Biznes musi uwierzyć w naukę

Sylwester SacharczukSylwester Sacharczuk
opublikowano: 2014-10-31 00:00

Innowacyjność: Bez zmian w prawie, finansowaniu i walki ze stereotypami nie ma co marzyć o zbliżeniu środowisk przedsiębiorców i badaczy

Przedsiębiorcy i naukowcy rzadko mają ze sobą po drodze. Jeśli już dochodzi do współpracy między przedstawicielami obu środowisk, to często idzie ona jak po grudzie. Co zrobić, aby poprawić wzajemne relacje? Co w pierwszej kolejności wymaga zmian? — Konieczne są proste mechanizmy współpracy uczelni z przedsiębiorstwami stymulowane przez publiczne agencje i jak najmniej krępowane gorsetem przetargów i konkursów — uważa Andrzej Malinowski, prezydent organizacji Pracodawcy RP, która zorganizowała Polski Kongres Gospodarczy.

NACISK NA JAKOŚĆ:
NACISK NA JAKOŚĆ:
Musimy odejść od uśredniania, od bylejakości i „jako takiego” funkcjonowania. Badania powinny mieć wyższą jakość, a nauka musi być użyteczna — podkreśla Lena Kolarska-Bobińska, minister nauki.
[FOT. ARC]

Po pierwsze: stereotypy

Bariery we współpracy na linii biznes-nauka to kwestia bardzo złożona. Chodzi tu przede wszystkim o wzajemną nieufność i stereotypowe postrzeganie obu środowisk.

— Wina leży po obu stronach. Przedsiębiorcy żyją stereotypem, że naukowcy nie mają pojęcia o rynku, a naukowiec z uczelni nie umie komunikować się z przedsiębiorcą i nie słyszy, co on mówi. Z tym trzeba skończyć, przestańmy się rozliczać. Widzę postęp we wzajemnej współpracy — zaangażowaliśmy się w proces edukacyjny w szkołach wyższych, choć jeszcze stosunkowo niedawno nie było zainteresowania w tym zakresie ze strony uczelni. Dziś jest zupełnie inaczej — to profesorowie przychodzą do nas z prośbą o współpracę — mówi Adam Góral, prezes Asseco Poland.

— Często przeciwstawia się przedsiębiorczych biznesmenów i profesorów, trochę gamoni, którzy pracują na uczelniach w sferze abstrakcji. A ja mam wrażenie, że obie strony już teraz myślą biznesowo, tylko niestety często cele biznesowe nie są takie same. My na uczelniach po prostu mamy wyznaczone pewne ramy działań. Robimy biznes, ale w kategoriach, za które nam płacą. I tu jest wielka rola państwa jako regulatora w systemie finansowania nauki — podkreśla prof. Marek Nawrocki, prorektor ds. informatyzacji i współpracy z gospodarką Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Nie byle jak, ale na poziomie

Jeśli chodzi o odsetek osób pracujących w sektorze B+R w stosunku do ogółu zatrudnionych, Polska zajmuje wśród krajów UE czwarte miejsce od końca. Wyprzedzamy jedynie Rumunię, Bułgarię i Cypr. Potencjał kadry naukowej jest, ale pozostaje niewykorzystany. I również z tego powodu pod względem nakładów na badania i rozwój też plasujemy się w unijnym ogonie. Dlatego zdaniem ekspertów, trzeba postawić zdecydowanie większy nacisk na wykorzystanie i jakość nauki.

— Europejskie koncepcje rozwoju są oparte właśnie na nauce, dlatego powinniśmy przestawić gospodarkę w tym kierunku. Ale musimy odejść od uśredniania, od bylejakości i „jako takiego” funkcjonowania. Trzeba sobie uzmysłowić, że dziś misja nauki i uczelni jest inna niż przed laty — uniwersytet musi być użyteczny, nauka musi być siłą napędową rozwoju kraju. Dziś uniwersytety nie mogą wypuszczać bezrobotnych absolwentów, ale ludzi kreatywnych. Nie mamy czasu do stracenia — apeluje Lena Kolarska-Bobińska, minister nauki. Jej zdaniem, proces większego wspierania badań już trwa — w tym roku nakłady na B+R zwiększyły się o 10 proc., w kolejnym można liczyć na podobny wzrost.

Połączyć dwa światy

Eksperci zwracają uwagę, że brakuje łączników między dwoma środowiskami — mimo istnienia takich podmiotów jak centra transferu technologii. — W Polsce potrzebny jest nowy zawód. Chodzi o brokera wiedzy, czyli osobę, która z jednej strony będzie współpracować z naukowcami, z drugiej będzie miała doskonały kontakt z biznesem. On połączy te światy. Trzeba to powiedzieć, ze niestety dziś nauka w Polsce jest daleka od ideału — nie jest mobilna i pozostaje zamknięta na wyzwania, które stawia przed nią rzeczywistość — podkreśla Michał Kleiber, prezes Polskiej Akademii Nauk.

Na kilka elementów, które krępują rozwój polskiej innowacyjności, zwrócił uwagę prof. Bogusław Smólski z Wojskowej Akademii Technicznej.

— Okres prostych imitacji już minął, trzeba wziąć się do roboty i wejść w świat prawdziwych innowacji. Ale niestety dużą bolączką pozostaje brak jednolitego systemu edukacji, począwszy od szkoły podstawowej. Mamy nową ustawę o szkolnictwie wyższym, ale jest ona niedoskonała i w pewnym sensie oddaje nieufność rządzących do środowiska naukowego. Jest też bardzo ważny problem dotyczący transferu wiedzy — chodzi o brak zgodności co do wyceny własności intelektualnej — wymienia kolejne bariery prof. Bogusław Smólski z Wojskowej Akademii Technicznej. Jeśli mamy podnieść się z rankingowego dna, konieczna będzie większa aktywność największych graczy. Ale trzeba też będzie zmienić podejście do ryzyka.

— Nie będzie innowacyjności bez zaangażowania dużych przedsiębiorstw. Jeden na dziesięć projektów innowacyjnych się udaje. A przecież wszystkie te dziesięć projektów trzeba sfinansować. Nikt nie jest w stanie podjąć ryzyka tego, że się nie uda. Rozmawiajmy o tym, jak podejmować ryzyko, jak nagradzać za poniesienie porażki, bo porażka też jest nauką — podkreślał Wojciech Kąkol, były prezes spółki Energa Innowacje.

Czas na reformę

Bez reformy sektora nauki nie ma szans na zmiany — podkreśla Jacek Guliński, wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego.

— Przywykliśmy do tego, że w zasadzie reformy są już za nami. Ale sektor nauki tkwi głęboko w latach słusznie minionych. I ma strukturę z tych lat. Mówię o instytutach badawczych i uczelniach, które będą musiały współpracować — bo inaczej nie dostaną funduszy. To będzie dla nich największa motywacja — mówi wiceminister. Dodaje, że trzeba wprowadzić nowy podział ról i kompetencji, a także nowe zasady finansowania i oceniania uczonych.

— Największym wyzwaniem będą jednak zmiany w świadomości i sposobach zarządzania. Musimy przygotować się na batalię, która nie będzie się nam wszystkim podobać — mówi Jacek Guliński.