Biznesowa propriocepcja

opublikowano: 30-05-2019, 22:00

Możesz nie znać marki R22, lecz korzystasz z jej produktów.

Wystarczy, że jesteś internautą. Jeśli interesujesz się wyścigami samochodowymi, to możesz znać jej założyciela i prezesa. Jakub Dwernicki ściga się na torach i w biznesie. Szanuje szybkość. Dlatego w kilka miesięcy robi to, co innym zajmuje kilka lat.

Wyświetl galerię [1/7]

Fot. Marek Wiśniewski

— Jestem spięty. Spocony ze stresu. Mocno zaciskam dłonie na kierownicy. Gdyby nie rękawiczki, widziałbyś, jak od uścisku bieleją mi kłykcie. Mimo hałasu, który zazwyczaj poprzedza start gokartowego wyścigu, wyraźnie słyszę swój oddech. Nie cierpię tego momentu. Adrenalina, zamiast motywować, przeszkadza, krew uporczywie pulsuje w skroniach. Do startu kilkanaście sekund. Odliczam w głowie. Pięć, cztery, trzy… i wiesz co? Co?

— Zdaję sobie sprawę, że mój kart nie jest zatankowany! Co to za historia? — To nie historia! To mój sen — wyjaśnia Jakub Dwernicki, prezes i założyciel giełdowej Grupy R22.

Sen uporczywy, bo regularny. Sen męczący, bo przypominający szczenięcą miłość do wyścigów i motosportową pasję, urwaną przez maturę, studia i brak pieniędzy.

— Zawsze start, zawsze odliczanie, zawsze stres i zawsze w ostatniej chwili okazuje się, że coś jest nie tak. Brak paliwa, złe opony, awaria silnika... Ale od trzech lat mam z nim spokój — oddycha z ulgą Jakub Dwernicki.

Wizyta u specjalisty?

— Nie. Zacząłem się znowu ścigać — śmieje się założyciel R22.

Wyścigi i pożar

Sportowa jazda po torze. W teorii prosta i nieskomplikowana. Podstawy zdają się banalne i sprowadzają do tego, że liczy się jak największa prędkość na wyjściu z zakrętu (lub na wyjściu z ostatniego z serii zakrętów). O prędkości na wyjściu z zakrętu decyduje z kolei linia, po której się poruszamy, czyli tor jazdy. Zasadniczo najszybszy tor jazdy to taki, który łagodzi zakręt (zmniejsza jego kąt). Ponieważ auto jest w stanie poruszać się po szerokim łuku z dużo większą szybkością niż po ciasnym, najkrótsza droga pokonania zakrętu rzadko kiedy bywa najszybsza. Proste? W teorii. Zupełnie jak w teorii proste jest prowadzenie biznesu. Kupowanie tanio, sprzedawanie drogo. Zasady ekonomii i matematyki są takie same dla wszystkich, podobnie jak identyczna jest krzywizna zakrętu, który trzeba pokonać szybciej niż konkurent. To dlaczego wszyscy nie są Rockefellerami?

— Zarówno biznes, jak i ściganie trudno zacząć z wysokiego „c”. To powinny być małe kroki uczące szacunku. W wyścigach — do prędkości — tłumaczy Jakub Dwernicki.

Kiedy trzy lata temu wznawiał przerwaną przygodę z motosportem, mógł wsiąść do Porsche czy Astona Martina. Miał na to i ochotę, i pieniądze. Nie wsiadł. Wybrał puchar KIA Picanto. Dlaczego?

— To małe auta, stosunkowo słabe. Ponadto w tym pucharze startują młodzi i utalentowani kierowcy. To uczy szacunku. Prędkość trzeba szanować, bo trudniej ją odzyskać. Trzeba wykorzystywać każdy centymetr toru. To świetna szkoła, a ja po latach przerwy potrzebowałem właśnie takiej — przyznaje biznesmen.

