Bajki o górnictwie są coraz droższe

Maria Trepińska
opublikowano: 2003-08-05 00:00

Górnictwo węgla kamiennego jest permamentnie reformowane. Powstają kolejne programy, potem ich korekty. Mija kilka lat, do władzy dochodzi inna opcja polityczna, która zaczyna wszystko od nowa i zapowiada cudowne uzdrowienie. I tak jest od początku lat 90. Ciągle ten sam scenariusz. Dlaczego? Bo najwyraźniej decydentom nie zależy na zreformowaniu górnictwa, a jedynie jego ciągłym reformowaniu. Po prostu żyjącym z węgla bardziej się to opłaca.

Jak długo można reformować nie reformując? Jak długo wytrzymają to podatnicy i budżet? Chyba już niedługo. Wicepremier Jerzy Hausner ponad miesiąc temu postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Osobiście zmienił zarząd Kompanii Węglowej, która skupia 23 kopalnie i zatrudnia 85 tys. górników, i postawił przed jej prezesem Maksymilianem Klankiem jasne zadania — trzeba zlikwidować kilka nierentownych kopalni i zmniejszyć zatrudnienie. Tylko zapomniał o tym, że nie ma obecnie instrumentów prawnych, które umożliwiają realizację tych wytycznych. Nawet Rada Ministrów 28 czerwca zaakceptowała pomysł, aby Kompania Węglowa przekazała 1 sierpnia kilka działających KWK do Spółki Restrukturyzacji Kopalni (SRK). Zapomniała jednak o tym, że SRK zajmuje się tylko likwidacją, a nie fedrowaniem.

Przy tej okazji pojawiła się realna szansa na oddłużenie branży z długów, które przekroczyły 26 mld zł. Powstał projekt ustawy zapewniający wykreślenie aż 18 mld zł zobowiązań. Wreszcie należy zadać pytanie, kto dopuścił do gigantycznego zadłużenia kopalni? Sprawca — zapewne — pozostanie nieznany.

Obecnie w resorcie gospodarki powstaje kolejny program naprawy branży. Bardzo kosztowny. Za każdym razem jest on coraz bardziej kosztowny. W końcu może dojść do takiej sytuacji, że w spirali długów utonie górnictwo, a z nim budżet. Pozostaną tylko żądania związkowców, którzy ratując dzisiaj swoje intratne posady zapominają, że otoczenie się zmienia. Nie stać nas na kolejne bajki.