BFG MUSI TERAZ USPOKOIĆ RYNEK
Za błędy Banku Staropolskiego mogą słono zapłacić wszystkie polskie banki komercyjne
FORMALNOŚĆ: Utrata gwarancji SP dla depozytów złożonych w Pekao SA, którego prezesem jest Maria Wiśniewska, BGŻ (na zdj. w środku prezes Michał Machlejd) i PKO BP (Andrzej Topiński) była jedynie czystą formalnością, klienci banków zaczęli obawiać się o bezpieczeństwo swoich pieniędzy. BFG musiał wtedy uspokoić nerwową atmosferę. fot. ARC
Przypadek zawieszonego Banku Staropolskiego skierował oczy zdenerwowanych klientów na Bankowy Fundusz Gwarancyjny. O instytucji tej głośno jest wtedy, gdy jakiś polski bank wpada w kłopoty (czytaj: bankrutuje). Jednak rola BFG, zdaniem obserwatorów, zmienia się — instytucja ta coraz częściej zmuszana jest np. do współuczestniczenia w poszukiwaniach inwestora dla słabych banków
To ostatnia instancja, na którą mogą liczyć pechowcy powierzający swoje pieniądze wątpliwej jakości bankowi. Jednak jak zawsze w takich przypadkach — nikt nie jest do końca zadowolony: ani ciułacze, ani banki komercyjne, które utrzymują BFG.
Klienci upadających banków nigdy nie będą zadowoleni z wielkości wypłat utraconych depozytów, gwarantowanych przez BFG. Banki komercyjne z kolei buntują się przeciwko „utrzymywaniu dobrego imienia bankruta”, ale — jak twierdzą bankowcy — mają ustawowy obowiązek wspierania BFG, czyli praktycznie związane ręce.
Podstawowe zasady
Podstawowa zasada działalności Bankowego Funduszu Gwarancyjnego sprowadza się do tego, że w przypadku upadłości banku BFG wypłacać ma 100 proc. wartości depozytów o równowartości do 1 tys. euro (około 4,13 tys. zł).
Gdy depozyt ma większą wartość, fundusz wypłaci wszystko do równowartości 1 tys. euro i 90-proc. nadwyżkę ponad tę kwotę — ale nie więcej niż 11 tys. euro.
Wynika z tego, że pod ochroną są dzisiaj depozyty o równowartości do około 46 tys. zł. Jeżeli depozyt w upadłym banku przekracza barierę równowartości 11 tys. euro, to o odzyskanie pieniędzy z takiej nadwyżki pechowy klient może starać się dopiero przy podziale masy upadłościowej. Marne ma jednak szanse.
Na ratunek
— Niepokojące jest to, że BFG zmienił ostatnio swój charakter. Nie tylko pełni rolę „leku uspokajającego” dla klientów, którzy zdeponowali środki w kiepskich bankach, ale zmuszony został m.in. do przyłączenia się do starań Komisji Nadzoru Bankowego i NBP zmierzających ku pozyskiwaniu inwestorów dla padających banków — twierdzi jeden z bankowców komercyjnych, który „ze względu na dobro systemu” chce pozostać anonimowy.
Ustawa o BFG nakłada na tę instytucję obowiązek monitorowania stanu polskich banków. Z tego względu fundusz gwarancyjny, wcześniej niż inne instytucje, wie o nadchodzących zagrożeniach.
Teraz BFG ma problem — Bank Staropolski. O ile zaangażowanie pieniędzy funduszu w gwarantowanie wypłat po upadku Savim Banku czy Agrobanku sięgało odpowiednio: 1 mln zł i 36 mln zł, o tyle ewentualne wypłaty w przypadku Staropolskiego sięgałyby rzędów setek milionów zł. W wersji najbardziej pesymistycznej byłoby to 600- -800 mln zł.
Atmosfera niepewności
Podobnie ma się sprawa z krakowskim BWR-em. W tym przypadku jednak nadal istnieje możliwość, że bank pozyska inwestora w postaci Deutsche Banku.
— Kwestia wejścia DB do BWR nie jest wcale przesądzona. Wiadomo, na co liczyli Niemcy deklarując chęć uratowania BWR — chcieli pokazać, jacy są dobrzy i zdesperowani, by dostać BIG Bank Gdański. Teraz, kiedy jasne jest, że przejęcie BIG-u nie ma prawa się udać — może z powodzeniem przestać im zależeć na wzięciu krakowskiej instytucji —uważa jeden z analityków.
Jednak NBP, KNB oraz BFG — jak twierdzą źródła — starają się przekonać Deutsche Bank, że nie straci na tej inwestycji.
Zniszczyć w zarodku
BFG coraz częściej musi też spełniać rolę likwidatora niepokojów klientów banków. Zwykła formalność, jaką była utrata 1 stycznia 2000 roku gwarancji Skarbu Państwa dla depozytów złożonych w PKO BP, Pekao SA i BGŻ bez względu na ich wartość, została uznana przez klientów za sygnał do wycofania pieniędzy z tych banków.
— Sytuacja finansowa tych trzech instytucji jest tak dobra, że nie ma mowy o jakimkolwiek zagrożeniu bezpieczeństwa złożonych w nich pieniędzy. Traktowanie PKO BP, Pekao SA i BGŻ tak, jak i wszystkich polskich banków posiadające gwarancje według standardów BFG to formalność, której dopełnienie jest jednym z warunków naszego członkostwa w UE — uspokaja Ewa Kawecka-Włodarczak, prezes BFG.
Prezes BFG podtrzymuje swoją opinię wypowiedzianą w ubiegłym tygodniu — w 2000 roku nie spodziewa się już żadnych przykrych niespodzianek.