jak spadały wyniki koalicji SLD-UP. Tak naprawdę przecież to, czy Samoobrona, czy LRP będą miały o jednego czy kilku posłów mniej czy więcej, nikogo — poza samymi zainteresowanymi — nie interesowało. Ale już to, czy koalicja SLD-UP będzie mogła samodzielnie utworzyć rząd — i owszem, wszystkich. Analitycy zresztą tak się przerazili pewnej egzotyki tego nowego Sejmu, że zaczęło się odnosić wrażenie, że o niczym tak nie marzą, jak o tym, by największa koalicja uzyskała chociaż 231 mandatów.

Jak się jednak wydaje, ich modły nie zostały wysłuchane i jeszcze nie wiemy, ile dokładnie foteli zajmie, ale większości w parlamencie koalicja SLD-UP raczej miała nie będzie. Stawia to Leszka Millera, wielkiego wygranego tych wyborów, ba, triumfatora, w dosyć trudnej i kłopotliwej sytuacji. W polityce nie ma rzeczy niemożliwych i nigdy nie należy mówić „nigdy”, ale wnioskując z wypowiadanych wcześniej słów przewodniczącego i oglądu programów ugrupowań politycznych, których przedstawiciele zasiądą w parlamencie, trudno sobie wyobrazić zawiązanie programowej koalicji powyborczej, która stanowiłaby bazę dla rządu koalicyjnego. Czyli tak:

- rządu większościowego nie ma — bo nie ma 231 mandatów

- rządu koalicyjnego raczej nie ma — bo nie ma z kim zawrzeć koalicji

- pozostaje rząd mniejszościowy.

Za takim rozwiązaniem od początku, zdecydowanie, opowiada się prezydent. Tak naprawdę wiele zależy od tego, ilu tych głosów zabraknie. Jeżeli naprawdę niewiele, Leszek przewodniczący, premier Miller może podjąć — wcale nie skazaną na niepowodzenie — próbę, zawarcia koalicji nie tyle z całym tym czy innym ugrupowaniem, ile z poszczególnymi posłami z tych ugrupowań. Jeżeli braki będą większe — trudności również. Najmniej prawdopodobne, by nie powiedzieć — niemożliwe, wydaje się nawiązanie jakichkolwiek rozmów koalicyjnych pomiędzy SLD-UP i Ligą Polskich Rodzin. Dlaczego? Chociażby dlatego, że łączenie wody z ogniem zawsze daje parę, która sprężona — wybucha, a w najlepszym wypadku idzie w... gwizdek. Podobnie z PiS. Pragmatycy z Platformy zapewne mogą rozmawiać „nawet z diabłem”, ale ich dusze mogą być bardzo drogie. Tak samo jak dusze Samoobrony i PSL.

Mimo zwycięstwa koalicji SLD-UP, jej przywódcy nie ma czego zazdrościć. Ale poczekajmy na oficjalne wyniki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kazimierz Krupa

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Arytmetyka wyborcza jest prosta i nieugięta