Biznes czeka na nazwiska

Andrzej Nierychło
opublikowano: 2005-10-17 00:00

Porozmawiajmy o oczekiwaniach biznesu wobec nowego rządu.

Po pierwsze przypomina się stara prawda, że ci, którym interesy idą dobrze, siedzą cicho, nie oczekują zmian, nawet wolą, aby nikt się nimi nie interesował. Natomiast ci, którym się nie powiodło, są doskonale słyszalni, winią wszystkich naokoło i oczekują generalnych reform.

Po drugie — są postulaty zawsze aktualne. Rząd ma zdławić korupcję, powściągnąć biurokrację, uprościć prawo gospodarcze i wszelkie procedury oraz — oczywiście — obniżyć składki i podatki. Pod tymi wezwaniami podpisują się wszyscy; i biznesmeni nieudacznicy, i ci z sukcesem, bo co szkodzi zarobić więcej.

Po trzecie — szczegółowe życzenia. A może nawet zamówienia, jakie konkretni biznesmeni mieli, mają i mieć będą do konkretnych polityków. Po prostu — jednostkowe sprawy do załatwienia. Na razie w tej sferze panuje zupełna cisza i nerwowe czekanie na ustalenie kadrowych konstelacji. Po obsadzeniu stanowisk ruszą proszalne procesje.

Łatwo zauważyć, że żadna z tych kwestii, żaden z wyżej opisanych rodzajów oczekiwań i nadziei, nie ma wymiaru politycznego. Są one niezależne od opcji ideowej nowej władzy i od tego, czy wahadło życzliwości wyborców wychyliło się akurat w prawo, czy w lewo.

W tym kontekście bardzo istotne wydają się wyniki najnowszego „barometru korupcji” wśród biznesu (Pentor dla „PB”, nr 193). Po raz pierwszy w dziejach tego badania politycy opuścili bowiem niesławną pozycję lidera najbardziej skorumpowanych grup.

Tego typu sondaże zawsze mówią tyleż o doświadczeniach, co i o oczekiwaniach. Zatem biznes daje politykom — i to politykom jeszcze nieznanym, którzy utworzą nowy rząd — kredyt zaufania.

Tyle, że kredyty trzeba spłacać z odsetkami. Zaś kredyty polityczne bywają wyjątkowo wysoko oprocentowane.