Nie lepiej było uczyć się w szybszych maszynach?

— Nie. To tak, jakbym swój pierwszy biznes od razu wprowadził na giełdę — ucina Jakub Dwernicki.

Ten od spalonego komputera?

— Tak. Nauczył mnie pierwszej ważnej biznesowej lekcji: sezonowości — twierdzi założyciel R22.

Pierwsze spotkanie z giełdą

Tuż po tym, jak w drugiej połowie lat 90. dostał się na Wydział Zarządzania i Marketingu Wyższej Szkoły Zarządzania i Bankowości w Poznaniu, wybuchł pożar. Niewielki, lecz znaczący.

— W wyniku przepięcia spalił mi się komputer. Niestety nie był mój. Należał do brata i wypadało go odkupić — mówi Jakub Dwernicki.

Na kompletny komputer trzeba było wówczas majątku. Student pierwszego roku nie miał takowego. Wtedy pierwszy raz pomyślał, że ratunek znajdzie na giełdzie.

— Komputerowej oczywiście. Były wtedy popularne. Pojechałem po części potrzebne do złożenia nowego komputera dla brata. Udało się nie tylko odbudować sprzęt, lecz także znaleźć sposób na biznes — twierdzi założyciel R22.

Zauważył ogromną różnicę między ceną nowego komputera a częściami potrzebnymi do jego złożenia. Wspólnie z kolegą ze studiów szybko przekuli to spostrzeżenie w interes. Bardzo intratny interes. Zaczęli w październiku, a już na początku grudnia ich kieszenie wypychały banknoty. Bardzo dużo banknotów.

— Był taki moment, że wymietliśmy komputerowe podzespoły ze wszystkich poznańskich komisów. Składane przez nas komputery sprzedawaliśmy za pośrednictwem ogłoszeń w gazetach i na giełdach. Biznes szedł świetnie. Pamiętam, że na mikołajki pieniądze nie mieściły mi się w kieszeniach. Gigantyczne obroty, 30-procentowe marże. Sam nie wierzyłem, że zarabianie pieniędzy może być takie łatwe — wspomina Jakub Dwernicki.

Wszystko szło świetnie i zapewne uwierzył w swój biznesowy geniusz. Kasa się zgadzała, kolejnych klientów naganiało zbliżające się Boże Narodzenie.

— Tuż po świętach przyszło spowolnienie. Marazm nawet. Naszymi składakami nie interesował się nikt, a znajomi z giełdy przekonywali, że do lata niewiele się zmieni — mówi założyciel R22.

Nauka? Owszem. To na giełdzie komputerowej nieopierzeni jeszcze biznesmeni poznali, co to jest sezonowość biznesu i czym grozi brak dywersyfikacji.

— Nabrałem również pewności, że przyszłość biznesu jest w nowych technologiach. Wtedy były to komputery i rodzący się internet — uważa biznesmen.

W 1999 r. internet dopiero raczkował. Trzeba było się łączyć przez modem, prędkość transmisji wynosiła 32 kb/s (dziś jest to nawet kilkanaście tysięcy razy szybciej). Ale to było coś zupełnie nowego. Mimo to na rynku nie było luźno. Istniał Amazon, rozpychało się Yahoo. W Polsce jak grzyby po deszczu wyrastały firmy hostingowe. Dla Jakuba Dwernickiego, który właśnie o hostingu zaczął myśleć, ówczesny rynek jawił się jako akwen pełen drapieżników. Większość była silna.

— Dziś część tych, których się wtedy obawiałem, należy do Grupy R22. Ale ówczesna perspektywa nie była różowa. Potrzebowaliśmy pomysłu — przyznaje biznesmen.

Dzisiejsza Grupa R22 wystartowała pod marką Spider, jako hostingowa, oferując miejsce na strony internetowe, domeny i konta mejlowe. Kapitalizm się rozwijał, uwolniony rynek podlewał przedsiębiorczość. Powstawało coraz więcej firm i firemek. Wszystkie szukały kontaktów i chciały, by ich też szukano. Czy ktoś pamięta jeszcze „Panoramę Firm”, grubaśną biznesową książkę teleadresową?

— Tuż po tym, jak wpadła mi w ręce, postanowiłem połączyć mój biznes hostingowy z internetowym katalogiem firm. Tak powstałynasze elektroniczne wizytówki, czyli marka BazaFirm.pl — ujawnia Jakub Dwernicki.

Mimo że czasy były inne (trzeba było przekonywać do idei internetu, a nie konkretnych usług), BazaFirm.pl rozwijała się całkiem nieźle. Interes się rozrastał. Przybywało pracowników i biur. No i pieniędzy?

— Co to, to nie. Dziś młodzi przedsiębiorcy mają mentalność startupową, dla której to naturalne, że przez pierwsze lata spółka traci. Wtedy nikt tak do biznesu nie podchodził. A my zużywaliśmy więcej pieniędzy niż byliśmy w stanie wytworzyć. Wówczas biznes musiał działać jak budka z zapiekankami. Trzeba było wytworzyć więcej, niż się wydało. Inwestycji w pozyskanie klientów nikt nie traktował jak inwestycji. Bywało, że nie mieliśmy na wypłaty czy na regulowanie bieżących płatności — przyznaje twórca R22.

Trzepakowy operator

Pomoc przyszła w 2001 r. Internetową działalnością Jakuba Dwernickiego zainteresował się poznański fundusz technologiczny BBI Tech. Biznesmen odetchnął z ulgą. Ale nie na długo. Rynkowe zawirowania, jakie wywołał terrorystyczny atak na nowojorskie wieże WTC 11 września 2001 r., doprowadziły BBI Tech na skraj przepaści. Fundusz upadł, nie wypłacając kolejnych transz finansowania.

— Jako jedynej polskiej spółce, w które inwestował BBI Tech, udało się nam z tej sytuacji wybronić. Reszta zbankrutowała. Pożyczyliśmy pieniądze od znajomych, wykupiliśmy od syndyka udziały i przetrwaliśmy. Z tym że znowu byliśmy sami — ujawnia Jakub Dwernicki.

Mniej więcej w tym samym czasie Telekomunikacja Polska wespół ze spółką Prokom powołała do życia Incenti — nowoczesne data center mające spowodować zaistnienie TP SA w internetowym biznesie.

— Zdobyliśmy zaufanie Jacka Ducha, ówczesnego przewodniczącego rady nadzorczej Incenti, i dostaliśmy zlecenie na wykonanie dla tej spółki integracji rynku hostingowego w Polsce. Mieliśmy zbudować bazę klientów. Zainwestowali w nas, a my ruszyliśmy na zakupy. Kilka lat rośliśmy i kupowaliśmy kolejne spółki — wspomina Jakub Dwernicki.

Wszystko się zmieniło, kiedy Orange zaczęło się interesować TP SA. Strategia Francuzów zakładała brak zaangażowania w to, co nie jest telekomem.

— Nie byliśmy. Realizowany przez nas projekt został zamrożony. A my ponownie odkupiliśmy udziały. Wówczas byliśmy już sporym graczem. Wspólnie z poznanym w czasach pracy dla Incenti Krzysztofem Malickim, który w Prokomie był dyrektorem inwestycyjnym i niejako nadzorował nasze działania, stworzyliśmy pierwszą w Polsce platformę VoIP — mówi Jakub Dwernicki.

Panowie wpadli na pomysł współpracy z małymi osiedlowymi sieciami dostarczającymi internet.

— Takich trzepakowych okablowań było pełno. Postanowiłem wykorzystać tę infrastrukturę do połączeń telefonicznych. W krótkim czasie pozyskaliśmy 140 sieci do współpracy — twierdzi twórca R22.

Biznesmen szybko zdał sobie sprawę, że de facto ma dwie spółki: hostingową i telekomunikacyjną. Co zrobił? Wraz z Adamem Lewkowiczem i Krzysztofem Szyszką stworzył trzecią. Tym razem IT. Vercom, bo taką nazwę otrzymał nowy twór, który miał uzupełniać dotychczasowe działalności grupy.

— Zespół Vercomu stworzył platformę mejlingową redlink, która w 2006 r. zdobyła wszystkie możliwe nagrody. Zdobywaliśmy coraz większy rozgłos. Redlink stał się protoplastą wielokanałowej komunikacji. Potrafiliśmy wtedy obsługiwać i mejle, i faksy, i połączenia głosowe, i SMS-y — wylicza Jakub Dwernicki.

Podkreśla, że to rynek telekomunikacyjny nauczył go zaawansowanego planowania finansowego, bo zaufanie banków zdobył głównie dzięki przeprowadzanym na nim integracjom. W 2016 r. wrócił do ścigania. Poważnego (60 dni w roku spędza na torze, głownie weekendy). Jakub Dwernicki zarówno jako kierowca, jak i biznesmen nabrał tempa.

— W 2016 r. zaprosiliśmy do współpracy fundusz 3TS, który zainwestował w nas około 6 mln euro. Ten zastrzyk wespół z lewarem bankowym dał nam pieniądze na kolejne przejęcia. Ktoś nas zainspirował do tego, by rynek hostingowy konsolidować. W kwartał zakontraktowaliśmy cztery spółki do kupienia, zorganizowaliśmy finansowanie. Pół roku później były nasze — wspomina Jakub Dwernicki.

Giełda? Podobne tempo — decyzja w kwietniu 2017 r., w czerwcu powstała spółka R22 skupiająca biznesy Jakuba Dwernickiego, a w grudniu miał miejsce debiut. Tym razem nie była to giełda komputerowa.

— Wyścigi i biznes mają wiele wspólnych elementów. W wyścigach jest nieco inna dynamika, ale problemy i wątpliwości są podobne. Można wyrobić dobre odruchy. Po sobie widzę, że przyjemniej i łatwiej prowadzi mi się biznes, odkąd się ścigam. Działam sprawniej. Wiele decyzji przychodzi dużo łatwej. Sytuacje na torze budują odruchy bezwarunkowe, które da się wykorzystać w biznesie — wyjaśnia Jakub Dwernicki.

Biznesowy Eau Rouge

Eau Rouge to jeden z najsłynniejszych wiraży na światowych torach. Znajduje się na belgijskimtorze Spa i wymaga odwagi, determinacji, umiejętności i stłamszenia instynktu samozachowawczego. Dobrze go pokonać na pełnym gazie, lecz potrafią to nieliczni. Nawet wielokrotnie pokonywany budzi respekt i skłania do odpuszczenie gazu. Powody? Wygląda tak, jakby nie dało się go szybko przejechać. Da się dzięki temu, że dosyć stromo się wznosi. Dynamiczny podjazd (dziewięć pięter w trzy sekundy) pod górę powoduje dodatkowy docisk, dzięki czemu auto jest w stanie utrzymać się „na czarnym”. Zakręt dla odważnych i doświadczonych. Swój biznesowy Eau Rouge Jakub Dwernicki pokonuje bez odpuszczania. Dowody? W 2014 r. prowadzona przez niego spółka miała 21 mln zł przychodów. Dziś jest to około 150 mln zł rocznie. Tworzy ją 12 marek, a wycena rynkowa Grupy przekracza 250 mln zł. Co więcej, R22 szykuje się do wyprzedzania. Jest jeszcze kilka podmiotów w Polsce, które pasują do układanki biznesowej Jakuba Dwernickiego.

— Cały czas prowadzimy rozmowy. Otwieramy biura za granicą i ten kierunek też chcemy kontynuować. Krótko mówiąc, dziś mamy 250 tys. klientów, a za dwa lata chcemy ich mieć 500 tys. W samej Polsce nie jesteśmy w stanie tego osiągnąć. Zaznaczam jednak, że akwizycje zagranicą nie wykluczają akwizycji w Polsce — twierdzi biznesmen.

Hosting i komunikacja to nie za mało?

— Dziś nie, ale coraz mocniej wchodzimy w automatyzację biznesu. Inwestujemy też w rozwiązania e-commerce dla sklepów. Dla większości odbiorców Grupa R22 jest mało widoczna, lecz z ich usług pośrednio korzystają niemal wszyscy Polacy. Prowadzimy wysyłkę SMS-ów i mejli informujących o akcjach marketingowych i promocjach, a także o dostarczanych przesyłkach czy oczekującej taksówce. Ostatnio dostarczamy też powiadomienia np. o nadciągających burzach czy spodziewanych korkach, kiedy w mieście odbywa się maraton, lub o tym, że jakiś operator planuje naprawę sieci i wyłączy wodę — wyjaśnia Jakub Dwernicki.

Z ich usług korzystają m.in. Rossmann i IKEA. Wśród klientów mają około 160 firm zaliczanych do tych największych. Biznesowy Eau Rouge przejeżdża zatem z gazem w podłodze. A ten wyścigowy?

— Po kilkunastu razach już mi się to udało — twierdzi Jakub Dwernicki.

I jak było?

— Najpierw strach w oczach, kiedy z górki zbliżasz się do zakrętu. Na liczniku 200 km/h. Wszystkie zmysły krzyczą: hamuj! A ty musisz docisnąć gaz i skręcić w odpowiednim momencie, a kiedy już przejedziesz Eau Rouge, ogarnia cię szczęście jak po przejażdżce najszybszym rollercoasterem — dopowiada bzinesmen.

Czucie głębokie

Zmysł kinestetyczny, czucie głębokie czy inaczej propriocepcja — zmysł orientacji ułożenia części własnego ciała. Receptory tego zmysłu (proprioreceptory) znajdują się w mięśniach i ścięgnach. Dzięki temu zmysłowi wiemy, jak ułożone są nasze kończyny bez patrzenia na nie. Dobrze rozwinięta propriocepcja jest niezwykle pożądana w sportach motorowych. W wyścigach umiejętne wykorzystanie tego zmysłu pozwala na lepszą koordynację ruchów, utrzymanie ich precyzji, a to ma wpływ na predyspozycje do prowadzenia samochodu w wyścigach czy rajdach. Jest trochę jak mięśniowa wyobraźnia. Podświadoma umiejętność wyboru punktów hamowania, toru jazdy i wyczucia całej bryły auta. Tę do sportu można poprawić na torze i siłowni, a biznesową? Hartują ją porażki. Były jakieś?

— Mnóstwo! Ale drobnych. Chociażby załamanie się mojego „złotego” interesu ze składaniem komputerów — żartuje Jakub Dwernicki.

Dodaje, że nie pamięta takiej, po której chciał zrezygnować czy zmienić sposób na życie. A błędy?

— Tak, na przykład swego czasu zatrudniliśmy ludzi z zewnątrz. Najemnych menedżerów z dużych korporacji. Objęli ważne stanowiska. Na szczęście szybko się z tego wycofaliśmy. Korporacyjny styl zupełnie nam nie pasował. Preferuję pracę z ludźmi, którzy tworzyli przejmowane przeze mnie biznesy. Wszak kupuję ich kompetencje i relacje, a nie nazwę firmy, którą zbudowali — przyznaje biznesmen.

I jeszcze jedno. Grupa R22 to od tego, że chcecie mieć 22 marki?

— Nie. To nasz adres: Roosevelta 22 w Poznaniu — ucina Jakub Dwernicki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy