Śledztwo w sprawie Ruchu, byłego potentata rynku dystrybucji prasy, dziś znajdującego się w likwidacji, zaczęło się jak u Hitchcocka – od trzęsienia ziemi, czyli przeszukań w siedzibach jego, a także finansującego go Alior Banku, przeprowadzonych w listopadzie 2018 r. przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Potem już było inaczej niż u mistrza suspensu. Zapadła głucha cisza, a śledztwo, jak pisaliśmy w PB, mocno się ślimaczyło.
11 podejrzanych o niegospodarność na prawie 430 mln zł
Po ponad siedmiu latach prowadząca je Prokuratura Regionalna w Krakowie przedstawiła pierwsze zarzuty, od razu aż jedenastu osobom.
- Zarzuty dotyczące działania na szkodę Ruchu przy zakupie obligacji Lureny Investments w 2011 r. i ich rolowaniu w 2014 r. usłyszeli członkowie zarządu i rady nadzorczej Ruchu z tych lat, czyli Igor Ch., Wojciech H., Paweł Sz., Jerzy P., Tomasz G., Mateusz M., Dariusz S., Piotr G., Wojciech D., Grażyna Z. i Anna W. Podejrzani nie przyznali się do popełnienia zarzuconych im czynów, a większość odmówiła złożenia wyjaśnień i odpowiedzi na zadawane pytania – informuje Janusz Kowalski, rzecznik prasowy Prokuratury Regionalnej w Krakowie.
Według śledczych niedopełnienie obowiązków i niegospodarność, łącznie na astronomiczną kwotę 428,9 mln zł, miały polegać na tym, że byli członkowie władz Ruchu nie dokonali właściwej weryfikacji sytuacji finansowej Lureny, w tym jej wypłacalności, a także oceny celowości i zasadności nabycia obligacji. Nie ustanowili też prawidłowego zabezpieczenia wykupu papierów i nie uwzględnili rzeczywistej sytuacji Ruchu.
- Przedstawione zarzuty różnią się w zależności od tego, jaką podejrzani pełnili funkcję w Ruchu' uczestnicząc w podejmowaniu decyzji związanych z nabyciem obligacji Lureny w 2011 r., jak też ich rolowaniem w 2014 r. – mówi Janusz Kowalski.
Restrukturyzacja Ruchu, która nie wyszła
Historia, która zaowocowała zarzutami prokuratorskimi, zaczęła się w 2010 r. Wtedy to, za rządów koalicji PO-PSL, znany przez lata głównie z sieci popularnych kiosków Ruch został sprywatyzowany. Amerykański fundusz Eton Park z sukcesem przeprowadził wezwanie na akcje spółki, nabywając ich 90 proc. (w tym prawie 57 proc. od skarbu państwa). Kilka miesięcy później dokupił resztę i wycofał Ruch z giełdy.
Do inwestycji namówił Amerykanów Igor Chalupec, były prezes PKN Orlen, który został szefem rady nadzorczej Ruchu, a ze wspólnikami ze spółki doradczej Icentis Capital miał też odpowiadać za restrukturyzację dystrybutora prasy. Jak jednak ujawniliśmy w lipcu 2018 r., z restrukturyzacji tej niewiele wyszło. Przez prawie osiem lat od prywatyzacji Ruch skurczył się o niemal dwie trzecie i stracił ponad 0,5 mld zł.
Nieudana inwestycja w obligacje właściciela
Restrukturyzacja mogła przebiegać w lepszych warunkach, gdyby nie to, że tuż po prywatyzacji, w 2011 r., Ruch wydał aż 204 mln zł na obligacje… swojego właściciela, czyli holenderskiej spółki celowej Eton Parku – Lureny Investments, której kapitał zakładowy wynosił zaledwie 18 tys. EUR.
Kiedy w lipcu 2018 r. PB jako pierwszy opisał tę kontrowersyjną inwestycję, Igor Chalupec zapewniał, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem i nie ma mowy o żadnym wyprowadzaniu majątku ze spółki – m.in. dlatego, że później w różnej formie (w tym przez częściowy wykup obligacji) od właściciela do Ruchu wróciło prawie 120 mln. Znany menedżer, w przeszłości m.in. wiceprezes Pekao i wiceminister finansów, tłumaczył też, że papiery były „nietypowym instrumentem, który w zamierzeniu miał być sukcesywnie rozliczany dywidendą z Ruchu”. Przy czym mówił to już jako prezes kolportera prasy (od 2013 r.), a także jego właściciel (w połowie 2017 r. przejął kontrolę nad Lureną, a w konsekwencji i Ruchem).
