Wspólnym elementem jest na przykład idea rewitalizacji polskiego przemysłu. Inne są recepty i zwłaszcza metody finansowania, ale cel mniej więcej podobny. Obecnie na polski PKB pracują przede wszystkim usługi, a udział przemysłu realnie sięga najwyżej 20 proc. Ambitnym zadaniem na najbliższe lata staje się jego wzrost do choćby 22 proc., taka ma być średnia unijna.
Kryzys potwierdził, że w ciężkich czasach lepiej radzą sobie gospodarki solidnie zakotwiczone w przemyśle. Przebicie się tej prawdy do świadomości decydentów Unii Europejskiej było zatem dość naturalne, ale gorzej z realizacją, ponieważ hasła odbudowy przemysłu silnie zderzają się z polityką klimatyczną. To klasyczny syndrom kwadratury koła. Europejskim interesem jest zrównoważenie celów klimatyczno-energetycznych z przemysłowymi. Polityka samoograniczania emisji gazów okazuje się jednak znacznie bardziej skuteczna i zwarta, co potwierdził niedawny spór wewnątrz Komisji Europejskiej — zielone było na wierzchu.
W tym kontekście industrialny renesans w Polsce będzie podwójnie trudny. Symboliczną pierwszą jaskółką staje się rozbudowa elektrowni Opole, największa stricte przemysłowa inwestycja od roku 1989. Potężną barierą nie są nawet same pieniądze, lecz zapóźnienie technologiczne i niska innowacyjność. Bez radykalnej zmiany w tym obszarze nie ma w Polsce mowy o zmniejszeniu energochłonności przemysłu — i ponadpartyjny cel zostanie tylko na papierze.