Nadpobudliwość rosyjskich służb sanitarnych znana jest od lat, ale w tym wypadku dodatkowym impulsem do utarcia unijnego nosa był zimny przebieg szczytu UE — Rosja w miniony wtorek. Po wydarzeniach na Ukrainie inny wydźwięk krótkiej wizyty Władimira Putina w Brukseli był wręcz niewyobrażalny.
Na bezpośredniej granicy UE z Rosją, czyli przejściach w Bezledach i Grzechotkach, wieprzowina stanęła. Ale po pewnym czasie ruszy, jak to już bywało. Przypadkiem z tego samego kierunku, czyli z obwodu kaliningradzkiego, nadeszły jednak wieści z zupełnie innej branży i o niezrównanie większym ciężarze. Tuż za północną granicą Polski już rusza budowa elektrowni atomowej, której pierwszy blok o mocy 1150 MW zostanie uruchomiony w roku 2017, a drugi — w 2018. Planowana była od dawna, a przyspieszenia nabrała po decyzji Litwy, Łotwy i Estonii zerwania z siecią poradziecką i związania się z UE. Ważnym elementem owej strategii jest postępujący w trudzie i znoju most energetyczny z Ełku do litewskiego Alytusu (Olity).
Zapewnienie kaliningradzkiemu lotniskowcowi samowystarczalności energetycznej jest dla Moskwy priorytetem. Możemy tylko z zazdrością podziwiać tempo, zwłaszcza zestawiając je z ciągnącymi się latami polskimi debatami na temat elektrowni atomowych. Cóż, niedawno już ten kontrast przerobiliśmy, obserwując szybką budowę gazociągu Nordstream po dnie Bałtyku. Pieniądze są w takich inwestycjach bardzo ważnym, ale tylko jednym z czynników — najpierw trzeba dokładnie wiedzieć, na co je wydać.