Barroso: Droga do wyznaczonych celów może potrwać dłużej

opublikowano: 2004-08-20 14:29

Przewodniczący przyszłej Komisji Europejskiej Jose Manuel Durao Barroso uważa, że Unia Europejska może stać się najnowocześniejszą gospodarką na świecie, ale być może unijni przywódcy "zbyt ambitnie" wyznaczyli sobie datę osiągnięcia tego celu na 2010 rok.

W opublikowanym w piątek wywiadzie dla pięciu dużych dzienników europejskich Barroso podkreślił, że chce być "uczciwym mediatorem" między krajami UE i zależy mu na dobrej współpracy z największymi z nich - Francją i Niemcami. Zarazem wskazał na potrzeby nowych członków Unii: "Popełniamy duży błąd, jeżeli pieniądze wydawane na nowe kraje członkowskie uważamy za stracone" - powiedział.

Barroso zapowiedział, że prace nad przyszłym unijnym budżetem zamierza opierać na krytykowanych przez unijnych płatników netto propozycjach obecnej Komisji kierowanej przez Romano Prodiego. Niemiecka prasa komentuje tę deklarację jako "pierwszą próbę sił" między szefem przyszłej Komisji a krajami, które do UE wpłacają więcej niż z niej dostają, szczególnie z Niemcami.

"Uczynienie z UE najbardziej konkurencyjnej gospodarki na świecie jest celem, który możemy osiągnąć, i nie powinniśmy tracić odwagi" - powiedział Barroso cytowany m.in. przez brytyjski dziennik "Financial Times".

Przyznał jednak, że wyznaczona w tzw. Strategii Lizbońskiej data osiągnięcia tego celu - 2010 rok - może być "zbyt ambitna".

Szef przyszłej Komisji Europejskiej zdaje sobie sprawę, że sporo odpowiedzialności za reformowanie gospodarki UE spoczywa na państwach członkowskich. Jednak uważa, że Komisja Europejska może odgrywać wartościową rolę pomagając rządom w obraniu odpowiedniego kierunku polityki i wyznaczeniu ram reform gospodarczych w Unii.

Barroso podkreślił też, że nie szuka konfrontacji z państwami Unii, ale chce raczej być "uczciwym mediatorem" pomiędzy różnymi narodowymi interesami. Jego zdaniem, w Unii 25 państw wypracowanie kompromisu w trudnych sprawach bez pomocy Komisji będzie niezwykle trudne, jeżeli nie niemożliwe.

"Będę się starał wysłuchać wszystkich poglądów i proponować rozwiązania" - powiedział.

Gdy tydzień temu Barroso niespodziewanie przedstawił podział kompetencji między 24 komisarzy i okazało się, że dwa największe kraje dostały niezupełnie to, czego chciały, komentatorzy ogłosili Portugalczyka pogromcą francusko-niemieckiej osi w Unii Europejskiej.

W czwartek Barroso podkreślił jednak szczególną rolę tych dwóch państw jako siły napędowej Europy.

"Myślenie, że Europa może iść naprzód bez francusko-niemieckiego motoru, jest wielkim błędem - powiedział. - Życzyłbym sobie, by Francja i Niemcy nadal blisko współpracowały. Gdyby nie współpracowały, wszyscy byśmy na tym ucierpieli".

Niemieckie dzienniki "Sueddeutsche Zeitung" i "Financial Times Deutschland" zwracają uwagę na deklarację Barroso o tym, że podstawą prac nad przyszłym budżetem UE na lata 2007-2013 będzie krytykowana przez unijnych płatników netto (w tym Niemcy) propozycja obecnej Komisji Europejskiej Romano Prodiego.

W myśl tej propozycji, wydatki na UE w latach 2007-2013 wyniosłyby rocznie 1,14 procent PKB. Oznacza to zwiększenie unijnego budżetu z ok. 100 mld euro rocznie do 143 mld euro i tym samym większe obciążenia dla krajów, które do UE wpłacają więcej, niż od niej dostają.

Barroso argumentował w wywiadzie, że większe potrzeby finansowe UE wiążą się m.in. z ostatnim rozszerzeniem. Ponadto - dodał - bez wystarczających środków UE nie może mieć ambitnych celów.