Q7 to największy SUV w rodzinie Audi. Kierowcom na całym świecie znany jest od jesieni 2005 r. Wówczas zaprezentowano pierwszą generację tego modelu. Cztery lata później poddano go kuracji odmładzającej, a w 2014 r. na rynek wjechała druga generacja. Ją także poddano gruntownej modernizacji – w 2019. Teraz mamy 2024 – czas na kolejną generację? Nic z tych rzeczy. Czas na kolejny… face lifting.
Nocny update…
Zacznijmy od tego, że pora powoli żegnać się z „ku siódemką”, do jakiej – przez prawie 20 lat – się przyzwyczailiśmy. Powody? Audi zapowiada rychły koniec spalinowej motoryzacji. Koniec pod tym względem, że już w 2033 r. każde nowe auto z czterema pierścieniami na masce ma być na prąd. Ta zapowiedź poniekąd tłumaczy fakt, że zamiast wprowadzić na rynek kolejną generację Q7, Audi decyduje się na kolejny lifting. Są oczywiście szanse, że do 2033 r. zmieści się kolejna generacja Q7 z tradycyjnym rodzajem napędu, ale są również na to, że do tego nie dojdzie. Jesteśmy w dziwnym momencie historii motoryzacji. Z jednej strony przyjęte przez UE regulacje uniemożliwiają sprzedawanie samochodów spalinowych po 2035 r., z drugiej z rynku dobiega coraz więcej sygnałów, że wyrok na spalinówki może zostać odroczony/złagodzony/zmieniony. Nie dziwi więc, że koncerny ostrożnie podchodzą do przedstawiania przyszłości swoich modeli.
Nie inaczej jest w Audi. Oficjalnie niewiele wiadomo. Nieoficjalnie? Powiedziano mi to samo. Kolejna generacja Q7 ze spalinowym napędem być może będzie. Co na to internetowe plotki? Mówią, że trzecia generacja będzie. Mówią też, że spalinowa. Internetowi plotkarze mówią coś o 2025 lub 2026 r. Dodają garść informacji o wysokim prawdopodobieństwie zastosowania w trzeciej generacji nawet sześciocylindrowych silników, w tym diesli. Mają oczywiście być wersje plug-in. Niemal pewna ma być też obecność w gamie najmocniejszej wersji SQ7, choć może nie jako V8, ale bardzo mocna hybryda. To pewne? Tak samo jak to, że jej nie będzie. Innymi słowy, Audi jest gotowe na każdą ewentualność i to od wniosków wyciągniętych z obserwacji rynku zależy przyszłość Q7.
Zatem pożegnam się na wszelki wypadek. Jeśli nie z Q7 w wersji spalinowej, to z Q7 drugiej generacji. Pożegnam zza kierownicy modelu odświeżonego po raz drugi. Co zmienił drugi zabieg? Przede wszystkim moje podejście do określenia face lifting. Jak sama nazwa wskazuje, to korekta twarzy. W motoryzacji zazwyczaj oznaczało to odświeżenie aparycji modelu, dodanie do oferty nowych kolorów czy wzorów felg. Czasem wizualne zmiany wnętrza czy dodatkowe wyposażenie lub nową wersję silnikową. Niby podobnie stało się i tym razem. Niby, bo po krótkiej przejażdżce czuję się jak po nocy, podczas której zaktualizował mi się system w telefonie. Niby telefon ten sam, niby mój, ale jest jakby inaczej.
…i kosmetyczka
Q7 po drugiej kuracji odmładzającej to nadal ten sam samochód, który pokochały setki tysięcy klientów. Tak na marginesie – między 2019 i 2023 r. (czyli mówimy o drugiej generacji po pierwszym face liftingu) na świecie sprzedano 670 tys. egzemplarzy tego modelu.
Te 670 tys. serc uwiodła przestronność i funkcjonalność. Możliwość przewiezienia nawet siedmiu osób albo (po złożeniu oparć tylnych rzędów) komody czy innej lodówki. Urzekło pneumatyczne zawieszenie i bogata oferta jednostek napędowych. Zgoda, to samo może urzekać w konkurencyjnych modelach od Mercedesa czy BMW. Ale to Audi jest z tej trójki najbardziej dyskretne. To klasyczna elegancja. Nie ma tak krzykliwego dizajnu jak BMW ani tak barokowego jak Mercedes. To motoryzacyjny odpowiednik granatowego garnituru i białej koszuli. Nie emanuje bogactwem, choć rozpieszcza nim pośladki. I to – przy okazji update’u – się nie zmieniło.
Co się zmieniło? Doprawy niewiele. O ile pierwszy face lifting można było nazywać zabiegiem, o tyle teraz mówimy raczej o wizycie u kosmetyczki, która ma nie tyle poprawić urodę, ile ją uwypuklić. A więc: przebudowany grill – jest szerszy i ma nieco inną strukturę, nowe lakiery i wzory felg. Nieco przebudowane zderzaki. Tyle. Więcej zmian jest tam, gdzie ich nie widać na pierwszy rzut oka, choć oko potrzebuje tego do patrzenia w nocy. Reflektory. Od teraz do Q7 można zamówić rewelacyjne laserowe reflektory HD Matrix LED. Można też zmieniać wygląd lamp do jazdy dziennej (trzy sygnatury do wyboru – to ostatnio robi się modne, ale nie do końca wiem dlaczego). Podobne rozwiązanie zastosowano z tyłu w lampach cyfrowych OLED.
Update – i to dosłownie – przeszedł system multimedialny. Działa szybciej i płynniej.
Nowością jest to, że w fabrycznym menu można teraz znaleźć aplikacje zewnętrzne (np. Spotify). Ulepszono też wirtualny kokpit (czyli to miejsce, gdzie onegdaj instalowano analogowe zegary). Teraz wyświetla więcej, np. ostrzeżenie przed zmianą pasa. Niby niewiele, ale – musicie uwierzyć na słowo – te zmiany znacznie bardziej czuć niż widać, zupełnie jak ze wspomnianym już update’em systemu w telefonie. Pod maską? Bez zmian. Dwa diesle (konkretnie jeden, ale w dwóch odmianach). To trzylitrowa jednostka o mocy 231 lub 286 KM oraz benzyna: pojemność 3 l, moc 340 KM. Jest też usportowiona odmiana SQ7 z ponad 500-konnym V8.
Kilkuletni pean
Lifting Audi Q7 nie jest rewolucyjny. Bardziej pasuje słowo aktualizacyjny. Nie pociąga za sobą kolosalnych zmian, ale też nie wpływa na cenę. Model po drugim face liftingu jest nie więcej niż 1 proc. droższy od tego po pierwszej modernizacji. Dyskretne modyfikacje mają za zadanie przedłużyć rynkowe życie największego SUV-a Audi o kilka lat. O ile? To zależy, czy plotki o kolejnej generacji się potwierdzą, czy też trzeba będzie poczekać na Q7 z dopiskiem e-tron.

