Jak Alior Bank wprawił się w Ruch

opublikowano: 18-11-2018, 22:00

Byłe władze banku zdecydowały o udzieleniu kolporterowi finansowania mimo wielu poważnych zagrożeń. Obecnym odbija się to czkawką

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak doszło do udzielenia przez Alior wielomilionowego finansowania
  • Jakie zastrzeżenia mieli do tego ruchu analitycy kredytowi banku
  • Czy wierzytelności Ruchu wobec Aliora są zagrożone

W lipcu 2018 r. ujawniliśmy w „PB” katastrofalny stan finansów Ruchu, dystrybutora prasy kontrolowanego i zarządzanego przez Igora Chalupca. Po naszych tekstach sąd otworzył przyspieszone postępowanie układowe, były prezes PKN Orlen zrezygnował z funkcji prezesa Ruchu, a faktyczną kontrolę nad nim przejął Alior Bank, największy wierzyciel, któremu spółka z tytułu kredytu i gwarancji winna jest około 170 mln zł. W międzyczasie rada nadzorcza banku zaczęła domagać się wyjaśnień, w obawie, że bank nie odzyska długu. Na jej potrzeby powstała wewnętrzna notatka, dotycząca okoliczności udzielenia kolporterowi finansowania. Alior nie chce się do tego odnieść, zasłaniając się tajemnicą bankową. Nam jednak udało się dotrzeć do dokumentu.

PODPISALI UMOWĘ:
PODPISALI UMOWĘ:
O udzieleniu Ruchowi finansowania w latach 2011-12 zdecydował zarząd Alior Banku, w którym zasiadali m.in. Wojciech Sobieraj (jako prezes) i Cezary Smorszczewski (jako wiceprezes). Zgodnie zapewniają, że podjęta wówczas decyzja była w pełni zgodna z bankowymi regułami.
Fot. GK

Nierealne prognozy

Relacje Aliora z Ruchem początek mają w 2011 r., kiedy to zaproszenie do złożenia oferty finansowania dystrybutora skierowała do banku kontrolowana przez Igora Chalupca spółka doradcza Icentis Corporate Solutions. W rezultacie Alior najpierw,w grudniu 2011 r., udzielił Ruchowi faktoringu na 100 mln zł, a potem, w kwietniu 2012 r., limitu wierzytelności na 260 mln zł, by rok później przedłużyć go na kolejny okres z kwotą 239 mln zł.

Wszystkie decyzje poprzedzone były pozytywnymi rekomendacjami komitetu kredytowego, a podjął je zarząd po akceptacji rady nadzorczej. W czym więc problem? Okazuje się, że zespół analityków kredytowych Aliora konsekwentnie wskazywał na wiele poważnych zagrożeń związanych z finansowaniem Ruchu. Z perspektywy czasu okazało się, że miał rację.

Analitycy podnosili m.in. nierealność bardzo optymistycznych prognoz przedstawianych przez zarząd Ruchu. Dystrybutor przewidywał wzrost sprzedaży, szybkie osiągnięcie rentowności i rosnący w tempie 100 proc. rocznie wskaźnik EBITDA. Tymczasem od 2010 do 2017 r. Ruch ani razu nie osiągnął zysku na działalności podstawowej, jego przychody zmniejszyły się o 63 proc. (z 3,6 mld zł do zaledwie 1,34 mld zł), a skumulowane straty przekroczyły 520 mln zł. W rezultacie kapitały własne dystrybutora na poziomie grupy kapitałowej skurczyły się do zaledwie 18,9 mln zł.

Indywidualne odstępstwa

Już w trakcie rozpatrywania pierwszego wniosku, w 2011 r., okazało się., że faktyczna EBITDA po październiku jest aż 20-krotnie niższa niż prognozowana, przez co spółkę cechuje „bardzo wysoki, nieakceptowany poziom długu do EBITDA”. To m.in. dlatego Ruchowi w grudniu 2011 r. udzielono jedynie „finansowania ustrukturyzowanego, jakim jest faktoring”.

