Z każdym dniem jesteśmy coraz bliżej wejścia w życie tzw. klifu fiskalnego. W ostatnich tygodniach ten temat nieco ucichł w mediach, co nie znaczy wcale, że dla inwestorów nie ma on już dużego znaczenia. Jest wręcz przeciwnie. Jeśli rozmowy pomiędzy „republikańskim” Kongresem a administracją prezydenta Baracka Obamy nie zakończą się sukcesem, od nowego roku wejdą w życie automatyczne cięcia wydatków i podwyżki podatków w USA. Ich wpływ na amerykańską gospodarkę miałby daleko idące, negatywne konsekwencje — mówi się, że kraj ten ponownie wpadłby w recesję. Rynki finansowe to układ naczyń połączonych: kłopoty w USA zwiastowałyby więc problemy w Azji i Europie, i w konsekwencji znaczące pogorszenie koniunktury na rynku akcji.
Na szczęście, amerykańcy politycy zdają się rozumieć ten problem i za oceanem widać chęć wypracowania wspólnego stanowiska. Prezydent Barack Obama złagodził nastawienie i obecnie planowane przez niego podwyżki podatków będą mniejsze — przyniosą amerykańskiemu budżetowi 1,2 bln USD (wcześniej planowano 1,6 bln USD). Podniósł także limit dochodu, od którego płacono by wyższą stawkę podatkową (tzw. podatek dla najbogatszych) z 250 tys. USD do 400 tys. USD na gospodarstwo. Ta ostatnia propozycja jest już bardzo bliska oczekiwaniom republikanów, istnieje więc szansa na przełamanie impasu w sprawie amerykańskiego budżetu.
Dobre nastroje, panujące na rynkach finansowych, są konsekwencją ostatnich doniesień. Rentowności amerykańskich dziesięcioletnich obligacji skarbowych wzrosły do najwyższego od siedmiu tygodni poziomu, a indeksy giełdowe biją kolejne rekordy. Euforia i związane z nią wykupienie rynku niosą ze sobą zagrożenie możliwą korektą. Czy w związku z tym należy wkrótce oczekiwać spadków na rynku akcji? Niewykluczone, jednak jak mówi jedno z giełdowych powiedzeń „trend jest twoim przyjacielem” — dopóki więc trwa, nie powinniśmy zamykać zajmowanych pozycji.
PIOTR KRAWCZYŃSKI
PZU Inwestycje