Informatyczna firma skupi się w tym roku na śrubowaniu marży. Chce zwiększyć udział w rynku. Także dzięki akwizycjom.
Do niedawna zarząd Betacomu nie miał wątpliwości, że mijający rok finansowy będzie dla spółki rekordowy (kończy się w marcu 2009). Co prawda już widać wpływ kryzysu, ale informatyczna firma kolejny raz zanotuje wzrost przychodów.
— Na kondycję spółki wpływa drugie półrocze, które ze względu na kryzys finansowy na rynkach światowych nie będzie lepsze od tego samego okresu w poprzednim roku. Mimo to prognozujemy, że ten rok będzie rekordowy pod względem przychodów — mówi Mirosław Załęski, prezes Betacomu.
W poprzednim roku finansowym obroty sięgnęły 143 mln zł, a w obecnym osiągnęła taką sprzedaż już po trzech kwartałach. W 2008 r. firma podpisała m.in. dwa kontrakty z MEN, które przyniosły jej 90 mln zł. Pod koniec grudnia doszła umowa o wartości 8 mln zł na realizację wspólnego projektu z Politechniką Gdańską.
— Zrealizowaliśmy też wiele mniejszych projektów. Dzięki nim udało nam się zdywersyfikować sprzedaż produktów i usług. Takie wysokomarżowe projekty są dla nas bardzo ważne — wyjaśnia Mirosław Załęski.
Dodaje, że spółce zależy szczególnie na produkcji oprogramowania własnego, dającego wyższe marże. Ma ono stanowić coraz większą część sprzedaży. Firma chce też zwiększać udział w rynku — niewykluczone, że również przez akwizycje.
— Kryzys na rynkach finansowych, a co za tym idzie, spadające wyceny firm, sprzyjają akwizycjom i realniej odzwierciedlają ich wartość. Cały czas przyglądamy się kilku spółkom i nie wykluczamy, że dokonamy akwizycji jednej z nich po pozytywnym zakończeniu procesu due diligence lub zainwestujemy w nowy obszar działalności — zapowiada Mirosław Załęski.