Liczba osób bez pracy spada — twierdzi resort gospodarki. Tymczasem dziś GUS może podać, że stopa bezrobocia siega 20 proc.
Ma być lepiej. Marek Szczepański, wiceminister gospodarki i pracy, zapowiedział, że pod koniec tego roku liczba zarejestrowanych bezrobotnych będzie o 200 tys. osób mniejsza, czyli spadnie do 2,97 mln osób.
Wierzchołek góry
Na razie nie jest różowo. W grudniu 2003 r. bezrobocie wyniosło 18 proc. i było takie same jak rok wcześniej. Pracy nie miało 3,175 mln osób.
— To o 41,3 tys. mniej niż rok temu. Udało się zatem zatrzymać wzrost bezrobocia, a nawet uzyskaliśmy minimalny spadek po raz pierwszy od 1997 r. — twierdzi Marek Szczepański.
Optymizm wiceministra wzbudza również wzrost liczby ofert zatrudnienia zgłaszanych do urzędów pracy. W 2003 r. było ich 739,4 tys. — o 138,8 tys. więcej niż rok wcześniej. Dodatkowo w minionym roku o ponad 110 tys. więcej osób podjęło pracę.
Poprawę sytuacji na rynku pracy ma przynieść coraz wyraźniejsze ożywienie gospodarcze.
Czyżby 20 proc?
— Rzeczywiście widoczna jest poprawa. Szacujemy, że w tym roku zatrudnienie przestanie już spadać, a jeżeli się zmniejszy, to w minimalnym stopniu. Nakłady na aktywne formy przeciwdziałania bezrobociu będą nadal wysokie, tak więc część osób wyrejestruje się korzystając z takiego wsparcia. Mamy też do czynienia ze spadkiem aktywności ekonomicznej ludności, czyli coraz więcej osób bez pracy nie rejestruje się jako bezrobotni. W rezultacie na koniec roku liczba zarejestrowanych bezrobotnych zmaleje, ale tylko do 3,05-3,1 mln, czyli nie tak bardzo, jak zakłada ministerstwo — twierdzi Mateusz Walewski, ekspert Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych.
— Dziś GUS opublikuje skorygowaną stopę bezrobocia na koniec 2003 r. Zakładając, że liczba osób zawodowo czynnych zostanie pomniejszona o 1,7 mln osób, można wyliczyć, że stopa bezrobocia sięgnie 19,9 porc. — twierdzi Stanisław Kluza, główny ekonomista BGŻ.