PB Po Godzinach
Partnerem cyklu EKO jest logo Provident

Biznes w wirtualnej rzeczywistości

opublikowano: 13-08-2021, 15:35

Sylwia Machnik-Kochan w HTC zaczynała od negocjacji z jednym z polskich telekomów, a teraz zarządza sprzedażą w kilkudziesięciu krajach – i pandemię spędza w wirtualnej rzeczywistości.

Zdalne przeprowadzanie wywiadów to nic niezwykłego ani niespotykanego – w czasie pandemii większość spotkań miała miejsce na Zoomie, Teamsach czy Google Meet. Czasem rozmówcy potrafią jednak zaskoczyć preferowaną formą i miejscem komunikacji. Z Sylwią Machnik-Kochan, wiceprezydentką ds. sprzedaży tajwańskiego koncernu HTC w Europie, na Bliskim Wschodzie i w Afryce, rozmawiamy w ogrodzie willi na tropikalnej wyspie. No, prawie.

– Mówi pan, że to jak simsy? Może i tak, ale jaka to jednak przyjemność. Jestem teraz pod Warszawą, pada, jest buro, szaro i ponuro. Dla mnie to oderwanie się od rzeczywistości i popatrzenie na miłe okoliczności przyrody jest budujące – mówi Sylwia Machnik-Kochan.

Wirtualna rewolucja

„Miłe okoliczności przyrody” oglądamy przy pomocy gogli VR z serii Vive, które są teraz flagowym produktem HTC. Tajwański koncern nawiązał partnerstwo z Valve, właścicielem platformy z grami Steam, i liczy na wzrost sprzedaży wraz z pojawianiem się na rynku kolejnych gier wykorzystujących technologię wirtualnej rzeczywistości.

– Gry to jeden potencjalny rynek, na Steamie bardzo szybko ich przybywa, a „Half Life: Alyx” był prawdziwym hitem. Druga rzecz to profesjonalne zastosowania związane choćby ze szkoleniami – jest już sporo rozwiązań przeznaczonych np. dla lekarzy. Technologia gogli pozwala już naprawdę na dużo, to jest tylko kwestia stworzenia oprogramowania. W czasie pandemii takie zdalne rozwiązania szkoleniowe bardzo przyspieszyły, zresztą badania pokazują, że treningi w VR pozwalają szybciej i taniej, bo przy zerowym zużyciu materiałów, opanować nowe umiejętności. Używane jest to już w szkole, nawiązaliśmy np. współpracę z wydawnictwem Nowa Era przy nauce chemii i przeprowadzaniu eksperymentów w wirtualnej rzeczywistości – mówi Sylwia Machnik-Kochan.

Nowa rzeczywistość:
Nowa rzeczywistość:
Tajwański koncern HTC, w którym za sprzedaż w Europie, na Bliskim Wschodzie i w Afryce odpowiada Sylwia Machnik-Kochan, przez lata koncentrował się na produkcji smartfonów, ale przy rosnącej konkurencji w większym stopniu skupia się na wirtualnej rzeczywistości, w której liczy na wzrost sprzedaży dzięki graczom i zastosowaniom profesjonalnym.
Marek Wiśniewski

Strategiczna zmiana

Postawienie kilka lat temu na gogle było strategicznym zwrotem dla HTC, czyli marki znanej przede wszystkim z produkcji smartfonów. Czasy świetności w tym segmencie przeżywała dekadę temu, gdy jej udział w światowym torcie smartfonowym przekraczał 10 proc., a w USA była nawet w 2011 r. chwilowym liderem pod względem liczby sprzedanych egzemplarzy, wyprzedzając Samsunga i Apple’a. Od tego czasu, przy rosnącej konkurencji ze strony chińskich producentów, udział w smartfonowym torcie z roku na rok się zmniejszał, część biznesu została sprzedana do Google’a, a przychody regularnie spadały.

W goglach natomiast rosną, a HTC jest globalnie numerem trzy, jeśli chodzi o udział w tym segmencie.

– VR pojawił się u nas w 2016 r. Pierwszy raz zetknęłam się z nim podczas targów telekomunikacyjnych w Barcelonie i to było dla mnie spore przeżycie – pierwszą aplikacją, której spróbowałam, było przeniesienie się do wraku statku, obok którego przepływał wieloryb. To było dla mnie coś niesamowitego, bardzo immersyjnego, jak potem opowiadałam o tym zespołowi w Polsce, to trudno było oddać te emocje, patrzyli na mnie jak na kosmitkę – mówi Sylwia Machnik-Kochan.

Biznesowy wzlot

No dobrze, ale nie spotkaliśmy się w „wijarzePR”, żeby rozmawiać o produkcie – i nie po to, by rozmawiać o rynkowej strategii HTC. Spotkaliśmy się po to, by porozmawiać, jak doszło do tego, że polska menedżerka stała się szefową sprzedaży tajwańskiego koncernu w regionie EMEA i odpowiada za rozwój marki na dwóch kontynentach z hakiem.

Kariera w HTC zaczęła się dekadę temu, gdy menedżerka, pracująca wówczas w konkurencyjnej Motoroli, została zrekrutowana przez tajwańską firmę rozpychającą się mocno na rynku smartfonów.

– Mam takie szczęście, że pracuję w firmie, która pozwala się rozwijać. Zaczynałam dekadę temu od stanowiska key account managera, odpowiadając za relację z jednym z dużych operatorów telekomunikacyjnych na rynku polskim. Potem do obowiązków dodano mi relacje z kolejnym, potem czuwanie nad całą sprzedażą w Polsce, i tak poszło. To tak w telegraficznym skrócie – mówi Sylwia Machnik-Kochan.

Czasu i miejsca jest więcej niż na telegraficzny skrót. To może zacznijmy od samego początku, czyli od dzieciństwa.

– Pochodzę z Dęblina, z rodziny wojskowej, bo tata był oficerem sił powietrznych. Dwadzieścia lat w praktyce wychowywałam się na lotnisku, z widokiem z okna na pas startowy. Wielu kolegów i znajomych z podstawówki zdecydowało się na karierę wojskową, ale ja jakoś nie chciałam zostać lotniczką, nie ciągnęło mnie – śmieje się Sylwia Machnik-Kochan.

Zawodowy miks

Szefowa sprzedaży HTC z wykształcenia jest prawniczką.

– Jeszcze w podstawówce marzyłam o byciu policjantką, a potem prokuratorem i wyobrażałam sobie, że będę ścigać przestępców, a na koniec zostanę ministrem sprawiedliwości. Poszłam na studia prawnicze na lubelski UMCS i byłam pewna, że zrealizuję ten plan. Po czym na piątym roku poszłam na trzymiesięczne praktyki w prokuraturze i zdałam sobie sprawę, że nie jest to coś, co chcę robić w życiu. Bo jak wyglądałaby taka praca? W praktyce większość czasu spędzałabym na pisaniu wniosków, zlecaniu czynności policji i czekaniu na odpowiedzi. No nie, tak nie mogło być, ja chciałam zmieniać świat, a nie popadać w bezwładność – opowiada Sylwia Machnik-Kochan.

Niedoszła prokuratorka równolegle z kończeniem studiów prawniczych przerzuciła się więc na marketing i zarządzanie. Był rok 1999.

– Marketing bardziej mi pasował mentalnie, ja jestem raczej mocno energetyczna, lubię kontakt z ludźmi. Zaczęłam pierwszą pracę w firmie, która zajmowała się dystrybucją kuchni i przypraw świata w Polsce – najpierw odpowiadałam za marketing, potem raczej za rozwój sprzedaży i dystrybucji. Szybko uczyłam się różnych podejść do biznesu, negocjując z zagranicznymi sieciami hipermarketów – opowiada menedżerka.

Z branży spożywczej po kilku latach obecna szefowa sprzedaży HTC przeskoczyła do sektora kosmetyczno-farmaceutycznego.

– Odpowiadałam np. za wprowadzanie na rynek suplementów diety. Praca była miła, zresztą kobiecie przyjemnie pracuje się w takiej branży choćby dlatego, że można testować różne nowe produkty kosmetyczne – śmieje się Sylwia Machnik-Kochan.

Szczeble kariery:
Szczeble kariery:
Sylwia Machnik-Kochan dekadę temu zaczynała pracę w HTC od kontaktów z jednym z działajacych w Polsce operatorów telekomunikacyjnych. Obowiązków szybko przybywało, a menedżerka w tajwańskim koncernie od dwóch lat odpowiada za kilkadziesiąt rynków.
Marek Wiśniewski

Telekomunikacyjna dynamika

W branży kosmetycznej było miło, ale się skończyło. Trzecią branżą, w której menedżerka spróbowała sił, była telekomunikacja. A konkretnie – sprzedaż smartfonów.

– Lubię nowe wyzwania i jak się dochodzi do momentu, gdy nie da się w firmie dać czegoś nowego z siebie, to trzeba poszukać czegoś innego. Telekomunikacja mi się bardzo podobała, a Motorola w tamtym czasie była liderem, bo to był okres, gdy na rynku pojawił się model V8, czyli bardzo popularny wśród kobiet model z klapką z dwoma ekranami. Co mi się podobało? To, że to był i jest biznes relacyjny, w którym bardzo istotne było nawiązanie dobrych relacji z operatorami, a także spora dynamika, bo wprowadzaliśmy, promowaliśmy i sprzedawaliśmy produkty w cyklach kwartalnych – opowiada Sylwia Machnik-Kochan.

Dekadę temu menedżerkę skusiło HTC.

– Zespół był fajny i obiecujący, a technologicznie firma była bardzo zaawansowana. Zmiana kulturowa była duża, bo w amerykańskiej wówczas Motoroli były ciągle wewnętrzne calle i raportowanie, a w HTC wreszcie był czas na spotkania z klientami. Firma jest z Tajwanu, ale na lokalnych rynkach pracują wyłącznie miejscowi menedżerowie – mówi Sylwia Machnik-Kochan.

Menedżerska wspinaczka

Obowiązków szybko przybywało.

– Zaczynałam od jednego kluczowego klienta w Polsce. Zmieniając firmę, postanowiłam też trochę zmienić siebie: poszłam do fryzjera jako długowłosa brunetka, a wyszłam jako krótkowłosa blondynka – i tak mi zostało do tej pory. Z pierwszym operatorem poszło mi bardzo dobrze, więc spróbowałam sił z kolejnym, a po dwóch i pół roku zostałam country managerem – opowiada Sylwia Machnik-Kochan.

Kolejne awanse wewnętrzne przyszły szybko.

– Po ponad dwóch latach wyniki osiągane w Polsce sprawiły, że oddano mi pod opiekę kraje całego regionu Europy Środkowej i Wschodniej. Potem dodano do tego rynki skandynawskie, a następnie kraje Beneluksu. Następnie, po zmianach w organizacji, stworzono dwa stanowiska szefów sprzedaży na Europę i zostałam jednym z nich, a po odejściu kolegi z firmy odpowiadałam już za to sama. Teraz, od 2019 r., mam pod sobą całą Europę, Bliski Wschód i Afrykę, w sumie kilkanaście rynków. Organizacja jest jednak szczupła, zarządzam stałym zespołem kilkudziesięciu osób, to jest teraz struktura startupowa – wylicza Sylwia Machnik-Kochan.

Model pracy w czasie pandemii mocno się zmienił.

– Wcześniej nieustannie podróżowałam, co najmniej trzy dni w tygodniu byłam poza Polską, mnóstwo czasu spędzałam w samolotach. Gdy zaczął się lockdown, życie zmieniło się o 180 stopni i na półtora roku wylądowałam przed ekranem. Na pewno jest inaczej, ale jest to do zrobienia – mówi Sylwia Machnik-Kochan.

Science fiction w realu

Jak się mniej podróżuje, to się ma więcej czasu dla siebie i na realizację prywatnych zainteresowań.

– Tyle że pandemia temu nie sprzyja. Jeszcze w dzieciństwie, w 1981 r., poszłam na pierwszy w życiu koncert, to był Lady Pank w klubie garnizonowym w Dęblinie. Zakochałam się wtedy w koncertach i jeździłam, gdzie tylko mogłam. Na ubiegły rok miałam bilety np. na Guns N’ Roses, Pearl Jam, Aerosmith czy Kings of Leon. I co? I wszystko przesunięte albo przepadło, więc ta pasja niestety ostatnio odpadła i czekam, aż wróci normalność – mówi Sylwia Machnik-Kochan.

Wizja przyszłości:
Wizja przyszłości:
Komercyjna ofensywa gogli VR trwa już pół dekady, ale rozwiązania tego typu wciąż są niszą. Sylwia Machnik-Kochan jest jednak przekonana, że m.in. dzięki pandemicznym zmianom w trybie życia i pracy gogle będą wykorzystywane nie tylko przez graczy, ale na dużą skalę zostaną wdrożone m.in. przy zdalnym szkoleniu pracowników.
Marek Wiśniewski

Co pozostaje? Przede wszystkim czytanie książek.

– Nie jestem człowiekiem telewizji i seriali. Uwielbiam powieści science fiction i fantasy, to pierwsze dobrze się łączy z częścią projektów, które robimy w HTC. Wywiad w wirtualnej rzeczywistości to przecież też jeszcze niedawno było science fiction – śmieje się menedżerka.

Science fiction i fantasy to pojemne kategorie, wiec co konkretnie?

– Oczywiście klasyka w rodzaju „Diuny” Franka Herberta, nie mogę się doczekać ciągle przesuwanej premiery nowej ekranizacji. Lubię taki nierzeczywisty świat, rządzący się często prostymi regułami. Bardzo lubię np. powieści Jima Butchera o działającym we współczesnym Chicago detektywie Harrym Dresdenie, który jest jednocześnie magiem i broni świat przed nadprzyrodzonymi zagrożeniami. Trochę jest to w klimacie noir, mamy cynicznego, niejednoznacznego bohatera walczącego ze złem, bardzo lubię takie historie – mówi Sylwia Machnik-Kochan.

No dobrze, a czy rozmawianie ze sobą za pośrednictwem awatarów w wirtualnej rzeczywistości to nie jest czasem dystopiczna przyszłość rodem z powieści science fiction?

– Na pewno świat się zmienia. Ale dystopia? Wszystkie rozwiązania w VR, które widzę, dają nam coś lepszego. W wirtualnej rzeczywistości nawet proste rzeczy pozwalają poczuć coś wyjątkowego, nawet proste historie są przejmujące. Na Księżyc nigdy nie polecę, a mogłam wylądować na nim z Armstrongiem. Mirosławowi Hermaszewskiemu, który poleciał przecież w kosmos, umożliwiliśmy kiedyś odbycie spaceru kosmicznego w VR, i to wywołało u niego olbrzymie emocje. Technologia idzie do przodu, w nowych wersjach możliwe już będzie lepsze śledzenie mimiki i gestykulacji. W czasie gdy wszyscy siedzimy przed ekranami, rozmowa w VR jest bardziej naturalna i zaangażowana – kończy Sylwia Machnik-Kochan.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane