Jeszcze do niedawna, gdy Komisja Europejska zapraszała dziennikarzy do Brukseli, lot odbywał się przez Kopenhagę, bo to połączenie było tańsze od bezpośredniego, oferowanego przez LOT. Po niemal dwóch latach do Warszawy wróciły Brussels Airlines z czterema taryfami biletowymi — w najtańszej bilet w obie strony kosztuje 69 EUR.

— Przestaliśmy latać do Polski, bo traciliśmy pieniądze. Po restrukturyzacji, która trwa od 2012 r., w 2013 r. poprawiliśmy wynik o 63,3 mln EUR, w tym roku poprawimy go dalej, a od przyszłego będziemy rentowni. W 2014 r. otworzyliśmy 12 nowych tras, w tym 9 wakacyjnych. Wśród trzech całorocznych są Kraków i Warszawa — mówi Lars Redeligx z Brussels Airlines.
Od czerwca linie latają z Krakowa do Brukseli cztery razy w tygodniu. W Warszawie oferują 13 połączeń tygodniowo do stolicy Belgii.
Dodatkowo z obu polskich lotnisk można polecieć do kilku miast Wielkiej Brytanii. Brussels Airlines latają do Warszawy od 14 września, a już wczoraj LOT ogłosił promocję i oferuje bilety od 279 zł lub 68 EUR. LOT ma tygodniowo 20 połączeń z Warszawy do Brukseli. Dotychczas sprzedawał bilety po 1 tys. zł lub więcej. Bruksela to dla warszawskiego lotniska dziewiąte miasto pod względem liczby pasażerów.
W ubiegłym roku poleciało tam 120 tys. osób. Brussels Airlines szacują, że do końca roku przewiozą z Polski (czyli Krakowa i Warszawy) 34 tys. pasażerów, a w przyszłym — 130 tys.
— Zdecydowaliśmy się na powrót do Polski, bo to duży rynek, który notuje wysoką dynamikę wzrostu — mówi Lars Redeligx.
Informacje o rynku ma z dobrego źródła: od Lufthansy, do której grupy Brussels Airways należą. W ubiegłym roku Lufthansa przewiozła z Polski prawie 1,5 mln osób. Weszliśmy do pierwszej ósemki europejskich krajów z największą liczbą pasażerów niemieckiego przewoźnika. W portach regionalnych linia zwiększyła latem ofertę o 45 proc., przez cztery miesiące miała o 55 proc. pasażerów więcej, a jej sprzedaż skoczyła o 75 proc.