Dystrybutor prasy w kolejnych latach po prywatyzacji nie generował jednak zysków, lecz przynosił gigantyczne straty, więc o żadnej dywidendzie nie mogło być mowy. Ostatecznie na obligacjach właściciela Ruch stracił (łącznie z odsetkami) ponad ćwierć miliarda złotych.
Igor Chalupec: bez komentarza
Dlaczego więc krakowscy śledczy informują o stracie na poziomie aż 428,9 mln zł?
- Wartość szkody ustalono na podstawie realnie wytransferowanych w 2011 r. środków, uiszczonych na zakup obligacji, a także w związku z decyzjami o niedochodzeniu w 2014 r. należności z tytułu tych papierów oraz ich zrolowaniu już po terminie wymagalności. Jest przy tym wsparta zasięgniętą w sprawie opinią biegłych – mówi Janusz Kowalski.
Co na to wszystko Igor Chalupec? Przekazał nam jedynie, że nie komentuje działań prokuratury, a także „zdecydowanie” wyraża zgodę na publikację jego pełnych danych osobowych i wizerunku. Odpowiedzi nie doczekały się więc pytania PB dotyczące nie tylko zarzutów prokuratorskich, ale też wyjątkowo wysokich poręczeń i zabezpieczeń majątkowych ustanowionych w sprawie.
Wysokie poręczenia i jeszcze wyższe zabezpieczenia na majątku
Wszyscy podejrzani zostali objęci dozorem policyjnym, a dziewięć z jedenastu osób również zakazem opuszczania kraju. Wobec wszystkich podejrzanych śledczy zastosowali też poręczenia majątkowe wysokości od 100 tys. zł do 1 mln zł (łącznie około 6 mln zł). Najwyższa kaucja, czyli 1 mln zł, dotyczy właśnie Igora Chalupca. I jak informuje rzecznik prasowy krakowskiej prokuratury – to były szef Ruchu i jego obrońca złożyli wniosek o przyjęcie poręczenia majątkowego w takiej właśnie kwocie.
Krakowska prokuratura wobec jedenastki podejrzanych zastosowała też wyjątkowo wysokie, jak na polskie warunki, zabezpieczenia majątkowe, w łącznej kwocie około 70 mln zł. Chodzi głównie o ponad 50 nieruchomości obciążonych hipotekami przymusowymi, łącznie wartych ponad 68,3 mln zł (przy czym śledczy ustalają jeszcze szacunkową wartość czterech z nich). Zabezpieczone zostało też prawie 870 tys. zł w gotówce, udziały w spółkach oraz wartościowe ruchomości, takie jak zegarki kolekcjonerskie. Śledczy zabezpieczyli również rachunki bankowe i lokaty wszystkich podejrzanych do kwoty 40 mln zł.
W przypadku samego Igora Chalupca prokuratura obciążyła hipotekami przymusowymi nieruchomości o szacunkowej wartości prawie 10,5 mln zł, a dodatkowo zajęła udziały w spółkach warte szacunkowo 748 tys. zł oraz mienie ruchome o łącznej wartości blisko 384 tys. zł. Łącznie więc „rachunek” wystawiony byłemu właścicielowi Ruchu przez prokuraturę opiewa na 11,6 mln zł. A do tej kwoty trzeba dodać 1 mln zł poręczenia majątkowego.
Podejrzenia ws. drugiej "rolki" i wyprzedaży nieruchomości
Krakowska prokuratura zaznacza przy tym, że wciąż badane są inne możliwe nieprawidłowości, o których pisaliśmy w PB. Chodzi m.in. o sprawę kolejnego zrolowania obligacji Lureny, z 2017 r., na pięć lat, czyli do 2022 r. To właśnie na tej decyzji koncentrowało się zawiadomienie do prokuratury złożone w 2020 r. przez władze Ruchu, wybrane już przez państwowe trio: Orlen, PZU i Alior Bank, które za rządu PiS próbowało nieudolnie ratować podupadłego dystrybutora prasy.
Zgodnie z tym zawiadomieniem przy decyzji o drugiej „rolce” z 2017 r. chodziło jedynie o oddalenie w czasie problemu związanego z wykupem obligacji, a ówczesny zarząd Ruchu, kierowany przez Igora Chalupca, „miał świadomość co do niewypłacalności” Lureny, a tym samym „działał na szkodę spółki”.
Pod lupą śledczych jest też kwestia wyprzedawania nieruchomości Ruchu poniżej ich wartości rynkowej na podstawie nieaktualnych wycen. Ta sprawa łączy się z obligacjami Lureny, bo najcenniejsze nieruchomości, za około 180 mln zł, Ruch sprzedał tuż po prywatyzacji, w 2011 r. I to głównie z tych pieniędzy sfinansował zakup papierów dłużnych swego właściciela.
- W zakresie tych wątków kluczowe będą czynności procesowe nakierowane na ustalenie wszystkich pokrzywdzonych wierzycieli Ruchu oraz ustalenie finalnych nabywców wyprowadzonych z majątku spółki nieruchomości – mówi Janusz Kowalski.
Kilkanaście mln zł za obsługę prawną
Rzecznik krakowskiej prokuratury podkreśla przy tym, że przedmiotem śledztwa wciąż są też kwestie wielomilionowych wydatków Ruchu na obsługę prawną i consultingową, a także zaangażowanie Alior Banku w finansowanie kolportera.
Badane są wydatki głównie na obsługę prawną realizowaną przez znajomego Igora Chalupca, Macieja Mataczyńskiego, a także kancelarie prawne, których był wspólnikiem. Szefem biura prawnego Ruchu Maciej Mataczyński został już w 2010 r., a dwa lata później obsługa prawna kolportera została przeniesiona do kancelarii Mataczyński i Wspólnicy. W 2015 r. kontrakt z Ruchem przejęła z kolei kancelaria Sójka Maciak Mataczyński (SMM) i realizowała go kilka kolejnych lat.
Jak wysokie było wynagrodzenie kancelarii Macieja Mataczyńskiego za obsługę Ruchu? Z informacji PB, które ujawniliśmy w 2019 r., wynika, że w różnych okresach miesięczny ryczałt wahał się między 160 a 220 tys. zł netto. A Ruch ponosił dodatkowo koszty opłat, podróży czy specjalnych zleceń. Tylko od grudnia 2016 r. do listopada 2018 r. spółka uiściła na rzecz SMM ponad 5,3 mln zł brutto. Oznaczać to może, że przez cały okres współpracy kancelarie prawne mecenasa Mataczyńskiego zainkasowały zapewne ponad 15 mln zł.
Pytany o te wydatki Igor Chalupec zapewniał, że „pełna, całościowa i stojąca na najwyższym poziomie” obsługa prawna Ruchu, zapewniana przez kancelarie profesora Mataczyńskiego, była „niezwykle efektywnym rozwiązaniem” dla spółki.
AKTUALIZACJA: Już po publikacji niniejszego artykułu Maciej Mataczyński przesłał mejl do redakcji, w którym napisał, że koszty obsługi prawnej Ruchu w 2010 r., przed inwestycją Eton Park, wynosiły blisko 7 mln zł netto, a w kolejnym roku, w wyniku radykalnych oszczędności, spadły „praktycznie o połowę”. Według prawnika stało się tak mimo zwiększonego zakresu zadań, a koszty malały i w kolejnych latach, i były „znacząco niższe niż rynkowe”.
Kilkadziesiąt milionów złotych za doradztwo
W przypadku usług consultingowych z kolei pod lupą śledczych znajdują się głównie umowy na doradztwo, które Ruch zawierał z firmami z grupy Icentis, kontrolowanej przez Igora Chalupca. Jak pisaliśmy w PB, mimo stale pogarszającej się kondycji Ruchu Icentis za usługę zarządzania nim pobierał miesięcznie kwoty rzędu 350 tys. zł, co w latach 2010-18, wraz z dodatkowymi usługami doradztwa przy konkretnych projektach, kosztowało kolportera ponad 40 mln zł.
Jak te sowite przelewy na rzecz Icentisu komentował Igor Chalupec? Na pytanie, czy wynagrodzenia uiszczane na rzecz kontrolowanej przez niego spółki nie były za wysokie, nie odpowiadał i odsyłał nas do przedstawicieli Eton Parku, którzy o nich decydowali. Problem w tym, że fundusz ten od 2017 r. nie istnieje.
Wątek Alior Banku
W ostatnim z wciąż badanych wątków śledztwa idzie o to, że Alior udzielił Ruchowi w latach 2011-12 finansowania, mimo że analitycy kredytowi banku wskazywali na wiele poważnych zagrożeń, takich jak słaba kondycja finansowa kolportera czy nierealność jego prognoz. Wojciech Sobieraj i Cezary Smorszczewski, były prezes i wiceprezes Aliora, podkreślali w PB, że decyzja w sprawie Ruchu była w pełni zgodna z bankowymi regułami – podjął ją cały zarząd po akceptacji rady nadzorczej, a poprzedzona była pozytywną rekomendacją działu ryzyka i komitetu kredytowego banku.
Nie zmienia to faktu, że w ramach restrukturyzacji Ruchu, prowadzonej pod skrzydłami Orlenu, Alior umorzył aż 87,5 mln zł długów kolportera z tytułu kredytu, a wraz ze swoim właścicielem, czyli grupą PZU, wyłożył 70 mln zł na objęcie nowych akcji dystrybutora prasy (w momencie, kiedy większościowy pakiet kosztem 130 mln zł przejął Orlen).
