Bacik na zatory w budowlance

Jarosław KrólakJarosław Królak
opublikowano: 2013-02-12 00:00

Podwykonujesz roboty, a wykonawca ci nie płaci — dostaniesz pieniądze od zamawiającego. Reforma czy bubel?

Po przyjęciu dziś przez Radę Ministrów zmian w Prawie zamówień publicznych ma się znacznie poprawić bezpieczeństwo finansowe podwykonawców, realizujących roboty budowlane. W karby zostaną wzięci generalni wykonawcy. Nie dość, że będą musieli w składanych ofertach podawać wybranych przez siebie podwykonawców oraz zawarte z nimi umowy, to gdy im nie zapłacą, zaległe kwoty utnie im z wynagrodzenia zamawiający. Zmiany mają na celu ograniczenie zatorów płatniczych w budowlance, skuteczną walkę ze zmowami przetargowymi oraz zmniejszenie szarej strefy w budownictwie. Jednak pomysły Urzędu Zamówień Publicznych (UZP) nie budzą entuzjazmu biznesu. Wręcz przeciwnie, dostały się pod ostrzał surowej krytyki.

Państwo wpycha się między firmy

Najważniejszym rozwiązaniem projektu jest zagwarantowanie zamawiającym (państwowym i samorządowym) nadzoru nad realizacją kontraktów wykonawców zawartych z podwykonawcami przy realizacji budowlanych zamówień publicznych. Wykonawca stający do przetargu będzie przedstawiał zamawiającemu listę podwykonawców (nazwy firm) oraz treść zawartych z nimi umów.

Jednym z warunków zaakceptowania listy podwykonawców będzie ustalenie nie dłuższego niż 30 dni terminu, w którym wykonawca ma zapłacić podwykonawcy. Gdy termin wykonania robót będzie dłuższy niż 12 miesięcy, generalny wykonawca otrzyma zapłatę od zamawiającego, jeżeli przedstawi dowody spłaty wykonawców. Jeśli tego nie uczyni, to jego należności ureguluje zamawiający. Kwotę przekazaną podwykonawcy zamawiający obetnie następnie z wynagrodzenia dla generalnego wykonawcy. „Przedstawione rozwiązanie dotyczyłoby wyłącznie umów o podwykonawstwo robót budowlanych, które zostały zaakceptowane przez zamawiającego oraz o podwykonawstwo dostaw lub usług, które zostały przedłożone zamawiającemu” — czytamy w uzasadnieniu projektu. Pomysł ten jednak budzi poważne zastrzeżenia przedsiębiorców.

— Decyzja zamawiającego będzie uznaniowa. Wykonawca ryzykuje więc, że otrzyma jedynie kwotę, jaka pozostanie po zapłacie dla podwykonawców, nie mając możliwości wykazania swoich racji, w tym zasadności dokonanych potrąceń. Wykonawca może liczyć jedynie na dobrą wolę zamawiającego, a to zdecydowanie za mało, biorąc pod uwagę zakres jego zaangażowania finansowego. Czy zamawiający będzie ponosił konsekwencje swojego działania wobec wykonawcy w przypadku niezasadnej zapłaty na rzecz podwykonawcy? — pyta Marek Michałowski, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa (PZPB). Projekt nie daje jasnej odpowiedzi. PZPB nie zostawia na nim suchej nitki.

— Ten projekt stawia zamawiającego w roli niezawisłego sądu. Wypacza zasadę swobody umów, gdyż zamawiający, niebędący stroną umowy wykonawcy z podwykonawcą, będzie decydował o jej treści. Projekt ten jest przykładem tworzenia prawa na skutek incydentalnych zdarzeń, jak np. upadłości kilku firm budowlanych — dodaje Marek Michałowski.

Przywilej zamawiającego

Jego punkt widzenia podziela Fundacja Batorego. — Prawo zamówień publicznych nowelizowane jest zbyt często oraz w sposób chaotyczny. Często dokonywane ad hoc zmiany tak ważnej dla życia gospodarczego ustawy nie sprzyja przejrzystości życia publicznego — zauważa Grażyna Kopińska, dyrektor Programu Przeciw Korupcji Fundacji Batorego. Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP, obnaża słabości projektu UZP.

— Nie ulega wątpliwości, że sytuacja przedsiębiorców, którzy nie uzyskali od generalnych wykonawców zapłaty za wykonane prace, jest trudna. Jednak rozwiązaniem nie może być doraźna zmiana przepisów. Problemy wynikają ze sposobu postępowania zamawiających, którzy oceniają oferty tylko pod kątem ceny. Prowadzi to nierzadko do wyboru wykonawców, którzy nie mają odpowiedniego doświadczenia i kwalifikacji, ale zaproponowali ofertę z ceną dużo niższą od faktycznych kosztów realizacji danego zamówienia — twierdzi Andrzej Malinowski.

Jego zdaniem, niedopuszczalne jest zobowiązanie wykonawcy do przedstawiania umów o podwykonawstwo.

— To bezprawna ingerencja w postanowienia umowne między dwiema niezależnymi stronami. Ta propozycja zmierza do poszerzenia kompetencji i uprzywilejowania zamawiającego względem wykonawców — uważa szef Pracodawców RP. Krytykuje pomysł spłacania podwykonawców z pieniędzy zamawiającego i potrącania spłat z wynagrodzenia wykonawców.

— To jest nie do przyjęcia i pokazuje niewłaściwe podejście administracji do wydatkowania pieniędzy publicznych. Zamawiający dostaliby przywilej decydowania, komu zapłacić, a komu nie. Stwarzałoby to pole do arbitralności urzędników i okazje dla nieuczciwych podwykonawców — zauważa Andrzej Malinowski.