Sławomir Lachowski jak kiedyś, gdy tworzył mBank, tak teraz ma wizję banku przyszłości. Gdzie ją zrealizuje?
Kiedy osiem lat temu na rynku pojawił się mBank, niewielu wróżyło mu sukces, a większość pukała się w czoło. W 2000 r. internautów w Polsce było mniej więcej tylu, ilu dzisiaj ten bank ma klientów. Z bankowości internetowej, usługi zupełnie nowej, sprowadzającej się do sprawdzania dzięki sieci stanu konta, korzystało 50 tys. osób. Analitycy mówili o płytkim rynku, o społeczeństwie dalekim od informatycznego, nieufnym wobec nowinek, które zresztą niespecjalnie się sprawdzają. Dopiero co pękła bańka dotcomów, obnażając słabość rynku internetowego.
Jak Sławomir Lachowski przekonał zarząd BRE, że warto wykorzystać internet do budowy pionu detalicznego? Przyznaje, że kierował się intuicją. Musiał być przekonujący. Na tyle, że w rok po przyjściu do banku dostał stanowisko wiceprezesa odpowiedzialnego za detal.
Od zera
Lubi wyzwania. Najlepiej czuje się w trudnych dyscyplinach sportowych: wspinaczce wysokogórskiej, trekkingu, maratonie. Wymagają solidnego przygotowania i dyscypliny. Biega trzy razy w tygodniu. Najlepszy czas w ubiegłym roku — 3,45 godz., podczas maratonu we Frankfurcie. Dzięki niemu masowe biegi weszły do kalendarza imprez masowych w Łodzi. Maraton sponsoruje mBank, ukochane dziecko Lachowskiego i jego oczko w głowie. Nawet wtedy gdy został prezesem BRE, osobiście doglądał pionu detalicznego. Stworzył go od podstaw. Dzisiaj mBank razem z bratnim Multibankiem (pomyślanym jako bank dla nieco zamożniejszych), mają ponad 2 mln klientów i zapewniają ponad 20 proc. zysku brutto grupy BRE.
Pomysł się sprawdził. A raczej sprawdza, bo wciąż nie brakuje sceptyków, wróżących rychły koniec internetowych banków, niemających oddziałów. Ci szczególnie uaktywnili się ostatnio, gdy tradycyjne banki na nowo odkryły internet i zaczęły zachęcać klientów do korzystania z bankowości internetowej. Solidny bank, z rozpoznawalną marką, siecią placówek i funkcjonalną platformą internetową — w takim kierunku zmierza obecnie bankowość — przekonują zwolennicy tradycyjnych instytucji.
Nowy klient
Sławomir Lachowski zapewnia, że pogłoski o śmierci mBanku są mocno przesadzone. Dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek wcześniej jest przekonany, że intuicja go nie myliła. BRE, jak mało który bank, jest przygotowany na wyzwania przyszłości. Lachowski znowu, jak na początku dekady, gdy mBank startował, ma wizję banków przyszłości. Opowiedział nam o niej kilka tygodni temu, kiedy jeszcze nie wiedział, że wkrótce nie będzie prezesem BRE.
— Stoimy na progu ogromnych przemian społecznych. Nie ominą one bankowości. Więcej — zupełnie ją odmienią. W bankowości detalicznej już nic nie będzie takie jak dzisiaj — przekonuje Sławomir Lachowski.
Zmienia się styl życia, zmieniają się postawy konsumenckie. Klient przestaje być petentem, a staje się świadomym swoich potrzeb konsumentem.
— Jest wykształcony, samodzielny, otwarty na nowości. Potrafi podjąć decyzję, opierając się na najkorzystniejszych przesłankach — twierdzi były prezes BRE.
A przy tym jest aktywny, stale zajęty, wrażliwy na cenę. Potrafi ocenić jakość. Oczekuje, że swoje sprawy załatwi szybko w dogodnym dla siebie momencie.
— Styl życia zmienił się zasadniczo, a w pewnych obszarach wręcz gruntownie. Odpowiednio powinien się zmienić też sektor usługowy, bo obecny model obsługi nie odpowiada oczekiwaniom nowego klienta — ocenia Sławomir Lachowski.
W awangardzie
Nie pierwszy raz Lachowski próbuje wyczuć, skąd wieje wiatr zmian. W połowie lat 90., gdy w powszechnym użyciu były jeszcze książeczki oszczędnościowe, otwierał pierwsze konta internetowe w Powszechnym Banku Gospodarczym, w którym zaczął pracować na początku dekady. Wiedział, że zmienia się świat, a banki muszą się do nich dostosować. Kto nie maszeruje, ten się cofa. Albo ginie.
Teraz też przyszedł czas na selekcję. Banki tradycyjne, zdaniem Sławomira Lachowskiego, już dzisiaj należą do przeszłości. Przyszłość zaś stoi otworem przed instytucjami dostępnymi o każdej porze dnia i nocy, w każdym miejscu i czasie, zapewniając przy tym odpowiedni standard usługi za najkorzystniejszą cenę.
— Nie chodzi o banki wirtualne. Nigdy nie byłem rzecznikiem wyższości banku internetowego nad tradycyjnym. Chodzi o model biznesowy, a tym samym o bank nowej generacji — uważa Sławomir Lachowski.
Najbliżej nowego modelu biznesowego jest bankowi, który odszedł daleko od pierwotnego modelu prostego konta internetowego i stał się rozbudowaną platformą sprzedażową wielu produktów finansowych: od funduszy, przez ubezpieczenia, po usługi maklerskie. A wszystko w zasięgu klawiatury komputera. Także mBank nie może osiąść na laurach. Jest przygotowany lepiej od reszty stawki, ale stoi przed nim jeszcze wiele wyzwań.
