Kilka lat temu w obliczu rosnącej popularności kryptowalut większość jej masowych wydobywców przeniosła siedziby oraz maszyny w rejony o najbardziej sprzyjających tego typu działalności regulacjach prawnych i jednocześnie możliwie niskich cenach energii. W USA postawiono na Teksas, dzięki czemu budżet Houston, stolicy stanu, zasilany był rekordowej wysokości opłatami za prąd.
Ostatnie kilka tygodni było jednak dla “nowych” Teksańczyków wyjątkowo trudnych. Spadek kursu bitcoina do 20 tys. USD znacznie okroił zyski z wydobycia. Potem przyszły podwyżki cen prądu. Najgorsze nastąpiło jednak na koniec – rekordowe upały podbiły zużycie energii przez maszyny wydobywcze do rekordowego poziomu i niemal doprowadziło teksańską sieć energetyczną do przeciążenia.
Niespotykana energochłonność
Spółki, takie jak Riot Blockchain, Argo Blockchain czy Core Scientific, które operują milionami komputerów utrzymujących całodobowo sieć blockchain i wydobywających bitcoina, przeniosły działalność do Teksasu ze względu na niskie ceny energii i liberalne regulacje związane z wydobyciem kryptowalut. W kilka lat południowy stan USA stał się, pod względem mocy przerobowej, największym zagłębiem wydobywców bitcoina na świecie.
Na co dzień goszczenie spółek tak zależnych od dostaw prądu jest dla władz stanowych niezwykle korzystne pod względem finansowym. Jednak w piątek, 8 lipca zaczęły w Teksasie pojawiać się pierwsze sygnały ciemnej strony kryptobiznesu. Pobity bowiem został rekord dziennego zużycia prądu. Według danych lokalnego operatora sieci elektrycznej wyniósł on 78,2 tys. megawatów.
Powodem wzrostu energochłonności, oprócz stałego zwiększania liczby komputerów, była fala upałów. W jej wyniku spółki musiały uruchomić kolejne wiatraki odpowiedzialne za chłodzenie nieustannie pracujących maszyn. Zmusiło to lokalne władze do tymczasowego całkowitego nakazu wstrzymania podaży kryptowalut.
Mimo obecnych niedoborów energii elektrycznej, które w stanie spod białej gwiazdy powracają cyklicznie, przemysł bitcoinowy planuje poprawić efektywność maszyn, jednocześnie zwiększając ich energochłonność. Do połowy 2023 r. popyt spółek na prąd ma wzrosnąć o średnio 6 gigawatów dziennie. Sama ta nadwyżka jest większa od dziennego zużycia prądu we wszystkich domach stanu Teksas.
- Dane wskazują, że koparki bitcoina zużywają więcej prądu niż niektóre duże państwa, takie jak np. Argentyna. Proces wydobycia bitcoina jest bardzo energochłonny ze względu na mechanizm oparty na dowodzie pracy, znany pod nazwą “Proof of Work”. Podstawę sieci bitcoin tworzy skonstruowany w 2001 r. kryptograficzny algorytm znany jako SHA256. Stanowi on skomplikowaną zagadkę matematyczną, której rozwiązanie wymaga dostępu do dużej mocy obliczeniowej. Wydobywcy muszą udowodnić wszystkim uczestnikom sieci swój wysiłek obliczeniowy niezbędny do pozyskania bitcoina. Wraz z jego wzrostem zwiększa się nie tylko prawdopodobieństwo wydobycia bitcoina, ale również zużycie prądu - mówi Eryk Szmyd, analityk XTB.
Podaż mniej opłacalna
Działalność związana z wydobyciem bitcoina stała się w ostatnim czasie znacznie mniej dochodowa. Mocno wzrosły ceny prądu, przez co przesunęła się granica cenowa opłacalności podaży. Szacuje się, że aktualnie wynosi ona około 18 tys. USD za sztukę. Trzy miesięcy temu, kiedy największa kryptowaluta kosztowała około 40 tys. USD, mało kto zastanawiał się nad tym progiem. W wyniku ostatniej bessy kurs spadł jednak w pewnym momencie poniżej 19 tys. USD.

Po krótkim odbiciu do 22 tys. USD za sztukę cena bitcoina oscylowała we wtorek, 12 lipca nieco powyżej 19 tys. USD, nie dając spać spokojnie zarówno inwestorom, jak i wydobywcom. Wyczekiwanie na dane dotyczące inflacji CPI w Stanach Zjednoczonych ograniczyło apetyt na ryzykowne aktywa, przez co bitcoin zamknął spadkami piąty dzień z rzędu.
Coraz mocniej skorelowane z rynkiem akcji kryptowaluty od pewnego czasu przyciągają uwagę specjalistów z rynku regulowanego. W najnowszej ankiecie Bloomberga, analitycy i zarządzający z całego świata wyrazili pogląd na temat dalszych losów kursu bitcoina – ponad połowa z nich przewidziała 50-procentową korektę. Realizacja tej prognozy zakwestionowałaby sens działalności znacznej części firm zajmujących się podażą kryptowaluty.
Popyt pod znakiem zapytania
Sensu biznesu wydobywczego w świecie kryptoaktywów może pozbawić też brak wystarczającego popytu. Inwestorzy przez ostatnich kilka tygodni stopniowo popadali w stan hibernacji, czego dowodem jest wolumen obrotu niższy o 13 proc. od szczytu z listopada 2021 r. Ostatni raz na obecnym poziomie był w 2018 r. i w 2019 r., kiedy bitcoin kosztował 10 tys. USD.
Co ciekawe, od handlu stronią też fani kryptowaluty, którzy nadal wierzą w jej przyszłość. Coraz bardziej powszechną praktyką jest “zimowanie” bitcoina, a więc przechowywanie go na lepsze czasy. Małe zaufanie do instytucji z rynku regulowanego, wynikające z bankructw i blokad wypłat środków spowodowało jednak, że inwestorzy nie utrzymują aktywów na giełdowych portfelach, ale wypłacają je na prywatne dyski.
- W dziesięcioletniej historii tej klasy aktywów miało miejsce wiele bankructw giełd kryptowalutowych. Choć większość tego typu przypadków zdarzyło się kilka lat temu, ostatnie napięcia spowodowały, że czerwiec był miesiącem o rekordowej liczbie opróżnionych portfeli. Fala upadłości spółek z branży spowodowała obawy użytkowników i zwiększyła popularność najbezpieczniejszej formy przechowywania bitcoinów, czyli na prywatnych dyskach - mówi Kamil Cisowski, dyrektor zespołu analiz i doradztwa inwestycyjnego w DI Xelion.
Jeśli ponownie nadejdzie hossa na rynku kryptowalut, wydobywcom może być ciężko oszacować zapotrzebowanie na bitcoina, gdyż na giełdy napływać będą aktywa z dysków nie podłączonych do internetu, a więc będących poza zasięgiem organizacji przygotowujących dane na temat sytuacji rynkowej.
