Bezpośrednio nie zaatakowali

opublikowano: 17-09-2021, 14:52

Cztery dekady temu, podczas bardzo napiętego politycznie i społecznie tzw. karnawału Solidarności w 1981 r., z każdym miesiącem nabrzmiewało coraz bardziej pytanie „wejdą czy nie wejdą”. Chodziło o interwencję wojskową, przede wszystkim Armii Radzieckiej, z ewentualnym (praktycznie nierealnym) wariantem uczestniczenia również żołnierzy z innych państw Układu Warszawskiego.

13 grudnia 1981 r. okazało się, że ówcześni władcy wybrali wewnętrzne „mniejsze zło”. Zacytowane sprzed 40 lat przekazywane wtedy z ust do ust pytanie dla mnie było z definicji bezsensowne, albowiem „oni” przecież… nie musieli wchodzić, byli u nas nieprzerwanie od 1945 r. Zsumowana liczebność rozsianych po Polsce, przede wszystkim na tzw. Ziemiach Odzyskanych, garnizonów radzieckich w 1981 r. grubo przekraczała 100 tys. żołnierzy.

Przed kończącymi się 17 września rosyjsko-białoruskimi manewrami Zachód 2021 podobnie nierealistycznie nakręcane były inne zagrożenia. Władcy sztucznie nadęli konflikt – naturalnie istniejący, ale w propagandzie rządu zachwiano proporcje – na granicy polsko-białoruskiej. Wychodzi na to, że przed militarnym zagrożeniem ze Wschodu obronił nas… stan wyjątkowy w trzykilometrowym pasku przygranicznym. Władcy pierwszy raz w III RP ustanowili stan nadzwyczajny, idąc ostro po konstytucyjnej bandzie. Absolutnie nie uzasadnili spełnienia warunku wprowadzania takiego stanu: „w sytuacjach szczególnych zagrożeń, jeżeli zwykłe środki konstytucyjne są niewystarczające”.

Manewry Zachód 2021 rzeczywiście były ogromne i odbyły się rzeczywiście blisko. Ich przebieg musi zostać bardzo dokładnie przetworzony przez służby wywiadowcze oraz analityczne Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego. Armia rosyjska oraz towarzysząca jej białoruska walczyły na sucho oczywiście z NATO, w tym naturalnie z Polską. Ale przecież nie bezpośrednio akurat w minionym tygodniu, dlatego wplecenie przez naszych władców wątku manewrów do uzasadniania stanu wyjątkowego w pasku przygranicznym było nadużyciem.

Oficjalny plakat Wspólnego Strategicznego Ćwiczenia Zachód 2021, z flagami Federacji Rosyjskiej i Republiki Białorusi oraz logotypami obu ministerstw obrony.

Tak naprawdę dla bezpieczeństwa Polski bardzo ważny będzie rozwój sytuacji po manewrach. Czy na przykład Aleksander Łukaszenko wreszcie odważy się na oficjalne, stałe rozlokowanie na terytorium Białorusi oddziałów rosyjskich. Na razie kontyngent gości wraca do miejsc stałego stacjonowania w Rosji. Oczywiście po drodze nadal ćwiczy, np. prowadzenie obrony przeciwlotniczej czy zwalczanie grup dywersyjno-zwiadowczych „umownego” przeciwnika – czytaj NATO. W Polsce sztucznie nakręcona spirala konfliktu granicznego zaciemniła władcom prawdziwy obraz manewrów Zachód 2021. Przecież tak naprawdę były one rosyjskie! Władimir Putin rzucił na poligony do 200 tys. żołnierzy, gdy Aleksander Łukaszenko tylko nieco ponad 10 tys., plus 2,5 tys. goszczonych Rosjan. Już same te liczby nakazują zdecydowane przesunięcie uwagi wywiadowczej i analitycznej NATO i oczywiście Polski na samą Rosję, jej obwód kaliningradzki oraz akwen Bałtyku. Towarzysz Józef Stalin doskonale wiedział co robi, zagarniając w 1945 r. część Prus Wschodnich na lądowy lotniskowiec. Wtedy była dla niego niewyobrażalna ponowna niepodległość republik bałtyckich – Litwy, Łotwy i Estonii – ale gdy się dopełniła, zmilitaryzowana kolonia nad Bałtykiem zyskała gigantyczne znaczenie strategiczne. Wobec skali potencjalnego zagrożenia dla naszej granicy północnej, handryczenie się z satrapą białoruskim na fragmencie wschodniej to pikuś.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane