Biznes od kuchni

25-01-2018, 22:00

Kiedy 50 lat temu Ernest Rust otwierał zakład stolarski w Pludrach na Opolszczyźnie, nie przypuszczał, że tworzy podwaliny firmy, która pół wieku później zaprezentuje swoje kuchnie na prestiżowej wystawie w waszyngtońskim muzeum. Jako jedyna z Polski.

Wszystko zaczęło się w 1968 r., choć trudno wtedy było mówić o firmie.

— Dziadek założył przydomowy warsztat rzemieślniczy, w którym zaczął produkować meble. Na początku pracował sam, potem, w latach 70., zaczął zatrudniać pracowników. Robił meble na zamówienie — jeśli ktoś życzył sobie mieć szafkę o nietypowych rozmiarach, np. szeroką na 40 cm i o niestandardowej głębokości, z lampką, dodatkowymi półeczkami, wiadomo było, że dziadek to zrobi. Kiedy wśród znajomych rozeszła się wieść, że Ernest Rust robi meble, zaczęli je zamawiać. Dziadek miał bzika na punkcie starannego wykonania — były to meble dobre jakościowo, więc zaczął zyskiwać coraz więcej klientów z polecenia — opowiada Patryk Rust, wnuk założyciela firmy Rust.

Ernest robi meble

Lata 60. i 70. nie były czasem spektakularnych sukcesów, lecz codziennej, zwykłej pracy. Przełom nastąpił w latach 90. Dla wielu rzemieślników był to czas próby i nie wszyscy ją przetrwali, mierząc się z realiami raczkującego kapitalizmu i zachłyśnięciem się przez klientów dobrami z zagranicy. Firma Rust jednak potencjał zmian wykorzystała.

— Uważam, że ważnym powodem dzisiejszego sukcesu była nasza ówczesna inspiracja niemieckim designem i jakością. Polski rynek bardzo chętnie chłonął tamtejsze pomysły. Jeździliśmy do Niemiec po materiały, widzieliśmy meble produkowane przez firmy z kilkudziesięcioletnim stażem, przyglądaliśmy się uważnie produkcji i przenieśliśmy to na nasze podwórko, stosując te same materiały, wzornictwo i sposób myślenia o biznesie. Staraliśmy się uzyskać jak najlepszą jakość i design. Dzięki temu zdobyliśmy lojalność klientów, których kolejne pokolenia zamawiają u nas meble — mówi Patryk Rust.

Na początku lat 90. w działalność firmy coraz mocniej angażował się Marian Rust, syn Ernesta, dziś jej właściciel. Obaj zdecydowali, że trzeba wziąć kredyt, zbudować halę produkcyjną, kupić maszyny, zatrudnić ludzi, skończyć z działalnością rzemieślniczą, zacząć budować organicznie rosnącą firmę, która wówczas produkowała nie tylko meble do kuchni, ale również do sypialni, dziecięce, do łazienek i garderoby. Zakład produkcyjny w Pludrach rozrósł się do 400 mkw. Pod koniec lat 90. zapadła decyzja, by jednak skoncentrować się wyłącznie na kuchniach. — Postanowiliśmy być w tym najlepsi — deklaruje Patryk Rust.

Rzemieślnicze myślenie

Firma produkuje meble na zamówienie. Zdaniem wnuka założyciela, Polacy na pierwszym miejscu stawiają funkcjonalność, ale coraz częściej doceniają też jakość wzornictwa.

— Większość klientów zamawia duże kuchnie, bogato wyposażone, z wieloma gadżetami. Nie oznacza to, że nie jesteśmy w stanie zrobić kuchni do mieszkanka w bloku, w którym do dyspozycji mamy trzy metry bieżące, a trzeba zrobić szafki dolne, blat i szafki górne. Usługa obejmuje wszystko: od projektu przez produkcję mebli do montażu ich i sprzętu. Gotowa kuchnia kosztuje od siedmiu do kilkuset tysięcy złotych. Cena zależy głównie od materiału użytego na fronty, blaty, zamówionego sprzętu AGD, wyposażenia. Klient przychodzi do nas z pomysłem lub bez niego, my jedziemy do jego domu, mierzymy pomieszczenie, przeprowadzamy wywiad dotyczący oczekiwań. Potem projektujemy kuchnię i zapraszamy klienta ponownie, by przedstawić projekt. Po jego akceptacji po 6-8 tygodniach następuje montaż — informuje Patryk Rust.

Powodzenie w dużej mierze zależy od projektantów i ich pomysłów. Na przykład zastosowania nietypowych materiałów: betonu na fronty i blaty, skóry na fronty i do wnętrza szafek. Można też wybrać wygodne rozwiązania technologiczne, m.in. fronty otwierane elektrycznie, elementy ruchome, podnoszoną zabudowę, wyjeżdżające półeczki, uruchamiane pilotem ukrytym w meblu, przestrzenie do przechowywania. Nie ma typowego zestawu kuchennego, który firma powiela. Kontynuuje rzemieślnicze, indywidualne podejście do klienta, jakie prezentował jeszcze Ernest Rust.

W amerykańskim muzeum

Wielkim sukcesem firmy było zaproszenie do ekspozycji „Making Room: Housing for a Changing America”, organizowanej przez Citizens Housing & Planning Council i Resource Furniture and Clei w Narodowym Muzeum Budownictwa w Waszyngtonie. Firmy z branży wyposażenia wnętrz pod kierunkiem włoskiego architekta Pierluigiego Colombo zaprojektowały w muzeum pełnowymiarowe mieszkanie: The Open House. Ideą było stworzenie przestrzeni, która przez lata może być dostosowywana do potrzeb różnych członków rodziny.

— Powiem szczerze: wcześniej nawet nie wiedziałem, że takie muzeum istnieje — wyznaje Patryk Rust. Skąd zaproszenie dla firmy z Opolszczyzny? Na targach w Londynie Rust prezentował projekty, jakie realizuje wraz ze szwajcarską firmą Kitchoo, która wymyśliła minikuchnie: na 120 cm można postawić lodówkę, zmywarkę, zlew, płytę grzewczą z baterią i szafkę.

— Wtedy dostałem telefon z Nowego Jorku z zaproszeniem na wystawę do Waszyngtonu. Okazało się, że to rezultat naszego pionierstwa: jako pierwsza marka kuchenna z Polski zaczęliśmy eksport mebli do USA, pierwsi otworzyliśmy salony w Dubaju, Bejrucie, jako pierwsza firma kuchenna wystawiliśmy się na targach w Las Vegas i Orlando, teraz otworzyliśmy salon w metropolii nowojorskiej, będziemy też otwierali kolejny w Chicago, gdzie dotychczas nie ma polskich firm kuchennych. No i jako pierwsza polska firma kuchenna pokazaliśmy się w Mediolanie na targach EuroCucina 2016.

Tam nasze produkty zobaczyli przedstawiciele firmy Resource Furniture, która już się w Waszyngtonie prezentowała i zaproponowała nas spośród wszystkich obecnych na targach. Zaprezentowaliśmy bowiem dużo rozwiązań nietypowych, a ideą wystawy w muzeum jest pokazanie, jak można urządzać mieszkanie dla kilku pokoleń: dla osoby młodej, w średnim wieku, starszej. Muzeum akurat szukało firmy, która może zaproponować bardzo nietypową i ciekawie wykonaną kuchnię. Uznano, że my to potrafimy — wspomina Patryk Rust.

Po kilku miesiącach projektanci Rusta pod przewodnictwem Marcina Fatygi stworzyli wnętrze, które zaakceptował Pierluigi Colombo. W autorskiej kuchni znalazły się m.in. niewidoczny zlew i „niewidzialna” waga, a także półwysep (rozwiązanie, które dzieli kuchnię na strefy funkcjonalne lub oddziela ją od sąsiedniego pomieszczenia), który przez zastosowanie lustrzanej nogi i zaawansowanego technologicznie systemu podnośników opuszcza się i podnosi, dostosowując wysokość do wzrostu użytkownika.

— Zależało nam na pokazaniu najnowszych rozwiązań technologicznych, które znacząco wpływają na funkcjonalność kuchni, ale z drugiej strony — zdecydowaliśmy się na klasyczną formę i stonowaną kolorystykę, by pokazać ponadczasowość, minimalizm i aktualność — mówi Marcin Fatyga, autor projektu. Otwarta 14 listopada 2017 r. wystawa będzie czynna przez 10 miesięcy. Prezentuje także najnowsze rozwiązania we wzornictwie i budownictwie, które są odpowiedzią na zmieniające się gusta klientów i wzrost zainteresowania Amerykanów mikroapartamentami, wspólnymi mieszkaniami, przydomowymi domkami letniskowymi.

Polska meblami stoi

Dla przedstawiciela trzeciego pokolenia rodziny Rustów, który w firmie odpowiada za eksport, oferty i marketing, droga zawodowa była oczywista.

— Tu, gdzie jest teraz biuro, kiedyś stał dom, w którym się wychowywałem. Jako dziecko pracowałem w wakacje na produkcji, wbrew przepisom BHP. Jesteśmy cały czas firmą rodzinną, która nie zmieniła siedziby, wciąż przez okna można obserwować pasące się na polach sarny. Nasze studia kuchenne można znaleźć w największym polskich miastach, w Zachodniej Europie, Dubaju, a wkrótce będą także w USA. Zatrudniamy 180 pracowników i są wśród nich tacy, którzy pracują tu od prawie 30 lat — opowiada Patryk Rust. Uważa, że Polska nie ma się czego wstydzić, jeśli chodzi o wzornictwo.

— Realizowaliśmy kiedyś zamówienie na 150 kuchni do prestiżowego osiedla w Maroku. Inwestor, który zna doskonale rynek włoski, powiedział, chodząc po naszym stoisku, że wzornictwo wygląda jak włoskie, a trzeba wiedzieć, że włoscy projektanci są postrzegani jako awangarda. Może nasz sukces opiera się na tym, że u nas projektanci dostają wolną rękę — mogą spełniać wszelkie fantazje klientów, a my podejmujemy się wyprodukowania tego.

Pod względem eksportu mebli Polska jest teraz na czwartym miejscu na świecie — na pierwszym są Chiny, na drugim Niemcy, na trzecim Włochy, więc śmiało można powiedzieć, że Polska meblem żyje. Jesteśmy dobrymi producentami, gorzej jest jeszcze z budowaniem marki. We wzorcowych Włoszech wzornictwo wygrywa z funkcjonalnością. U nas kuchnia nie jest tylko miejscem pokazowym — nadal przygotowuje się w niej posiłki, spędza czas. Dlatego wybraliśmy hasło: „Dom zaczyna się tutaj” — wyjawia przedsiębiorca. &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Ewa Tyszko

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Po godzinach / Biznes od kuchni