Bezpłatne ustawy nie istnieją
Jedną z przyczyn nierównowagi budżetu państwa jest nagminne nieprzestrzeganie art. 118 ust. 3 Konstytucji, który ustala, iż „wnioskodawcy przedkładając Sejmowi projekt ustawy, przedstawiają skutki finansowe jej wykonania”. Autorzy wnoszonych projektów — przede wszystkim posłowie, ale w minionej kadencji identycznie postępował także rząd — bagatelizują lub wręcz ukrywają obciążenia budżetu, wynikające z wejścia w życie ich pomysłów.
Umówmy się, że ustawy nie powodujące dodatkowych skutków finansowych dla państwowej kasy po prostu NIE ISTNIEJĄ. Co najwyżej koszty mogą być na tyle małe, iż warto je ponieść dla wartości merytorycznej danego aktu prawnego. Na ostatnim posiedzeniu Sejm uchwalił na przykład, przy pełnej zgodzie wszystkich klubów, dwie takie teoretycznie bezpłatne ustawy — o zmianach nazw uczelni. Wyższa Szkoła Morska w Gdyni staje się Akademią Morską, natomiast do nazwy Akademii Wychowania Fizycznego w Gdańsku dopisane zostaje „i Sportu”.
Inicjatorami obu przemianowań byli lokalni posłowie, z różnych opcji politycznych. Wkrótce za przykładem Pomorskiego ruszą się inne regiony — najszybciej zapewne Szczecin, ponieważ nie ma żadnego przeciwwskazania, aby tamtejsza WSM również nie stała się akademią. Czemuż „Dar Młodzieży” (jego armatorem jest WSM w Gdyni) ma być wywyższony nad „Nawigatora XXI” (szkolny statek szczeciński)? O ile sprawa WSM jest naturalna, o tyle spodziewany owczy pęd pozostałych AWF-ów do uzupełniania ich historycznych nazw nie ma sensu. Po pierwsze — to naprawdę niemało kosztuje (wymiana adresów, tabliczek, indeksów, dyplomów, etc.), a po drugie — sportowy dopisek nie jest przecież żadną nobilitacją.
Senaty powinny wziąć przykład rozsądku z uczelni tak zasłużonych dla gospodarki i całego kraju, jak sąsiadujące przez ulicę Szkoła Główna Handlowa oraz Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego. Po latach ideologicznego unowocześniania nazw, obie uczelnie powróciły do swoich tradycyjnych marek. Dzisiaj wydają się one archaiczne — ale właśnie dlatego są tak piękne.