Diler Skody uważa, że jeśli nie zmienią się przepisy, to salony sprzedaży nowych samochodów zaczną świecić pustkami.
— Samochodziarzem byłem od małego — mówi o sobie Piotr Śliwka.
Pierwsze auto?
— Warszawa 223, górnozaworowa. A od kilku lat jeżdżę skodą i jestem bardzo zadowolony. Na dodatek to niezbyt drogie auto. Takiego samochodu potrzebują Polacy. Mariaż Skody i Volkswagena wyszedł mu na dobre — przekonuje Śliwka.
Prowadził warsztat elektryczny w Katowicach.
— Na początku lat 90. wiedziałem, że to nie ma sensu. Nawiązałem współpracę z Piotrem Latowskim i Markiem Szpakiem. Mieli oni wtedy wyłączność na handlowanie w Polsce wyrobami fabryki z Mlada Boleslav. Kupowałem od nich samochody i części. Kiedy powstała Skoda Auto Polska, sam się stałem importerem samochodów — mówi Piotr Śliwka.
Auta na dworcu kolejowym
Pierwszy swój salon Śliwka otworzył w czerwcu 1991 roku.
— Sprzedawaliśmy wtedy samochody na osiedlu Manhattan w katowickiej dzielnicy Ochojec — opowiada Maria Śliwka, która w firmie odpowiada za księgowość i kontroling.
Do niej należą papiery, do męża technika i strategia. Oboje wierzą w jego wyczucie.
— Chyba osiem lat temu zamówiłem 500 samochodów. Gdy powiedziałem o tym żonie, myślałem, że mnie zabije. Zaczęła się martwić, jak za nie zapłacimy. Okazało się, że miałem nosa, sprzedaliśmy je w miesiąc — wspomina Piotr Śliwka.
Rok później firma wygrała przetarg na pomieszczenia w budynku dworca kolejowego w centrum Katowic. Po trzymiesięcznym remoncie otworzyła tam największy i najnowocześniejszy wtedy w kraju salon Skody. Punkt na Manhattanie nadal istniał, ale pełnił funkcje magazynu.
Salon z zajezdni
Kiedy dworzec kolejowy już nie wystarczał, zaczęli szukać innego miejsca. Znaleźli zrujnowaną zajezdnię tramwajową, w której trzymano sól do posypywania dróg zimą. Miejsce dobre. Łatwy dojazd, niedaleko centrum. Miasto zgodziło się budynek wydzierżawić. Projekt adaptacji przygotowało biuro Atelier PS, czyli Mirosław Polak i Marek Skwara.
— Jestem Ślązakiem z dziada pradziada i mam wielki szacunek do generała Jerzego Ziętka, długoletniego wojewody śląskiego w latach 60 i 70. XX wieku. Jego wnuk Mirosław Polak projektował później również nasz dom. Zaprzyjaźniliśmy się. Projekt adaptacji zniszczonej zajezdni tramwajowej na nowoczesny salon samochodowy został wyróżniony w konkursie architektonicznym — mówi Piotr Śliwka.
Pasje
— Wiele zawdzięczam moim dziadkom. Jeden nauczył mnie, jak trzymać młotek i jak coś zrobić własnymi rękoma. Drugi nauczył mnie patrzeć i dostrzegać piękno. Dlatego zbieram obrazy, pocztówki, trochę srebra — opowiada Piotr Śliwka.
Pokazuje starą pocztówkę, którą niedawno kupił na aukcji. Jej autorem jest znany fotograf górnośląski Karl Ludwig Max Steckel.
Ale największą pasją dilera Skody są psy. Jest prezesem katowickiego oddziału Związku Kynologicznego i międzynarodowym sędzią kynologicznym. W domu ma dwa owczarki niemieckie i border collie.
— Psy pozwalają mi wszystko odreagować. Dzięki nim poznałem wielu różnych ludzi, zobaczyłem większy kawałek świata. Z Buenos Aires przywiozłem rzeźbę psów w metalu — Piotr Śliwka z błyskiem w oku opowiada o swojej wieloletniej pasji.
Pomaga lakiernia
W 2005 roku Skoda sprzedała w Polsce 27,6 tysiąca aut. To nie tylko dziewięcioprocentowy wzrost w porównaniu z rokiem 2004, ale też najlepszy wynik w historii marki — najpopularniejszej w Polsce. Co dziewiąty nowy samochód w naszym kraju to Skoda. Jednak zdaniem Śliwki, jeśli nic się nie zmieni w przepisach, to i tak salony będą świecić pustkami.
— Skutki wydarzeń politycznych są dla gospodarki jak najgorszą prognozą. I jak tu myśleć o rozwoju? — irytuje się Piotr Śliwka.
Sprowadzenie kilkuset tysięcy używanych samochodów sprawiło, że rynek sprzedaży nowych aut przeżywa zapaść. Zdaniem Śliwki, dziś czyścimy śmieci Europy, a za kilka lat będziemy mieli kłopoty z utylizacją wraków.
— Na sprzedaży nowych samochodów zarabia się zaledwie kilkaset złotych. Rentowność firmie zapewnia oddany w ubiegłym roku oddział w Zabrzu. To najnowocześniejsza w Europie stacja obsługi nastawiona na blacharstwo i lakiernictwo. Podnośniki ściągałem z Australii. Agregat do nagrzewania komory, w której suszą się auta po lakierowaniu, odzyskuje 90 proc. ciepła. Inne stacje Skody dopiero teraz instalują urządzenia diagnostyczne, lakiernicze i blacharskie, podobne do tych pracujących już w Zabrzu — podsumowuje Piotr Śliwka.



