Najczęściej zgłaszanym problemem były dłuższe kolejki do kas (z powodu konieczności przeliczania pieniędzy). Narzekały na to dokładnie 74 z ponad tysiąca przepytanych osób. Wystąpiły też pewne komplikacje z bankomatami — albo były nieczynne (31 respondentów), albo czynne, ale trzeba było odstać swoje w długiej kolejce (25 respondentów). Zdarzało się też, że po nowym roku bankomaty wypłacały korony, choć w zasobnikach powinno wyłącznie się euro (8 przypadków). Te jednorazowe incydenty nie odstraszyły jednak społeczeństwa od korzystania z kart płatniczych. W styczniu liczba konsumentów używających "plastiku" wzrosła nawet o 20-40 proc. w stosunku do zeszłego roku. Słowaccy bankowcy przyznają, że karty płatnicze są dzisiaj nie tylko częściej używane, ale też wykorzystywane nawet przy drobnych płatnościach.
Matematyczne głowy
Ośmiu na dziesięciu indagowanych (81 proc.) powiedziało, że banknoty euro są wygodne w użyciu i łatwe do odróżnienia. Nieco większe kłopoty mieli Słowacy z monetami. 64 proc. mówiło, że są wygodne i łatwo odróżnić nominały, ale aż 31 proc. miało odmienne zdanie. W tej grupie przeważali ludzie po 51 roku życia, pracownicy fizyczni i bezrobotni.
Nasi sąsiedzi okazali się bardzo dobrzy w rachunkach. Czworo na dziesięciu ankietowanych (44 proc.) stwierdziło, że przeliczanie z koron na euro jest bardzo łatwe, a co trzeci respondent skromnie przyznał, że łatwe. Odpowiedź "trudne" lub "bardzo trudne" wskazało jedynie 18 proc. osób. Do 95 proc. gospodarstw domowych trafiły specjalne kalkulatory. Jednak zaledwie 38 proc. Słowaków uznało je za bardzo przydatne narzędzie. Podobny odsetek — 34 proc. — zaliczył gadżet do przedmiotów mało albo wcale nie użytecznych (pewnie to najtęższe matematyczne głowy). Dużo bardziej pomocne okazały się podwójne etykiety z cenami (w koronach i euro), które obowiązywały jeszcze w 2008 roku. Aż 87 proc. Słowaków uważa, że był to strzał w dziesiątkę.
Mogło być lepiej?
Za to dużo gorsze recenzje zebrał tzw. zestaw startowy, czyli komplet monet i banknotów, które można było kupić jeszcze w 2008 roku. Miał być pomocą w akceptacji euro, ale spotkał się ze średnim przyjęciem. Skorzystało z niego tylko 32 proc. Słowaków. Dlaczego tak mało? Ponad połowa ankietowanych (54 proc.) nie czuła takiej potrzeby. Byli też tacy, którzy w ogóle nie wiedzieli, że istnieje możliwość zakupu takiego pakietu (5 proc.). Ciekawostką jest, że 14 proc. nabywców zestawu startowego nie otworzyło go od razu po 1 stycznia 2009 roku. Przypuszczalnie niektórzy z nich zostawią go sobie na pamiątkę.
Jak widać, przechodzenie na euro przebiegało za naszą południową granicą wyjątkowo gładko. Mimo to niezadowolonych i tam nie brakowało. Socjolog Pavel Halik tłumaczy to tym, że Słowacy zawsze postrzegają swoją sytuację gorzej, niż wygląda ona w rzeczywistości. Dodaje, że jeszcze nigdy dane statystyczne nie pokrywały się z pesymizmem mieszkańców. Ale czy tego samego nie trzeba by powiedzieć o nas, Polakach?
1 stycznia 2009 r.
– wprowadzenie euro jednocześnie do obiegu gotówkowego i bezgotówkowego przy zastosowaniu metody tzw. wielkiego wybuchu (big bang), czyli bez okresu przejściowego.
16 stycznia 2009 r.
– do tego dnia obowiązywał (rozpoczęty w sierpniu zeszłego roku) okres podwójnego obiegu, w ciągu którego zarówno słowackie korony, jak i euro były środkiem płatniczym.
17 stycznia - 30 czerwca 2009 r.
– w tym czasie można było wymieniać słowackie banknoty i monety na euro w bankach komercyjnych na całym terytorium Republiki Słowackiej
od 1 lipca do 31 grudnia 2009
w tym okresie można wymieniać w bankach już jedynie słowackie banknoty.
od 2010
– słowackie banknoty wymieniać będzie na euro już tylko Słowacki Bank Narodowy (NBS), który jest najważniejszą instytucją bankową na Słowacji, odpowiednikiem naszego NBP.
31 grudnia 2009
– do tego dnia obowiązuje podwójne przedstawianie cen, ale zaleca się je stosować aż do czerwca 2010.