Baty za Węgrów

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 22-10-2008, 00:00

Polak, Węgier — dwa bratanki. Ale tym razem władze finansowe naszych braci ciągną nas na dno.

W Budapeszcie zapanował chaos. Złoty i forint słabną.

Polak, Węgier — dwa bratanki. Ale tym razem władze finansowe naszych braci ciągną nas na dno.

Węgry grzęzną w kryzysie finansowym. Wczoraj bank centralny zdecydował się na desperacką próbę ratowania spadającej w przepaść rodzimej waluty — forinta. Za jednym zamachem podniósł stopy procentowe aż o 300 pkt baz. Ekonomiści i inwestorzy osłupieli, zazwyczaj już ruch o 50 pkt traktuje się jako radykalny. Na Węgrzech główna stopa wynosi teraz 11,5 proc. — najwięcej od ponad czterech lat.

Wieść gminna

Co doprowadziło Węgrów do takich kłopotów? Wszystko zaczęło się od plotki.

— Dwa tygodnie temu rozeszła się wieść, że OTP, największy detaliczny bank, jest na skraju upadku. To zachwiało zaufaniem inwestorów do tamtejszego systemu finansowego — mówi Jarosław Janecki, główny ekonomista Societe Generale.

Lawina ruszyła. Forint i indeksy giełdowe runęły. Następnie międzynarodowe agencje ratingowe obniżyły oceny węgierskiej gospodarki.

— Już wówczas robiło się gorąco, tymczasem władze finansowe nie potrafiły nic z tym zrobić i wzajemnie sobie przeszkadzały. Bank centralny stworzył rozczarowujący pakiet zaufania. Pompowane w system pieniądze były jednocześnie ściągane z rynku przetargami na papiery skarbowe — tłumaczy Jarosław Janecki.

Inwestorzy przestali ufać węgierskim władzom i zaczęli masowo wycofywać swoje pieniądze. Forint i giełdy pokonywały kolejne pułapy. Oliwy do ognia dolała wtorkowa wypowiedź Ferenca Karwalitsa, wiceprezesa węgierskiego banku centralnego, który oświadczył, że nie planuje na razie przeprowadzenia interwencji walutowej i nie użyje dostępnych rezerw na zasilenie w płynność systemu finansowego. Zrobi to dopiero w ostateczności.

— Taka wypowiedź była jak połaskotanie wściekłego wilka po nosie. Inwestorzy zobaczyli, że chociaż kryzys już wdarł się do Węgier, decydenci nadal bagatelizują sytuację — twierdzi główny ekonomista Societe Generale.

To spowodowało, że w nocy z wtorku na środę forint stracił 3 proc. wartości w stosunku do dolara. Wczorajsza podwyżka stóp to bezpośredni skutek właśnie tego osłabienia.

Bez porównania

Nieporadność władz finansowych w Budapeszcie odbija się niestety też na wielu innych krajach, w tym na Polsce.

— Zagraniczni inwestorzy — na podstawie swojej oceny ryzyka — wkładają kraje do różnych koszyków. My znaleźliśmy się w tym samym co Węgry. Niestety. Kiedy inwestorzy przestają ufać jednemu państwu i wycofują z niego pieniądze, automatycznie wychodzą też z innych z danego koszyka — tłumaczy ekonomista Ryszard Petru.

Dlatego nurkujący forint ciągnie za sobą złotego. Tylko od poniedziałku obie waluty straciły po kilkanaście proc. w stosunku do dolara. Podobny pesymizm panuje na giełdach w Warszawie i Budapeszcie, skąd w ostatnich tygodniach wyparowało kilkadziesiąt procent kapitału. Wczoraj WIG20 spadł o 7,6 proc., do poziomu 1684 pkt, najniższego od sierpnia 2004 r. A przecież różnimy się od Węgier niemal we wszystkim.

— Węgry mają znacznie niższy wzrost gospodarczy, słabszy popyt wewnętrzny, wyższą inflację i deficyt obrotów bieżących, a od wczoraj też dwukrotnie wyższe stopy procentowe. My spełniamy wymogi przyjęcia euro, oni nie — wylicza Ryszard Petru.

Inwestorzy jednak tego nie widzą.

— W obecnej sytuacji rynkiem finansowym rządzą nastroje, a nie argumenty oparte na twardych danych makroekonomicznych. Nie ma żadnych fundamentalnych przesłanek, żeby złoty tak słabł — mówi Łukasz Tarnawa, ekonomista PKO BP.

Skończyć ze złą opinią

Przynależność do jednego koszyka z Węgrami uderza przede wszystkim w gospodarstwa domowe.

— Od początku września do wczoraj przeciętna rata kredytu hipotecznego we frankach (na 300 tys. zł na 30 lat przy wkładzie własnym 25 proc.) wzrosła z 1543 zł do 1919 zł — mówi Jarosław Sadowski, analityk Expandera.

Ale nie tylko kredytobiorcy mają prawo narzekać na węgierskie władze.

— Wyższe raty kredytów oznaczają mniej pieniędzy w portfelach Polaków. Spada więc konsumpcja, a to hamuje wzrost gospodarczy — twierdzi Jarosław Janecki.

Kiedy porzucimy balast słabiej rozwijających się krajów? To zależy przede wszystkim od polityków. Wchodząca w przyszłym roku do strefy euro Słowacja została niedawno wyjęta z naszego koszyka.

— Tak może być też z nami — podsumowuje Ryszard Petru.

Koszyk gospodarczych stereotypów

Ekonomiści największych instytucji finansowych świata oceniają ryzyko inwestowania w poszczególnych krajach. Na tej podstawie tworzą tzw. koszyki — grupy krajów o podobnym poziomie ryzyka, chociaż często położonych w zupełnie różnych zakątkach świata. Jeśli jakaś instytucja wycofuje pieniądze z jednego kraju, automatycznie robi to w pozostałych. Dlatego kraj o solidnych podstawach makroekonomicznych i silnym systemie finansowym może zostać porzucony przez zagranicznych inwestorów.

Inwestorzy umieścili Polskę w jednym koszyku z:

Węgrami, Czechami, Rumunią, Bułgarią, Litwą, Łotwą, Estonią, RPA, Brazylią, Argentyną, Chile, Meksykiem, Peru.

Firmy z niepokojem patrzą na rynek walutowy

W innych okolicznościach eksporterzy świętowaliby z powodu słabego złotego. Nie tym razem. Gwałtowne wahania nie wróżą niczego dobrego.

Janusz Niedźwiecki

prezes Apatora

W naszej grupie eksport to 30-40 proc. sprzedaży, dlatego osłabienie złotego na pewno poprawi nasze wyniki. Nawet jeśli część przychodów walutowych mieliśmy zabezpieczoną i na tych transakcjach poniesiemy stratę. W dłuższym terminie patrzę na ten trend z pewnym niepokojem. Złoty osłabia się za szybko, a duża niestabilność kursów przeszkadza w biznesie. To utrudnia zarządzanie ryzykiem walutowym.

Paweł Moczulski

prezes Mieszka

Umacniający się złoty był wyzwaniem. Nasze marże spadały, a koszty surowców i energii rosły. Teraz możemy odetchnąć, choć nie tak mocno, jak byśmy chcielibyśmy. To skutek rekordowych cen surowców, m.in. ziarna kakaowego. Mimo to nasze przychody wzrosną, tym bardziej że spowolnienie gospodarcze obserwowane w krajach, w których sprzedajemy produkty, nie odbiło się na popycie. W ciężkich czasach ludzie chcą mieć namiastkę luksusu za niską cenę, a czekolada, jak każdy wie, poprawia humor.

Grzegorz Koterwa

członek zarządu Artmana

Osłabiający się złoty nie wpłynie w żaden sposób na tegoroczne wyniki, bo zakładaliśmy, że kurs będzie zniżkował i zakupiliśmy większą partię towaru, gdy złoty był na górce. Jeśli obecny trend się utrzymywa, w 2009 r. wyniki finansowe mogą być jednak gorsze. Dlatego zależy nam na działaniach władz sprzyjających umacnianiu się złotego. Na szczęście nasza firma jest też eksporterem, a tani złoty zwiększa zyski.

Stanisław Więcek

prezes Energoinstalu

Umocnienie złotego jest po myśli eksporterów. Większość z nich ubezpieczyła kontrakty i teraz czują niedosyt, bo przez najbliższy czas mogą z tego nie skorzystać. Słaby złoty na razie nie zrekompensuje straty związanej z osłabieniem popytu za granicą.

Bogusław Pilszczek

prezes ES-Systemu

Wszelkie gwałtowne zmiany nie są dobre. Ale generalnie osłabienie złotego jest pozytywnym sygnałem dla eksporterów. Myślę, że obserwowany dziś kryzys zapewne spowoduje zmniejszenie liczby zamówień, a osłabiający się złoty wywoła ruch w drugą stronę, dzięki czemu będziemy bardziej konkurencyjni. Zbilansowanie tego może dać wynik zerowy w przełożeniu na przychody eksporterów.

Maciej Formanowicz

prezes Forte

Eksportujemy blisko 90 proc. produkcji, więc osłabienie złotego — zarówno dla nas, jak i dla całej branży meblarskiej — jest dobre. Istotne jest jednak to, że osłabienie jest zaskoczeniem i pozostaje pytanie, jak sytuacja się rozwinie. Najbardziej niekorzystne jest bowiem nie stałe wzmocnienie czy osłabienie, ale nagłe wahania.

Piotr Szeliga

prezes Impexmetalu

Patrzę na osłabienie złotego z nadzieją, choć należy pamiętać, że każda gwałtowna zmiana na rynku walutowym niesie ryzyko. Osłabienie złotego może częściowo zrekompensować nam straty związane z odczuwalnym już spadkiem popytu za granicą, ale na pewno ich całkowicie nie zniweluje.

Jacek

Kowalczyk

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / Baty za Węgrów