Banki budują kantory w sieci

Klienci coraz częściej kupują walutę w internecie, więc zamiast martwić się o tabelę kursową, lepiej wyjść im naprzeciw — uznały Raiffeisen i mBank.

Już tylko najmniej mobilni frankowicze spłacają raty kredytu według tabeli kursowej swojego banku. Pozostali kupują walutę w kantorach internetowych.

Od pięciu, sześciu lat rynek wymiany walut dla klientów indywidualnych w Polsce wygląda jak w PRL, kiedy obowiązywał oficjalny kurs NBP, ale co obrotniejsi zaopatrywali się w dewizy u koników pod Peweksem. Podobnie jest dzisiaj: banki sprzedają walutę według swoich cenników, daleko odbiegających od średniej tabeli kursowej NBP, i koszą na spreadach leniwych lub mniej obrotnych klientów. Sprytniejsi kupują euro, franki i dolary w kantorach internetowych po znacznie niższych cenach.

Przez lata banki zachowywały się tak, jakby nie widziały tej części rynku, choć liczba handlujących walutą w sieci sięga już kilkuset tysięcy osób, a wolumen obrotów wynosi około 30 mld zł rocznie. Branża obawiała się, że niskokosztowa platforma FX uszczupli jej przychody generowane przez oficjalną tabelę kursową. Pierwszy obaw wyzbył się Alior — otworzył internetowy kantor, co nie przeszkadza mu też rozliczać transakcji kartowych za granicą oraz innych operacji walutowych według cennika wiszącego w każdym oddziale.

Kantor internetowy odważyło się też otworzyć Meritum, wchłonięte już teraz przez Aliora, który w ten sposób umocnił pozycję w ścisłej czołówce internetowych platform FX dla indywidualnych kupców. Z naszych informacji wynika, że kolejne banki zamierzają pójść w jego ślady.

FX dla Kowalskiego i firmy

Własny kantor internetowy dla klientów indywidualnych przygotowuje mBank. Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, zostanie uruchomiony jeszcze w tym roku. Termin premiery uzależnia od zakończenia migracji klientów dawnego Multibanku na platformę mBankową, co jest obecnie absolutnym priorytetem banku. Kantor jest drugi na liście. Jeśli migracja przebiegnie gładko, platforma zostanie uruchomiona jesienią.

Bardzo zaawansowane prace nad własnym wehikułem do wymiany walut prowadzi Raiffeisen. Jak wynika z naszych informacji, ma on zupełnie inny pomysł biznesowy niż Alior, który prowadzi kantor w ramach banku, bardzo mocno związany z jego własnym brandem. Raiffeisen tworzy wydzieloną spółkę, przyznającą się co prawda do matki i używającą jej logo, jednak dysponującą sporą dozą samodzielności, własnym budżetem, bilansem i marketingiem.

Rkantor, bo tak się nazywa, bardziej przypomina klasyczną platformę internetową FX niż kantor Aliora, który świetnie nadaje się do kupna waluty i zasilenia nią karty w euro, funcie lub dolarze, ale trudniej i drożej przy jego pomocy zapłacić ratę kredytu frankowego w innym banku. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że Rkantor zamierza skoncentrować się na wymianie waluty oraz transgranicznych przekazach pieniędzy. Jeszcze w czasie wakacji kantor internetowy uruchomi BZ WBK. Będzie to platforma dla małych i średnich firm oraz korporacji.

— Pojawią się m.in. transakcje forward z możliwością wcześniejszej realizacji, zlecenia warunkowe typu order, alerty kursowe oraz depozyty negocjowane. Dodatkowym atutem nowej platformy będą personalizowane alerty FX. Klient dostanie, przez SMS lub e-mail, informację nie tylko o wykonanych zleceniach czy o kursie, ale również o braku pieniędzy na rozliczenie transakcji i wiele innych — mówi Rafał Foltynowicz, dyrektor departamentu usług skarbu BZ WBK.

Strach przed czarną owcą

Na kantorach internetowych, które w ciągu kilku lat z garażowych firm rozrosły się w poważne biznesy, informacja o bankowej konkurencji na ich podwórku specjalnego wrażenia nie robi.

— Większa konkurencja sprawi, że jeszcze większym wyróżnikiem powinna być cena, jakość, rozpoznawalność. Sądzę, że we wszystkich tych parametrach mamy pewne przewagi konkurencyjne — stwierdza Piotr Kiciński, wiceprezes Cinkciarz.pl. Zdaniem Rafała Łyczka, prezesa Inkantor.pl, bankom będzie trudno odebrać klientów platformom FX.

— Nie sądzę, żeby udało się to komuś poza Aliorem, który zachował się jak typowy bank, oferując przez pewien czas zaniżone ceny w celu przyciągnięcia klientów. Obecnie ceny nie są już tak atrakcyjne i klienci do nas wracają — mówi Rafał Łyczek. Znacznie większym zmartwieniem platform internetowych jest ryzyko, że na rynku pojawi się czarna owca — słaby kantor, który albo upadnie, albo zdefrauduje pieniądze klientów, psując przy okazji opinię całej branży.

Afera ą la Amber Gold mogłaby przestraszyć klientów i przekierować ich do banków, kontrolowanych przez nadzór finansowy. Kantory internetowe, które wydarły sektorowi bankowemu niemałą grupę klientów i pokaźne przychody z wymiany walut, zasadzają się tymczasem na drugie źródło zysków — transfery transgraniczne.

Banki naliczają bardzo wysokie prowizje od przelewów zagranicznych lub opłaty z tytułu pośrednictwa w przekazaniu pieniędzy. Pierwsze oferty internetowej konkurencji powinny pojawić się na początku przyszłego roku. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Banki / Banki budują kantory w sieci