Już jednak w kwietniu 2012 r. zarząd banku rozszerzył finansowanie Ruchu o kredyt w rachunku bieżącym i gwarancje, ustanawiając limit wierzytelności na 260 mln zł (finalnie udzielając go do poziomu 206 mln zł). Przy czym decyzja ta obudowana została dwiema kolejnymi, o „indywidualnych odstępstwach” od zapisów umowy i regulaminu kredytowania.

Stało się to po tym, jak dział ryzyka banku wskazywał m.in. na słabą kondycję finansową Ruchu, nieprawidłową strukturę finansowania majątku i fakt, że rating spółki był na niskim poziomie E. I to tylko dzięki temu, że właśnie w 2011 r. Ruch, tuż po prywatyzacji, w wyniku której spółkę przejął amerykański fundusz hedgingowy Eton Park, sprzedał swe najcenniejsze nieruchomości za prawie 183 mln zł. Po eliminacji tych jednorazowych zdarzeń rating Ruchu spadał do poziomu H, co oznaczało zagrożenie płynności.

Wypływające miliony

Analitycy banku zwracali uwagę także na to, że fundusze ze sprzedaży nieruchomości nie zostały zostawione w spółce, a „przekazane do właściciela w formie nabycia obligacji”. O co chodzi? O ujawniony przez „PB” fakt, iż właśnie w 2011 r. Ruch wydał aż 204 mln zł na trzyletnie obligacje holenderskiej spółki celowej Eton Parku — Lureny Investments (od 2017 r. kontrolowanej przez Igora Chalupca). Czy była to udana inwestycja? Bynajmniej. Papiery dwukrotnie musiały być rolowane: w 2014 r. na trzy lata, a w 2017 r. — na kolejne pięć, do 2022 r. Już na koniec 2017 r. Lurena była winna Ruchowi (wraz z odsetkami) aż 237,9 mln zł.

Bank akceptował też to, że mimo stale pogarszającej się kondycji Ruch sowicie wynagradzał kontrolowaną przez Igora Chalupca zewnętrzną spółkę Icentis Capital. Za usługę „zarządzania przedsiębiorstwem” pobierała ona od 350 tys. zł do 450 tys. zł miesięcznie, co łącznie w latach 2010-17 kosztowało Ruch prawie 40 mln zł. Przy czym nie były to wszystkie koszty zarządzania podupadającym gigantem. Tylko w latach 2010-14 Ruch niezależnie wypłacił swojemu zarządowi kolejne prawie 17 mln zł.

Kiepskie zabezpieczenia

O tym dokument wewnętrzny Aliora nie wspomina. Można w nim znaleźć natomiast uwagi działu ryzyka, wskazujące na słabość zabezpieczeń udzielonego finansowania. Chodziło m.in. o to, że zapasy, ze względu na specyfikę dystrybutora prasy, nie mają wartości dla banku, a także o brak wycen nieruchomości oraz założenie ich sprzedaży w kolejnych latach, co zresztą nastąpiło — od 2010 r. do dziś Ruch wygenerował na tym ponad 400 mln zł. Pieniądze ze sprzedaży nieruchomości, obciążonych hipotekami na rzecz banku, nie szły przy tym w całości na zmniejszenie kredytu, Ruch mógł zatrzymywać dla siebie 33 proc. Dopiero przed rokiem, w październiku 2017 r., przy podpisywaniu aneksu przedłużającego kredyt o kolejny rok, Alior wymógł, że cała kwota ze sprzedaży nieruchomości ma być przeznaczana na spłatę.

— Dziś te wszystkie zagrożenia się zrealizowały — o zaspokajaniu się z zapasów można zapomnieć, a wartość nieruchomości, które zostały, przy sprzedaży wymuszonej, to maksymalnie 30-40 mln zł — ujawnia nasz informator, zbliżony do sprawy.

Bezwartościowa marka

Decyzje Aliora z grudnia 2011 r. i kwietnia 2012 r. oparte były na wstępnych wynikach Ruchu za 2011 r. oraz prognozach na 2012 r. Jak podkreślają autorzy notatki, „wyniki te okazują się znacząco odbiegać od później dostarczonych sprawozdań ostatecznych Spółki”.

