Bez inwestycji nie będzie innowacji

Mirosław Konkel
opublikowano: 2009-10-23 00:00

Bez współpracy między biznesem a nauką marzenia o "czystej" energetyce pozostaną mrzonkami.

Biznes powinien wspierać przemiany technologiczne w energetyce

Bez współpracy między biznesem a nauką marzenia o "czystej" energetyce pozostaną mrzonkami.

Gdy dzisiaj myślimy o polskiej energetyce, przed oczami stają nam obrazy kombajnów drążących węgiel kamienny oraz ogromne hałdy węgla brunatnego.

Za dwadzieścia lat skojarzenia powinny być kontrastowo odmienne: czyste i eleganckie wiatraki energetyczne, ogniwa słoneczne na dachach budynków, niewielkie przydomowe biogazownie służące utylizacji odpadów biodegradowalnych oraz większe na potrzeby całych miejscowości, wykorzystujące jako surowce energetyczne specjalne odmiany kukurydzy, buraków i słomy. Jeśli się powiedzie, będzie oszczędniej, czyściej i bardziej ekologicznie. Ale do tego potrzeba mnóstwa innowacji.

Z poparciem Brukseli

Profesor Jan Popczyk w wykładzie inaugurującym rok akademicki Politechniki Śląskiej nakreślił wizję nowej energetyki, w której nacisk będzie położony na zarządzanie energią, a nie na jej produkcję. Na energetykę przyszłości mają złożyć się coraz lepsze technologie produkcji energii, rozwiązania chroniące środowisko, technologie teleinformatyczne i biotechnologie. Wszystkie te dziedziny mają się wzajemnie przenikać, przy wsparciu nowoczesnej techniki i odpowiednio zmieniających się regulacji prawnych.

W tym kierunku dąży Unia Europejska. Na początku października Bruksela zaprezentowała plan "Inwestowanie w rozwój niskoemisyjnych technologii energetycznych", którego celem jest obniżenie emisji gazów cieplarnianych z elektrowni węglowych. W ciągu najbliższych dziesięciu lat wydatki na badania w dziedzinie technologii energetycznych sięgną kwoty 50 mld EUR. Najwięcej otrzymają takie dziedziny, jak energia słoneczna (16 mld euro) i utylizacja gazów cieplarnianych (13 mld EUR).

Ludzie, planeta, zysk

Adam Koniuszewski, dyrektor zarządzający Green Cross International, wskazuje na wciąż niewielką opłacalność technologii odnawialnych, a przez to brak kapitału inwestycyjnego.

— Wyraźną deklaracją będzie zlikwidowanie ogromnych, sięgających 300 mld USD, subsydiów przemysłu paliw kopalnych i przeznaczenie tych funduszy na dopłaty do wdrożeń technologii czystej energii oraz na badania surowców odnawialnych — podkreśla menedżer.

Przykładem takiego podejścia jest według niego Swissnex — inicjatywa łącząca wysiłki rządowe, naukowe i biznesowe. A także projekt realizowany w USA, gdzie za pozwoleniem rządu specjaliści rozpoczęli przekształcanie regionu Appalachów — z ekonomii opartej na węglu na ekonomię opartą na źródłach odnawialnych.

— Eksperyment ten ma nie tylko wymiar gospodarczy, ale i społeczny — zamykanie kopalń i wdrażanie pracowników w nowe zawody związane z przyszłością energetyki, tak zwane green collar jobs — zauważa Adam Koniuszewski.

A jak jest w Polsce? Choć na razie branża energetyczna korzysta z pomocy naukowców w ograniczonym zakresie, widoki na przyszłość są obiecujące. Dużo dobrego czynią w tym kierunku konferencje, takie jak "Rynek energetyki wiatrowej w Polsce", które pozwalają nie tylko na rozwój wiedzy, ale i na bezpośrednie nawiązanie kontaktów biznesu i nauki. Zainteresowanie jest — edycja 2009 przyciągnęła 630 uczestników — o 30 proc. więcej niż poprzednia.

Więcej chęci niż pieniędzy

Na współpracę między biznesem a nauką na polu innowacji nie narzeka profesor Józef Lorenc z Politechniki Poznańskiej. Jest on zadowolony z kooperacji swojej uczelni z sektorem energetycznym, m.in. z koncernem Enea (w zakresie energii odnawialnej), z firmą Relpol Polon (we wdrożeniu nowoczesnych urządzeń elektroenergetycznej automatyki zabezpieczeniowej) oraz z wieloma zakładami energetycznymi (w dziedzinie diagnostyki transformatorowej i modernizacji sieci elektroenergetycznych).

— Rodzimy biznes oczekuje od nas gotowych rozwiązań, bo często nie stać go na finansowanie badań — podkreśla profesor.

Tymczasem — jak twierdzi — trudno stworzyć coś naprawdę innowacyjnego bez odpowiednich nakładów finansowych i bez dłuższego horyzontu czasowego.

— Środki ministerialne i unijne, którymi dysponują uczelnie, z pewnością nie wystarczą. Renomowane koncerny zachodnie często finansują studia doktoranckie oraz mają własne laboratoria i ośrodki badawcze. Dla krajowych przedsiębiorstw inwestycje w rozwój to wciąż zbyt duże ryzyko, ale to się powinno zmienić — uważa profesor Józef Lorenc.

Mirosław Konkel