Sezon raportów kwartalnych tradycyjnie rozpoczął Bank Millennium. I tradycyjnie już nie miał się czym pochwalić. Wyniku netto nie upiększyły operacje jednorazowe, więc wrócił poniżej 30 mln zł, które w ostatnich latach stanowią dla spółki kontrolowanej przez portugalski BCP pułap możliwości. Cieszy wzrost kredytów hipotecznych i niemal zerowe saldo rezerw, ale wynik odsetkowy i prowizyjny okazał się niższy niż w poprzednim kwartale. Nie udało się też mocniej zredukować kosztów, przez co ich relacja do dochodów znowu znacznie przekracza 80 proc. Nic więc dziwnego, że we wtorek tylko na początku sesji akcje Millennium zachowywały się lepiej od konkurentów.
Kwartalne wyniki potwierdziły, że Millennium nie potrafi dobrze zarabiać. Skoro nie nauczył się tego przez lata, pora na pomoc ze strony tych, którzy wiedzą, jak to robić. Na pierwszy plan wysuwa się Bank BPH, którego prezes ujawnił, że chce przejąć uniwersalny bank o 3-5-proc. udziale w rynku. W grę mogą wchodzić Kredyt Bank, BRE Bank i Millennium. Bank Bogusława Kotta jest najmniejszy. BPH bardziej skorzystałby na przejęciu Banku KB, a poprzez BRE Bank uzyskałby m.in. wiodący bank internetowy. Przejęcie Millennium byłoby jednak łatwiejsze (portugalski właściciel jest mniej zdeterminowany, by pozostać w Polsce), a co ważniejsze — tanie (choć KB wydaje się jeszcze tańszy).
Przejmując Millennium, 1 proc. udziału w rynku depozytów, na którym BPH jest słabszy niż w kredytach, można zdobyć już za 600 mln zł. To blisko dwukrotnie taniej niż w Pekao, BZ WBK i samym BPH. Przejęcie Millennium pomogłoby awansować BPH na drugie miejsce w sektorze i pozwoliłoby znacznie przekroczyć próg 10 proc. udziału w rynku, przez wielu uznawany za warunkujący samodzielne funkcjonowanie w długim terminie.
Millennium chce w 2006 r. osiągnąć 10-
-proc. ROE. To mało ambitna, ale realna prognoza, która jednak nie uzasadnia wyceny banku o 30 proc. powyżej wartości księgowej. Kurs podtrzymują pojawiające się regularnie spekulacje na temat przejęcia Millennium oraz możliwość odsprzedaży 10-proc. pakietu akcji PZU. Od 5 listopada bank będzie miał do tego prawo, ale musiałby podzielić się wpływami z transakcji z BCP (niestety, nie wiemy, na jakich zasadach), o ile wartość operacji przekroczy 1,6 mld zł. Akcje banku pozostają wśród najbardziej ryzykownych papierów w sektorze. Ewentualne przejęcie mogłoby z nawiązką wynagrodzić inwestorom ponoszone ryzyko. Ale na wycenę 16 zł za akcję z próby wrogiego przejęcia banku w 2000 roku jednak nie liczmy.