Mimo to w kwietniu 2013 r. bank podjął decyzję o przedłużeniu finansowania Ruchu z limitem wierzytelności na poziomie 239 mln zł. Przed jej podjęciem analitycy kolejny raz zwracali uwagę na nierealizowanie prognoz i „znaczące pogorszenie kondycji finansowej” oraz „zagrożoną płynność” spółki. Jej przychody w 2012 r. spadły aż o 37 proc., a ujemna rentowność była wykazana na każdym poziomie. Podkreślali też „wysoki poziom zaangażowania Banku w finansowanie Klienta” i fakt, że „w trakcie funkcjonowania limitu występowały liczne przypadki naruszenia (poziom obrotów, zapasów, należności)”.

Ryzyko miało ograniczać rozszerzenie zabezpieczeń, m.in. o znak towarowy Ruchu. W 2011 r. został on wyceniony na astronomiczne 223 mln zł i wniesiony aportem do spółki zależnej Ruch Marketing. To głównie dzięki tej transakcji, nie mającej pokrycia w przepływach finansowych, Ruch wykazał w 2011 r. jedyny po prywatyzacji zysk netto. Jednocześnie już w 2013 r. profesor Krzysztof Obłój, ówczesny członek rady nadzorczej Aliora, przestrzegał, że zastaw na znaku towarowym jest w praktyce nic nie wart: „nic z tym brandem nie można zrobić i dlatego ja bym nawet formalnie nie traktował znaku jako zabezpieczenia”. Tymczasem transakcje papierowe, jak ta dotycząca marki czy obligacji Lureny, zawierane ze spółkami powiązanymi, pozwoliły Ruchowi na pompowanie aktywów, a część z nich także na wygenerowanie wysokiego kapitału zapasowego, z którego mogły być pokrywane kolejne straty.

Osobowe powiązania

Decyzje o udzieleniu finansowania Ruchowi w latach 2011-12 podejmował zarząd kierowany przez Wojciecha Sobieraja. Wiceprezesem odpowiedzialnym za bankowość korporacyjną był w nim Cezary Smorszczewski, wieloletni prywatny znajomy i współpracownik Igora Chalupca, m.in. ze wspólnej wcześniejszej pracy w zarządach Banku Pekao i PKN Orlen (do koncernu paliwowego ściągnął go właśnie Igor Chalupec). Czy nie uważa, że powinien wyłączyć się z podejmowania decyzji ze względu na potencjalny konflikt interesów?

— Absolutnie nie. Bankowość korporacyjna oparta jest na relacjach i to, że faktycznie znam się od lat z Igorem Chalupcem nie miało tu żadnego znaczenia. To nie biznes, ale dział ryzyka rekomenduje udzielenie kredytu, a ostateczną decyzję podejmuje cały zarząd, po uzyskaniu — przy tak wysokim zaangażowaniu — akceptacji rady nadzorczej — komentuje Cezary Smorszczewski.

Zaznacza, że działalność kredytowa polega na minimalizacji i optymalizacji ryzyka, a nie jego eliminacji.

— W każdym banku zdarzają się kredyty niespłacane i z faktu, że sześć czy siedem lat po udzieleniu jakiegoś kredytu bank ma z nim problem, nie można wyciągać wniosków, że nie było podstaw do jego udzielenia — mówi Cezary Smorszczewski.

Wtóruje mu Wojciech Sobieraj.

— To, że analitycy kredytowi zwracają uwagę na różne elementy ryzyka, jest całkowicie normalne. Zapewniam jednak, że za mojej kadencji Alior Bank nie podjął żadnej decyzji bez pozytywnej rekomendacji komitetu kredytowego czy wbrew stanowisku działu ryzyka. To bezwzględna zasada, która obowiązywała w przypadku każdego kontrahenta, także Ruchu — komentuje Wojciech Sobieraj.

Cezary Smorszczewski nie był jedyną osobą z władz Aliora, związaną z Igorem Chalupcem, szefem rady nadzorczej, potem prezesem, a wreszcie też właścicielem Ruchu. Od marca 2016 r. do czerwca 2018 r. w radzie nadzorczej banku zasiadał Paweł Szymański, w latach 2010-13 wiceprezes i prezes, a w latach 2013-17 członek rady nadzorczej Ruchu, a jednocześnie wspólnik biznesowy Igora Chalupca w spółkach Icentis.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane