Atomowy argument jest zbyt słaby

Agnieszka Berger
20-01-2011, 00:00

Przejęcie nie wpłynie na realizację programu jądrowego. Jednak rząd jest uparty.

Ministerstwo skarbu: nie teraz, to za rok sprzedamy Energę PGE

Przejęcie nie wpłynie na realizację programu jądrowego. Jednak rząd jest uparty.

Ministerstwo Skarbu Państwa (MSP) przedłużyło do 12 miesięcy umowę sprzedaży Energi zawartą z Polską Grupą Energetyczną (PGE). Podpisana we wrześniu umowa, która miała obowiązywać sześć miesięcy, będzie de facto kilkakrotnie dłuższa, bo strony postanowiły zawiesić jej bieg do wydania prawomocnego wyroku przez sąd antymonopolowy, do którego PGE chce odwołać się od decyzji Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. (UOKiK), który zakazał grupie przejęcia Energi, uzasadniając to negatywnym wpływem na konkurencję na krajowym rynku energetycznym. Na zaskarżenie decyzji PGE ma czas do 28 stycznia. Po zakończeniu postępowania sądowego MSP i PGE będą miały 7-8 miesięcy na sfinalizowanie transakcji. To oznacza, że prywatyzacja Energi inną ścieżką — np. przez giełdę, co postulował szef sejmowej komisji skarbu — przynajmniej na razie nie wchodzi w grę. Nie ma też szans na powrót do negocjacji z inwestorami, którzy konkurowali z PGE w przetargu na Energę, choć — jak wynika z informacji "PB" — ich oferty formalnie wygasają na początku lutego .

I tak nie udźwigną

Najwyraźniej skarb jest zdeterminowany rozbudować narodowego czempiona — głównie o rynek sprzedaży detalicznej i sieci dystrybucyjne, które stanowią gros aktywów Energi. Jednym z głównych argumentów za przejęciem miała być realizacja programu atomowego, którą powierzono największej krajowej firmie w branży. Jednak, zdaniem ekspertów, to uzasadnienie jest mocno naciągane.

— Z Energą czy bez PGE ma szansę jako większościowy udziałowiec zrealizować najwyżej pierwszy etap programu. W kolejnych będzie musiała zgodzić się na bardziej rozproszoną strukturę finansowania, bo skala inwestycji i okres zwrotu powodują, że ryzyko jest ogromne — komentuje przedstawiciel wielkiej międzynarodowej firmy energetycznej.

Program miał zakładać budowę dwóch elektrowni o mocy 3000 MW. Budowa jednego standardowego bloku jądrowego 1600 MW to koszt 5-6 mld EUR, a okres zwrotu 40-50 lat.

— Doświadczenia koncernów, które eksploatują elektrownie atomowe, są bardzo złe, bo często zdarza się, że po latach elektrownie, które zaczynają przynosić krociowe zyski, są obciążane bardzo wysokimi podatkami. Politycy zapominają wówczas, że przez kilkadziesiąt lat inwestorzy musieli do nich dokładać — dodaje ekspert.

Naciągany argument

Z wypowiedzi ludzi z PGE wynikało, że przejęcie Energi ułatwiłoby finansowanie, bo rynek, którym dysponuje gdańska spółka, byłby dla banków gwarancją, że energia z atomówki znajdzie nabywców.

— PGE nie potrzebuje do tego własnych odbiorców. Na rozwiniętych rynkach firmy wytwórcze zabezpieczają sprzedaż energii na kilka lat do przodu kontraktami terminowych. A prąd dla klientów de facto kupują na rynku. Przejęcie Energi mogłoby się najwyżej przełożyć na wskaźnik ryzyka, jaki banki wyliczyłyby dla całej PGE. Dzięki lepszemu zbilansowaniu produkcji i sprzedaży mógłby on być minimalnie niższy, ale nie dlatego, że sprzedaż energii byłaby zabezpieczona, lecz ze względu na fluktuację marży między produkcją a handlem — mówi ekspert.

Jego zdaniem, gotówka, którą PGE musiałaby wyłożyć za Energę (7,5 mld zł za 84 proc. akcji), przyniosłaby firmie większą korzyść niż zakup gdańskiej spółki z myślą o atomie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Berger

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Atomowy argument jest zbyt słaby