— Kiedy startowaliśmy kilka lat temu, uczyliśmy klientów pewnych zachowań: jak korzystać z internetu, że warto mieć konto internetowe itd. Dzisiaj musimy nadążać za ich oczekiwaniami — zastrzega prezes Lachowski.
Lawina
Znacznie więcej do zrobienia pozostaje tradycyjnej konkurencji, bo też dystans dzielący ją od mBanku jest znaczny. Warto pamiętać, że mBank wcale nie był pierwszym, oferującym dostęp do konta przez internet. Był dopiero siódmy w kolejności. Szybko jednak wyprzedził konkurencję, która po prostu odpuściła sobie internet. Dzisiaj próbuje go doścignąć. W pewnym momencie nawet wyprzedziła, wymuszając na mBanku zniesienie opłat za prowadzenie konta internetowego.
— Chcąc pozbawić konkurencję łatwych odniesień, że oto największy bank internetowy każe sobie płacić za przelewy, również zlikwidowaliśmy opłaty. Porównanie jest jednak nietrafione, bo oni oferują tylko konto internetowe, a my spójny i przemyślany model biznesowy — inaczej widzi to Sławomir Lachowski.
Osiem lat temu obawiałby się takich kroków, ale dzisiaj mBank gra już w zupełnie innej lidze. Sławomir Lachowski zastanawia się, czy konkurenci dokładnie przemyśleli swoje działania.
— Banki tradycyjne uważają, że oferując darmowe konta internetowe, robią wielki krok naprzód. Tymczasem wywołały lawinę, której rozmiarów nie znają — zapewnia Sławomir Lachowski.
Wcześniej banki wykorzystywały internet do obniżenia kosztów i maksymalizacji zysków. Klient obsługiwał się sam i jeszcze za to płacił.
— Samoobsługa wszędzie jest darmowa. Teraz również w bankach. Jestem przekonany, że klienci zaczną liczyć na zniesienie opłat również za inne operacje wykonywane przez internet — przewiduje Sławomir Lachowski.
Kiedy banki nowej generacji pojawią się w Polsce? Trudno określić dokładny horyzont czasowy, bo świat zmienia się bardzo szybko.
— Nie wiem, czy za 5 lat, czy za 10 lat. Może wcześniej. Kto 7 lat temu przypuszczał, że mBank pod względem liczby klientów znajdzie się w czołówce banków w Polsce? — mówi były prezes BRE.
Nikt też nie przypuszczał, że Sławomir Lachowski odejdzie w tym roku z banku. Nie wiadomo, czy poszło o wizję bankowości, czy o różnice powstałe na innym tle. W każdym razie to nie w BRE będzie ją realizował.
Zatem gdzie? Rynek spekuluje, że może wrócić do PKO BP. Lachowski mówił czasem, że chętnie wróciłby do banku, w którym zdobywał szlify menedżerskie. Jako wiceprezes dokonał rzeczy, której nie powtórzył dotąd nikt: w rok otworzył milion rachunków. Wszystko za sprawą Superkonta, które stworzył i wypromował. n
Pieniądze w sieci
Pierwszym wirtualnym bankiem na świecie był Security First Network Bank w Atlancie. Pierwszą internetową operację przeprowadził 19 października 1995 r. W Europie internetowa bankowość pojawiła się cztery lata później. Do Polski dotarła w następnym roku. W grudniu 2000 r. wystartował mBank. Po pierwszym roku działalności miał 10,5 tys. klientów. Sławomir Lachowski, gdy był wiceprezesem PKO BP, w rok zdobył milion klientów. Oczywiście inna skala, inny rynek. Niemniej początki internetowego banku nie były najlepsze. Potem poszło z górki. W drugim roku co miesiąc konto w mBanku otwierało 10 tys. osób. Na koniec 2003 r. miał on 0,5 mln rachunków. Obecnie ich liczba grubo przekracza milion.
Góra z dwoma szczytami
Elbrus, na który zamierza wejść Sławomir Lachowski, jest najwyższym szczytem Rosji. Góra ma dwa szczyty: wyższy zachodni (5642 m n.p.m) oraz niższy o 22 m wschodni. Pierwszy został zdobyty wschodni wierzchołek — 1829 r. Zachodni prawie 50 lat później. Nazwa pochodzi prawdopodobnie z języka perskiego i oznacza góra światła.
Prezes motorem napędowym
1
mld zł O tyle spadła kapitalizacja BRE Banku, po informacji, że Sławomir Lachowski nie będzie prezesem banku.
-294
mln zł Z taką stratą netto po 2004 r. Lachowski przejął stery banku.
710
mln zł Taki zysk wypracował w 2007 r.
Morderczy bieg
Dystans maratonu wynosi 42,195 km. Tyle miał przebiec Filipiades, grecki posłaniec, niosąc wiadomość Ateńczykom o wygranej bitwie pod Maratonem. W rzeczywistości obie miejscowości dzieli około 37 km. Bieg wydłużono podczas igrzysk w Londynie. Chodziło o to, żeby meta znajdowała się blisko trybuny, na której zasiadła królowa Wiktoria. Maraton do dzisiaj jest dyscypliną olimpijską. Od ponad 100 lat jest też popularną imprezą masową, organizowaną przez wiele miast. Najdłuższą tradycję ma bieg w Bostonie. Pierwszy raz ruszył ulicami miasta w 1897 r. W masowych imprezach startują zawodowcy i amatorzy. Liczy się udział. W imprezach sportowych liczy się czas. Światowy rekord wynosi 2 godz. 4 min. i 26 s.
Eugeniusz Twaróg
