Będzie 1 mld zł dzięki pseudoprywatyzacji

Agnieszka Berger
28-11-2006, 00:00

Ministerstwo skarbu nie ma nic przeciwko prywatyzacji. Jest tylko jeden warunek — inwestor musi być pod jego kontrolą…

 

Wszystko wskazuje na to, że przed końcem roku dojdzie do jeszcze jednej sporej transakcji akcjami państwowej spółki. Inwestora dostanie Zespół Elektrociepłowni Bydgoszcz. Nabywcą będą kontrolowane pośrednio w 100 proc. przez skarb państwa Elektrownie Szczytowo-Pompowe (ESP, spółka z grupy Polskich Sieci Elektroenergetycznych). Ministerstwo Skarbu Państwa (MSP) nie ma nic przeciwko sfinalizowaniu tej transakcji (jej wartość to ponad 200 mln zł). Wręcz przeciwnie, resort skarbu patronował ostatniej turze negocjacji między ESP a załogą bydgoskiej spółki w sprawie pakietu socjalnego (dwie poprzednie próby w ramach wyznaczonej wyłączności nie powiodły się). Najpierw mediował między zwaśnionymi stronami, a potem wydelegował obserwatora, który czuwał nad przebiegiem rozmów odbywających się bez udziału kontrowersyjnego doradcy związkowców (ESP przypisywały mu winę za poprzednie niepowodzenia).

Dzięki temu w piątek udało się parafować pakiet socjalny.

— Związkowcy już go formalnie zaakceptowali, a my potrzebujemy zgody rady nadzorczej i akcjonariusza. Właśnie kończymy prace nad wnioskiem do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który we wtorek — po zaakceptowaniu przez zarząd — powinien trafić do adresata — zapowiada Jan Tokarz, prezes ESP.

Jego zdaniem, nic nie powinno przeszkodzić w sfinalizowaniu zakupu ZEC Bydgoszcz jeszcze w tym roku, mimo że wznowione pod koniec września rozmowy z MSP nad ostatecznym kształtem umowy prywatyzacyjnej jeszcze się nie zakończyły.

— Nie rozmawiamy już o parametrach transakcji. Chodzi wyłącznie o wzmocnienie pozycji skarbu państwa w sferze nadzoru właścicielskiego — większy rygor w zakresie sprawozdawczości i mocniejsze gwarancje, w postaci kar umownych, wypełnienia zobowiązań inwestycyjnych — wyjaśnia Jan Tokarz.

Wanda nie dla Niemca

Sprzedaż bydgoskich elektrociepłowni będzie jedyną w tym roku dużą transakcją akcjami spółki skarbu państwa obok zbycia dwóch firm z sektora wielkiej syntezy chemicznej (Zachemu i Sarzyny) na rzecz giełdowego, ale również kontrolowanego przez państwo Ciechu. Dwie inne duże prywatyzacje — sprzedaż Zespołu Elektrowni Dolna Odra hiszpańskiej Endesie i dwóch zakładów azotowych (Kędzierzyna i Tarnowa) niemieckiemu PCC — zakończyły się fiaskiem. Z tych faktów wyłania się smutny obraz polityki prywatyzacyjnej rządu. Prywatyzacja jest dobra, pod warunkiem że… nie jest prywatyzacją.

W przypadku obu niedoszłych transakcji z prywatnymi inwestorami resort skarbu wytaczał potężne działa, uzasadniając odstąpienie od sprzedaży. O rezygnacji z wprowadzenia inwestora do ZEDO (który ostatecznie trafi do państwowej Polskiej Grupy Energetycznej) miało przesądzić ryzyko przejęcia Endesy przez niemiecki E. ON i sprzeciw Sejmu. W przypadku umowy z PCC chodziło o niekorzystne, w opinii MSP, ceny oferowane przez inwestora, z którym jednak nie chciano rozmawiać o podwyższeniu oferty. Zdaniem Roberta Gwiazdowskiego, prezydenta Centrum im. Adama Smitha (CAS), w obu przypadkach mamy do czynienia z „syndromem Wandy, co nie chciała Niemca”, a podnoszone przez MSP argumenty sprawiają wrażenie pretekstów.

Głupota albo zła wola

— Myślenie w kategoriach fobii jest najgorszym doradcą prywatyzacyjnym. W przypadku PZU powiedzieliśmy Allianzowi „nie”. W rezultacie Axa złożyła śmieszną ofertę i wykreowaliśmy dziwnego inwestora, Eureko, z którym borykamy się do dziś — mówi ekspert CAS.

Podkreśla, że sprzedaży jednej państwowej spółki innej, również kontrolowanej przez państwo, absolutnie nie można nazywać prywatyzacją.

— Wszystkie twierdzenia o bezpieczeństwie kraju i potrzebie zachowania kontroli właścicielskiej nad różnymi dziedzinami gospodarki wynikają albo z kompletnej niewiedzy o przebiegu procesów gospodarczych, albo z chęci zapewnienia łupów dla kolegów w postaci posad w państwowych spółkach — dodaje Robert Gwiazdowski.

Jego zdaniem, o decyzji prywatyzacyjnej powinny przesądzać tylko dwa czynniki — wiarygodność inwestora i cena zadeklarowana w ramach licytacji.

— Dobrym wyznacznikiem ceny może być też sprzedaż akcji na giełdzie, choć zazwyczaj uzyskuje się wtedy mniej niż jest gotów zapłacić inwestor strategiczny. Jeśli MSP w ciągu roku doprowadzi do sprzedaży zakładów azotowych na parkiecie, będziemy mieli szansę przekonać się, czy miało rację odstępując od transakcji z PCC — uważa szef CAS.

Na razie jednak nawet do giełdowej prywatyzacji resort skarbu zdaje się podchodzić z rezerwą, czego dowodem są pozostające wciąż w sferze planów debiuty Ruchu i PLL LOT.

Okiem opozycji

To jest droga donikąd

Obecny minister skarbu (i rząd) z nieukrywanym lękiem podchodzą do prywatnych inwestorów. Niestety, problem nie dotyczy tylko ZEDO, Kędzierzyna czy Tarnowa. Mamy do czynienia z odwrotem od prywatyzacji. W tej sytuacji próbuje się poszukiwać innych rozwiązań, np. sprzedaży spółek państwowych spółkom, w których kontrolę ma państwo. To jednak droga donikąd.

Aleksander Grad

wicszef sejmowej Komisji Skarbu Państwa

 

Okiem koalicji

To nie resort prywatyzacji

Tym się różni doktryna PiS od liberalnych doktryn PO czy SLD, że my dosłownie rozumiemy to, czym ma się zajmować ministerstwo skarbu. Ma dbać o skarb państwa, a nie dogmatycznie czy doktrynalnie prywatyzować. To nie jest ministerstwo prywatyzacji. W tej samej logice mieści się wzmacnianie zasobności skarbu państwa, a nie jego uszczuplanie. Na to głosowali ludzie.

Jacek Kurski

wiceszef sejmowej Komisji Skarbu Państwa

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Berger

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Będzie 1 mld zł dzięki pseudoprywatyzacji