Kradzież służbowego laptopa, wirusy komputerowe, awarie sprzętu, wadliwe oprogramowanie, woda lub ogień w serwerowni, błąd człowieka… To może spotkać każdego przedsiębiorcę. A wtedy zaczyna się nerwówka — gdzie zniknęły bazy klientów, cenniki, listy płac oraz jak i czy w ogóle można je odzyskać? Chyba że firma zawczasu pomyślała o kopiach zapasowych.
Problemy z backupem
Utrata najważniejszych informacji biznesowych może oznaczać poważne konsekwencje finansowe, prawne i wizerunkowe. Tymczasem szczególnie sektor małych i średnich firm (MŚP) zdaje się lekceważyć tę sprawę. Według badań przeprowadzonych przez Veeam Software, w 85 proc. takich przedsiębiorstw występują problemy z tworzeniem kopii zapasowych i odtwarzaniem danych. 83 proc. wskazuje na braki funkcjonalne, a 80 proc. uznaje dostępne rozwiązania za zbyt skomplikowane. Ale bywa, że firma nie zapomina o backupie, a i tak nie umie odzyskać danych.
— Największym uchybieniem firm w sprawie bezpieczeństwa jest niestosowanie skutecznego, a więc prawidłowo przeprowadzanego i odpowiednio dostosowanego do jej potrzeb, backupu. Nierzadko zaniedbuje się np. testowanie i kontrolę integralności kopii — tłumaczy Marcin Lebiecki z Unizeto Technologies.
Tworzenie kopii zapasowych czasem jednak nie wystarcza. Dlatego specjaliści zachęcają również do tzw. replikacji, czyli budowy zapasowego centrum danych poza siedzibą firmy, najlepiej z dala od głównej serwerowni.
— Dodatkowe data center okazuje się niezbędne w razie wystąpienia klęsk żywiołowych, takich jak powódź czy trzęsienie ziemi, albo w przypadku pożaru lub nagłego przepięcia w instalacji elektrycznej. Choć takie sytuacje zdarzają się bardzo rzadko, warto być na nie przygotowanym — uważa Krzysztof Rachwalski, dyrektor regionalny Veeam Software na Polskę i kraje bałtyckie.
Zapasowe centrum danych
Replikacja w środowisku wirtualnym jest dużo tańsza i mniej wymagająca niż w środowisku fizycznym. Wynika to ze specyfiki wirtualizacji — zapasowe centrum danych może korzystać z mniej kosztownej warstwy sprzętowej niż infrastruktura podstawowa.
— Ważne jest jedynie, aby w obu systemach wykorzystywać takie same maszyny wirtualne. Dzięki temu odpowiednio dobrane rozwiązanie do replikacji będzie mogło podczas awarii sprawnie przywrócić pracę w firmie, zapobiegając bardzo kosztownym przestojom w działalności operacyjnej — mówi dyrektor Rachwalski.
Dlaczego z backupem i replikacją w polskich firmach nie jest najlepiej? Przynajmniej częściową odpowiedź na to pytanie przynosi raport Kroll Ontrack. Okazuje się, że 84 proc. przedsiębiorstw wykorzystuje wirtualizację do przechowywania plików.
I większość uważa to rozwiązanie za bezpieczne. W rezultacie nie przejmują się zbytnio ochroną swoich zasobów informacyjnych. Ta beztroska może sporo kosztować. Każdego roku aż 40 proc. instytucji biznesowych traci dane ze środowisk wirtualnych, przy czym tylko jednej trzeciej z nich udaje się odzyskać wszystkie informacje.
Komputerowi analfabeci
Nie tylko firmy źle się troszczą o swoje wirtualne zasoby. Również prywatni użytkownicy komputerów mają z tym kłopot, co pokazuje badanie EMC Poland. Cztery na pięć ankietowanych osób archiwizuje zdjęcia w jakiejś formie, ale tylko jedna czwarta tworzy kopie zapasowe fotografii lub plików komputerowych. Tymczasem 25 proc. respondentów przyznaje, że stracili zdjęcia na skutek własnej lub cudzej pomyłki, a 28 proc. — w wyniku awarii lub problemu technicznego. Chyba najłatwiej wytłumaczyć to niskim poziomem kompetencji cyfrowych — ponad dwie piąte Polaków (43 proc.) korzysta z internetu sporadycznie lub wcale, bo nie umie się posługiwać nowoczesnymi technologiami IT.
